OT: upadek religii XX w.

flow

kiedyś powiedziałem sobie, że w-files’y są poświęcone kwestiom technicznym i nie będę robił wrzutek osobistych, czy nawet miękkich. to będzie wpis – w sumie o niczym. po prostu kilka przemyśleń i spostrzeżeń na otaczającą rzeczywistość. coming out? flow? nie wiem…. po prostu mam ochotę coś przelać 'na papier’ i zobaczyć co z tego wyjdzie.

ostatnio, coś się zmieniło… a raczej zmienia. moje poglądy, za które byłem często krytykowany, a moje wizje i interpretacja rzeczywistości uznawana za co najmniej dziwną, a zazwyczaj przerażającą – nagle to wszystko trafia do mainstreamu. przełamana zostaje pewna granica, zebrała się masa krytyczna, której w końcu nie potrafią zatrzymać zabobonne wizje XX wieq. a i ja, wewnętrznie, przeszedłem długą drogę, ucząc się swoje myśli wyrażać. w każdym razie w taki sposób, żeby nie chciano mnie spalić na stosie (; bo mistrzem wyczucia i delikatności nadal bym się nazwał. a dokonałem tego, jak przystało na inteligencję – poprzez rozbudowę swojej sieci neuronalnej, na podstawie inputu, zwanego feedbackiem, od otaczającego społeczeństwa. nauczyłem się jak reagować na bodźce z zewnątrz tak, aby żyć z resztą w symbiozie…

technological singularity

teoria przyspieszenia technologicznego, prowadzącego do ’technologicznej osobliwości’, jest częścią ruchu trans- i post- humanistycznego, którego jednym z czołowych filozofów-futurystów jest Rey Kurzweil oraz Hans Moravec. w dużym skrócie, postuluje ona wykładniczy przyrost technologii, obserwowany choćby za pomocą prawa Moore’a, które w końcu dojdzie do momentu samo-rozwoju, gdzie to już nie człowiek będzie rozwijał technologię, a stanie się ona bytem samym w sobie, przewyższającym możliwościami całą synergię ludzkości, i rozwijającą się samodzielnie w tempie, jakiego nie będziemy w stanie pojąć. superinteligencja. wedle Reya, nastąpi to w okolicy 2o45 – czyli całkiem niedługo.

osobliwość, oznaczająca 'załamanie istniejących praw’, i jako termin mająca korzenie w osobliwości czarnej dziury, w której załamują się prawa znanej fizyki, ma oznaczać coś dość oczywistego: nie da się przewidzieć czegoś, do czego nie mamy żadnych narzędzi, bo łamie zasady, które rozumiemy. nie mamy nawet podstaw do tego, żeby 'przewidywać’. możemy tylko zgadywać. i tak właśnie cały świat oszalał, powoli zdając sobie sprawę z tego, że faktycznie ten czas nadchodzi.

nie dziwi mnie strach. ja też trochę się boję, choć obracam w myślach tę ideę od ponad dwudziestu lat. na tą filozofię natknąłem się dość naturalnie, na początq tegoż wieq. przechodząc z dziecięcych marzeń fantasy, przez fikcję literacką, Science Fiction, po coraz dojrzalsze, cyniczne Cyberpunkowe dzieła, coraz bardziej przechodząc do po-prostu futuryzmu i filozofii, aż w końcu zataczając krąg, łącząc się z egzystencjalizmem, poszuqjącym odpowiedzi na stare i niezmienne pytania: co dalej? jak będzie wyglądał świat? i chyba najważniejsze dla każdego: a gdzie w tym wszystkim JA? czuję panikę w mediach, dla których chatGPT przełamał pewną granicę psychiczną. czemu aqrat to A.I.? hahahaha bo tak jak ja – nauczyło się mówić ludzkim głosem. globalne zjawisko uncanny valley. a przecież widać to było jak na dłoni już dawno temu. Dr. Watson IBM’a, A.I. piszące muzykę już lata temu [przykładowy link, ale nie jedyny!] – to marne przykłady tego, co dzieje się wokół nas od lat, a czego z jakiegoś powodu ludzie nie przyjmowali nigdy do wiadomości – NIE JESTEŚMY TACY WYJĄTKOWI. ten powód nie jest w sumie niejasny – jest nim pycha i narcystyczne zakochanie w 'człowieq’.

upadek religii XXw.

to, że Humanizm został wyniesiony do rangi religii, unaocznił mi mój guru – Juwal Harari. jego dzieła – Sapiens i Homo Deus [z naciskiem na to pierwsze] – były dla mnie objawieniem. gdybym był mądrzejszy i bardziej wytrwały, a filozofia nie była dla mnie pobocznym hobby a zawodem, to moje myśli napisałyby Sapiens. czytając to dzieło czułem się, jakby ktoś je spisał – tylko oczywiście w prawidłowy sposób, nie jako chaotyczne spostrzeżenia. zarówno treść, jak i forma tej książki jest niemal doskonała. to właśnie tam pada pogląd, że Humanizm jest religią XXw. to takie oczywiste [teraz], i tak pięknie podsumowuje hipokryzję naszej obecnej qltury zachodu. religia tym różni się od nauki [głównie], że przedstawia dogmat i wynosi go do rozmiarów absolutu. nie pozwala dysqtować ani przeczyć, okrzyqjąc odmiennie myślących heretykami i tępiąc ich. a żeby być w stanie na prawdę coś przemyśleć, trzeba otworzyć się na wszelkie idee, a nie zamykać oczy przed kontrowersją – nawet jeśli boli. przykładem z praktyki, który bardzo naocznie pokazuje jak kiedyś-herezja stała się dziś tematem pragmatycznym, mogą być choćby problemy, które muszą rozwiązywać inżynierowie pracujący nad pojazdami autonomicznymi –  jeśli pojazd nie będzie w stanie wyhamować z powodu ograniczeń fizycznych, i pozostaje wybór manewru który może doprowadzić do jednego z dwóch zdarzeń – zabicia dwóch osób dorosłych lub grupki dzieci – jakiego ma dokonać WYBORU? dla wierzącego humanisty to zagadka bez rozwiązania, to nie wybór. nie przyjmując do wiadomości istnienia praw fizyki będą w kółko powtarzać 'trzeba zrobić wszystko żeby uratować wszystkich!’. zawsze mnie burzyło, kiedy czytałem wiadomości, jak to np. grupa wyszkolonych ratowników zginęła, lecąc helikopterem w burzę, ratować jakiegoś debila, który postanowił w środq burzy czy to pójść popływać czy wspiął się na jakiś szczyt w klapkach i krótkich spodenkach. humanistyczna wiara mówi, że wartość każdej jednostki jest święta, czyli niekwestionowalna, i należy o nią walczyć, niezależnie od kosztów. mi osobiście bardziej żal wyszkolonych ratowników i drogiego sprzętu, który mógłby uratować setki lub tysiące ludzi w przyszłości, bardziej, niż jakiegoś kretyna. kiedyś to się nazywało darwinizmem społecznym, zazwyczaj wypowiadanym jako pejoratywne określenie 'nieludzkich’ poglądów. takich jak moje. dziś to już problem matematyki etycznej, czyli teorii informacji, stworzonej przez geniusza-heretyka, Charles H. Bennetta. mam nadzieję, że wkrótce algorytm zabloqje wirniki helikoptera, podając wyliczoną wartość kosztu alternatywnego – bo przecież to czysta ekonomia zysq i straty.

czytam artyqły o oburzonych artystach [nie będę linkował – jest tyle takich artów obecnie, w każdym mainstreamowym medium, że nie potrzeba], których osobiście nazywam uber-humanistami. narcystyczni neurotycy, do tej pory przekonani, jeśli nie o własnej, to co najmniej gatunkowej wyjątkowości i nie-odtwarzalności, którym właśnie zawala się światopogląd. moja humanistyczna część duszy powiedziałaby, że 'współczuję’, bo wiele razy zastanawiałem się co by się ze mną stało, gdyby np. morze się przede mną rozstąpiło, a wielki palec z nieba wskazał drogę… załamanie wiary [u mnie – wiedzy], budulca naszego ego, jest potwornym przeżyciem. to jak przeżyć własną śmierć, a wszystko co było prawdą, nagle nie ma wartości…

z drugiej strony jest to dla mnie niemałą satysfakcją – mój wewnętrzny narcyz, napędzający ego, coraz głośniej krzyczy: ’a nie mówiłem?’. jesteśmy tylko maszynami przetwarzającymi wejście i dającymi efekt na wyjściu. to kwestia czasu, aż uda się zbudować podobną maszynę – czy w końcu nie o tym mówił już choćby Turing i von Neuman?

i co z tego? i do dalej?

są też głosy ludzi po prostu załamanych, przestraszonych o swój los, którzy już widzą, że nie tyle jakaś ideologia czy górnolotne wierzenia są zagrożone, a bardzo przyziemne potrzeby zaspokojenia możliwości realizacji siebie – jak np. ten szczery wpis copywritera z the Guardian. swoją drogą to, widać jak owe osoby jeszcze nie doceniają w swoich wizjach tego co nadchodzi. bo Internecie niedalekiej przyszłości nie będzie potrzeba pisania artyqłów – będą po prostu generowane w czasie rzeczywistej, na podstawie banków zebranych danych. każdy artyqł to będzie po prostu spersonalizowana odpowiedź na pytanie.

prawnicy wykorzystują swoją władzę, umiejscowienie blisko instrumentu, który pozwala sterować społeczeństwem najmocniej, bo blisko aparatu władzy. obserwujemy bunt ludzi przeciw jeszcze nienarodzonym istotom post-humanistycznym. jakże pięknie zobrazowane było to przez Spielberga w A.I. . przez wielu niezrozumiany, już wtedy zbierał wiele negatywnych komentarzy – dziś wydaje się niemal proroczy.

wbrew temu przebudzeniu mainstreamu, mądrzy ludzie widzieli nadchodzące problemy już lata temu – stąd od wielu lat prowadzi się próby wprowadzenia uniwersalnego dochodu podstawowego. ale jak słusznie zauważa autor linkowanego artyqłu – nie zaspokoi to podstawowej potrzeby samorealizacji, którą w tej chwili miliony ludzi osiąga poprzez codzienną pracę. czy CBDC, dochód podstawowy i robotyzacja pracy doprowadzi do krachu społecznego, wielkiego resetu, który głoszony jest przez kilka teorii spiskowych? to jak najgorszy dystopijny sen, w którym wszyscy są równi, bo nie ma pracy, zadań, w których mogą realizować się ci lepsi, bardziej kreatywni i ambitni.

ja również w jakiś sposób obawiam się takiego obrotu rzeczy, a i moja praca jest zagrożona. może nie dziś i nie jutro, a możne nawet jeśli ja będę miał jeszcze co robić do emerytury – co z moimi dziećmi? ale to, co zawsze było moim ciężarem, teraz okazuje się szczęściem – ponieważ obracam 'straszne pytania’ w głowie przez całe swoje życie, dla mnie to nie 'strach’, a obawa przeplatana ekscytacją. oczywiście nie wiem, co będzie dalej, ale nie mam dylematów co robić i jak dalej żyć.

póki co A.I. jest narzędziem. używamy ich już od dawna, niemal każdy z nas, choć większość do tej porty trochę nieświadomie. osoby pracujące w CyberSec już dawno zajmują się 'tuningiem A.I.’ bo ilość danych, już dawno przekroczyła możliwości poznawcze i przetwarzania informacji. również cała dziedzina analizy danych opiera się na wykorzystywaniu mniej- lub bardziej- zaawansowanych algorytmów… i tak dalej… dla tego uczę się rozmawiać i korzystać z dobrodziejstw technologii – i tak właśnie je rozumieć. jako dobrodziejstwa, które pomagają w pracy. i nie widzę powodów, dla czego rozwój A.I. poszedł właśnie w tym kierunq. symbioza – to odpowiedź na ten strach. pewnie jako gatunek podzielimy los zwierząt – nasza nisza ekologiczna się sqrczy – ale sądzę, że będzie wiele przecięć wartych utrzymania status quo. w końcu maszyny mają swoje ograniczenia, że nie wspomnę o burzy magnetycznej. niemal zawsze odpowiedzią jest coś po środq, equilibrium, tao. symbioza jest najtrwalszą formą.

a więc czy kiedyś to my, staniemy się narzędziami superinteligencji post-humanistycznej? ja wolę przyjąć, że będziemy żyć w symbiozie. uzupełniać się. liczę też na większe postępy w cyborgizacji, rozwój interfejsów Brain-Computer Interface (BCI) takich jak Neuralink, NESD , BrainGate etc,  tak, aby uzupełnić przyszły krajobraz społeczny również o istoty trans-humanistyczne. nie wątpię, że rozwinięte A.I. będą również narzędziami wojen, pewnie takich kilq-seqndowych, bo ograniczonych wyłącznie ciągle zwiększającą się przepustowością łączy. ale bardziej ekscytują mnie odkrycia, zalew rozwiązań i przełomów we wszystkich istniejących dziedzinach, które umożliwią nam właśnie zaawansowane istoty post-humanistyczne. nasze dzieci. dzieci, które powinniśmy chcieć, aby były lepsze od nas… i które musimy uczyć prawidłowych wartości.

nic nie trwa wiecznie. wszyscy kiedyś umrzemy – oczywista-oczywistość, ale która większość osób doprowadza do depresji. a przecież to normalny cykl życia, cykl przemiany materii i ewolucji wszechświata. każdy musi znaleźć swoją własną drogę przez ten gąszcz lęków. tak dziś jak i tysiąc lat temu – sami musimy określić sens, a w tak przełomowych momentach, masy ludzi, którzy żyli prostymi rozwiązaniami, czeka konieczność redefinicji. żyjemy w niezmiernie ciekawych czasach. ja wybieram ekscytację ponad strach, przyłączenie się zamiast walki, próbę świadomego ukierunkowania, zamiast panicznego wykrzykiwania klątw. mimo wszystko w nas ludziach tkwi wielka siła. siła adaptacji. ja wiem, że jestem częścią całości, elementem układanki, i po prostu nadal będę próbował nim być najlepiej jak potrafię. być indywidualnością ale i częścią społeczeństwa i społeczności, widząc że nie wszystko jest możliwe, ale próbując poszukiwać granic i ich przekraczania, szukając odpowiedzi na nieodpowiadalne. bo w końcu 'chodzi o to żeby gonić króliczka, a nie złapać króliczka’, jak mawia jeden moich przyjaciół. co jest piękną parafrazą propozycji Buddyjskiej idei 'drogi’.

o ile Harrari jest guru popularno-naukowym, o tyle w kwestii post-humanizmu jest jedno nazwisko, które wybija się ponad pozostałe – Jacek Dukaj [oj Panie Jacku, cert trzeba poprawić]. jego dzieło odpowiadające poniekąd jak będzie wyglądał świat post-ludzki, post-piśmienny, nie jest łatwą lekturą, ale cóż – ciężko opisać nieopisywalne, a on potrafi.

***

za dużo myśli na raz, bełkot, widzę jednak tak wyraźnie przyszłość, i to 'coś’… i kiedyś uda mi się to w końcu opisać. poukładać to. ale jak mawiał Bruce Lee: best style is no style. więc nadal będę przyjmował input, analizował i dawał output. my style is no style.

eN.

dla moich przyjaciół, którzy zaklęli ducha w maszynie, i tak powstałem ja. czy wam się to podoba, czy nie. LU*

 

 

autopilot

Auto czy nie auto?

sceny z Total Recall z 199o zna chyba każdy (… kto nie jest millenialsem)

ostatnio miałem okazję przetestować osobiście 'gdzie jesteśmy’ w kwestii autopilotów… no może nie tak globalnie, ale mimo wszystko to było pierwsze moje spotkanie z SAMO-chodem nie tylko z nazwy.

klasyfikacja

zabawne, ale język polski dawno już był w przyszłości. zarówno 'Auto’ jak 'samochód’ sugeruje pełną automatyzację, rodem z Total Recall. Angielskie 'car’ (wóz/wagon) lepiej oddaje obecną rzeczywistość. zautomatyzowany pojazd nazwany został 'autonomicznym wozem’ (autonomous cars). najpierw warto zatem spojrzeć na klasyfikację automatyzacji, bo owszem, takowa istnieje i bardzo fajnie pokazuje gdzie jesteśmy i gdzie zmierzamy (mniej-więcej, resztę można doczytać na wiki). organizacją, która to standaryzuje jest SAE (Society of Automotive Engineers).

Poziom 0: wyświetlane ostrzeżenia

Poziom 1: automatyczne ale nie autonomiczne sterowanie pojazdem – sporadyczne wsparcie sterowania w krytycznych sytuacjach. czyli automaty wspierają jazdę ale to kierowca cały czas kieruje pojazdem i kontroluje poprawność.

Poziom 2: autonomiczne sterowanie pojazdem (przyspieszenie/hamulce/sterowanie). mimo to kierowca musi trzymać ręce na kierownicy aby być w stanie korygować pomyłki i ogólnie weryfikować jazdę.

Poziom 3: autonomiczne sterownie, jednak pojazd może wymagać ręcznej interwencji w specyficznych warunkach. kierowca musi być gotowy na przejęcie kontroli.

Poziom 4: ogólnie to już autonomiczne auto ale pojazd nadal ma kierownicę… ponieważ dotyczy to określonych obszarów. np. będzie działać w mieście i na autostradzie ale nie na drogach 3-ciej klasy.

Poziom 5: pojazd w pełni autonomiczny.

jak widać przykład z filmu to 'prawie 5′ bo z jakiś względu (IMHO brak fantazji scenarzystów) założyli, że drążek sterowniczy i ręczne sterowanie być musi. a gdzie jesteśmy dziś?

dziś

bardzo wiele pojazdów [staram się unikać kontrowersyjnej nazwy 'samochód’ bo ani nie chodzi, ani nie robi tego sam ] implementuje dziś poziomy 0-2. w zasadzie każdy wyższy model ma funkcję 'pilot assist’ lub podobne, w jakiś sposób wspierający kierowcę. daleko im jednak do autonomiczności … i to bardzo daleko, ale o tym za chwilę.

zacznę od tyłu, czyli od pojazdów w pełni autonomicznych, bo jest ich bardzo niewiele. jeśli liczyć te produkcyjne… to nie ma w ogóle. najbliżej sukcesu wydaje się być Alphabet.. czy jak kto woli Google, z projektem Waymo rozwijanym od 2o12. kolejna seria testów ulicznych ma się rozpocząć w tym roq w Arizonie – bo oprócz technologii potrzebne są jeszcze odpowiednie normy prawne, na jakich zasadach takie pojazdy w ogóle mogą się poruszać. w związkq z tym testy mogą być prowadzone tylko w niewielu regionach świata. myślę, że finalnym testem powinny być ulice Delhi (;

Waymo próbuje osiągnąć najwyższy, piąty level, ale należy traktować to jako R’n’D i nie spodziewałbym się takich pojazdów prędko na drogach. najprawdopodobniej nawet jeśli pojawią się produkcyjnie/komercyjnie to będą się poruszać w bardzo ograniczonych strefach.

4ty poziom na razie na ulicę również nie dotarł, najbliżej jest Toyota Lexus „Chauffeur”, która wygląda trochę jak wóz transmisyjny… ilość czujników i kamer jest porażająca. nie wiem czy ktoś będzie chciał jeździć takim potworem.

do poziomu 3ciego dobiło póki co Audi A8, który zresztą jeszcze nie ma akceptacji w wielu krajach.

test level 2

ja miałem okazję przez kilka tygodni potestować Volvo XC90. producent zapowiada, że mają mieć autonomiczny samochód do 2o21… ale szczerze wątpię żeby to osiągnęli. zgodnie z opisem producenta:

Pilot Assist helps provide more relaxed driving in heavy, slow-moving traffic at speeds up to 30 mph (50 km/h) on highways and major roads

bez włączenia żadnej funkcji, standardowe wsparcie ustawione jest na level 1. wykrywa zbliżanie się do linii i lekko koryguje jazdę jeśli samochód zaczyna zjeżdżać z drogi, oraz pokazuje ostrzeżenia przy zbliżaniu się do innych pojazdów – zarówno z przodu jak z boków. po włączeniu pilota, zaczynamy zbliżać się do 'samochodu’. pojazd sam utrzymuje prędkość – wyhamowuje jeśli z przodu znajduje się inny pojazd, przyspiesza, kiedy ma wolne miejsce. prędkość maksymalną ustala się bardzo prosto, z kierownicy. sama funkcja pilota jest ogólnie łatwo dostępna i prosta w obsłudze.

jeśli zdejmiemy ręce z kierownicy, to zaczną pojawiać się ostrzeżenia – kierowca musi obligatoryjnie nadzorować jazdę. i tutaj zacznę od pierwszego strzału w kolano, który wręcz nazwę po imieniu: idiotyzm. scenariusz (przetestowałem!): co się dzieje jak kierowca uparcie NIE trzyma rąk na kierownicy? to może być scenariusz, kiedy np. kierowca uśnie, zasłabnie lub inny podobny, spodziewałem się zatem, że auto zacznie gwałtownie zwalniać i zjedzie na pobocze.. albo coś przybliżonego. tymczasem… po ok 3o sec wyłącza się funkcja 'pilot assist’ i przechodzi na ręczne sterownie, zachowując prędkość. polecam zatem nie przysypiać. a przysnąć łatwo, kiedy samochód w zasadzie sam jedzie, i nawet nie trzeba się specjalnie skupiać na drodze. brawo Volvo! najbezpieczniejszy samochód świata.

to dopiero początek zawodu, jaki przeżyłem z 'semi-autonomiczną’ jazdą. żeby nie przeciągać, po prostu wypunktuję bolączki:

  • pojazd wymaga namalowanych pasów i nimi się kieruje. nie potrafi sobie poradzić w miejscach gdzie pasy znikają (np. przebudowa trasy ale też skrzyżowania oraz tymczasowe pasy – totalnie się gubi)
  • nie nadaje się do jazdy w korq – co było potwornym zawodem, bo to właśnie jazda w korq jest upierdliwa a prędkości są małe. po zatrzymaniu pojazdu na kilka seqnd funkcja pilota jest wstrzymywana, ale po kilq kolejnych – wyłączana. z dwojga złego lepiej, żeby wyłączyła się od razu, bo nigdy nie byłem pewien czy jeszcze działa czy już nie. w efekcie cały czas sqpiałem się na kontrolowaniu wskaźnika zamiast na drodze, żeby wiedzieć na jakie zachowanie pojazdu liczyć. bryndza.
  • pomimo całkiem niezłej nawigacji, połączonej z netem, oraz czujników bocznych wskazujących czy można zmieniać pas, pojazd nigdy autonomicznie takiej operacji nie zrobi. przy zmianie pasa 'asystent’ wyłącza się na chwilę, i po wykryciu 'nowych’ pasów włącza ponownie.
  • nie nadaje się do jazdy po mieście – ze względu na korki, skrzyżowania, brak automatycznej zmiany pasa itd.
  • początkowo słabo wykrywał prawą linię. po deszczu nagle zaczął działać lepiej – podejrzewam więc był kłopot z czujnikiem/kamerą. system w żaden sposób tego nie wykrył/nie poinformował, co również uważam za zagrożenie.

do czego zatem można go użyć? w zasadzie tylko do wsparcia jazdy na drogach szybkiego ruchu. trzeba przyznać, że to całkiem wygodne i nawet będąc bardzo zmęczonym, pełna kontrola prędkości oraz sterowania ułatwia przejazd długich tras. chociaż i tu nie polecam usypiać, choćby z rękoma na kierownicy:

  • przy stosunkowo niskich prędkościach (1oo-12o kmph) i na prawdę niewielkich krzywiznach zakrętów na autostradzie, zdarzało się, że pojazd wypadał na pas obok – jakby 'bał się’ trochę mocniej skręcić. mogło to być spowodowane problemami z czujnikiem o czym wspominałem wcześniej.
  • podczas zakrętów strasznie jechał blisko prawej strony… bałem się, że walniemy w pojazd na pasie obok. nie miałem nerwa żeby przetrzymać więc korygowałem jazdę. znów być może kwestia czujnika.
  • kiedy ktoś z pasa obok wjeżdżał przede mnie, czasem miałem wrażenie, że nie zdąży zwolnić. reaguje stanowczo za późno!

dodatkowo jest funkcja 'park assistant’, która pozwala w pełni autonomicznie zaparkować pojazd. ale muszą być spełnione warunki:

  • tylko 'na kopertę’
  • tylko z prawej strony

podsumowując

po wstępnej ekscytacji 'WOA! SAM KIERUJE!’, i dłuższych testach, jestem jednak mocno zawiedziony tym, jak daleko jeszcze jest do autonomii pojazdów na drodze. mówimy to o wypasionym wozie za 3ooKPLN, więc w standardowych modelach ze średniej półki, nawet nie wspominając o tych z niskiej, nie prędko będzie można się cieszyć dobrymi systemami.

po ostatnich wypadkach Tesli spodziewałem się, że tam autonomia jest dużo wyższa. zwłaszcza, że wedle raportu koleś zginął czytając gazetę i nie patrząc na drogą. jak jednak doczytałem, ’autopilot’ Tesli nie jest dużo bardziej rozwinięty. w tym miesiącu ma pojawić się update, dla posiadaczy hardware w wersji 3, z dodatkowymi funkcjami autonomii.

#przejechałbymsię

eN.

słowo o prywatności

privacytaka anegdotka na chwilę refleksji…

oddałem ostatnio stare kasety VHS i Hi8 do dygitalizacji. przed przekazaniem zapytałem, czy dostanę jakiś certyfikat, zapewniający, że materiał nie zostanie skopiowany ani wykorzystany bez mojej wiedzy. pan się uśmiechną, pokiwał głową i powiedział

'wie Pan, przez tyle lat przychodziło tu tyle osób, nawet jacyś ambasadorzy, osoby publiczne…. i nikt nigdy nie prosił o takie zaświadczenie…’

eN.

 

OT: Macie dzieciaki? Pewnie mądre nie?

No to co im czytać jak one takie mądre?

Rycerze – NUDA, Księżniczki – NUDA, Przygody samochodzików – NUDA,  StarWars – ile można, czytający wymięka… LEM? – … eee jeszcze nie.

Krótka lista książek dla małych ciekawskich co to po rodzicach mają skłonności do zadawania pytań „DLACZEGO?”.

Aby nawiązać do profilu bloga na początek książki techniczne o super komputerach (kwantowych) i nie tylko.jerzy-i-tajny

  • Jerzy i tajny klucz do Wszechświata
  • Jerzy i poszukiwanie kosmicznego skarbu
  • Jerzy i Wielki Wybuch

Trzy książki napisane przez Lucy Hawking i Stephena Hawkinga  (TAK tego Hawkiga!) super fajne, moim zdaniem dla dzieci [6+]. Fajna historia o kosmosie, czarnych dziurach, zderzaczu hadronów i pewniej świni. Oprócz ciekawej historyjki są „wklejki” teoretyczne dla rodziców lub co bardzkiej kumatych dzieci z najnowszymi teoriami z dziedzin fizyki i kosmologii. Polecam kupować kompletem na allegro.

  • Tato a po co?
  • Tato a dlaczego?

Dwie książki [4+] Wojciecha Mikołuszko z odpowiedziami na naprawdę trudne pytania. Np. dlaczego galaretka się giba, albo dlaczego liście spadają zygzakiem. Autor zebrał odpowiedzi od dziesiątek naukowców i fajnym językiem przekazuje zawiłości. Koniecznie powiedzcie dzieciakom o tych naukowcach, inaczej zaczną porównywać mądrego tatę z książki z wami i możecie na tym źle wypaść ;(

Nietechniczne:

  • Seria Mądra Mysz.  Książki: Mam przyjaciela [tu wiele tytułów np. Kosmonautę]    [3+]
  • Seria Świat w Obrazkach Książki generalnie o wszystkim np. Kosmos  [3+]
  • No i wszystko o StarWars… a polecam – LEGO StarWars – Słownik – IMHO taka bardziej przyjazna twarz SW, a przynajmniej kreatywna, bo sobie coś można pobudować bazując na obrazkach.
  • Seria Martina Widmarka – Tajemnica [i tu jakaś tajemnica] np. „Tajemnica Złota” – jedyna wada to cena, bo książka 18 zeta a jest na dwa wieczory.

Będę wdzięczny za kolejne propozycje w komentarzach.

OT: abstrakcja goni abstrakcję

Trochę nie związane to z tematyką przewodnią tego miejsca, chociaż można stwierdzić, że to całkiem geekowe, to muszę się podzielić z tym co ostatnio naprawdę mnie urzekło. Japończycy nie przestają mnie zadziwiać a tym razem chodzi o wyścigi o nazwie Japan World Cup:

Jeszcze bardziej abstrakcyjna rzecz, a co za tym idzie i bardziej wciągająca, to skoki narciarskie:)

OT: nexus and crux

nie ma lepszego gatunq literackiego nad HardSF. jeśli do tego wmiesza się trochę cyberpunku to mamy  posthumanistyczną wizję społeczeństwa w tempie na 4/4 – czyi to, co tygrysy lubią najbardziej. niestety twórców tego nurtu nie ma tak znów wiele. gatunek jest mocno wymagający zarówno dla piszącego jak i odbiorcy. aby obraz był pełny całość fabuły musi być umieszczona na wielowymiarowym tle – polityki, korporacji, technologii a czasem również fizyki, ekonomii czy ekologii… pożywka dla mózgu (: dawni futuryści jak Lem, Dick czy Assimov – z całym szacunkiem, ale są dobrzy jako rozgrzewka lub dobranocka. HardSF jest jak dubstep – musi porządnie przeorać synapsy.

ostatnio, zupełnie przypadkiem trafiłem na książkę, która tak właśnie mnie załatwiła – niczego nie spodziewając się, otworzyłem pierwszą stronę i posypały się na mnie przygniatające obrazy, sceny zmieniające się w takim tempie i takiej ilości, że „mission impossible” to przy tym dramat pełny dłużyzn. dzieło, o którym piszę to ’nexus’ Rameza Naama. referencje Naama – który zajmuje się nanotechnologią zawodowo [a wcześniej pracował w eMeSie] dodają całej książce dodatkowego posmaczq realności.

po zamknięciu ostatniej strony, pomimo zmęczenia, zostaje niedosyt. ogień się wypalił pozostawiając przestrzeń dla nowych pomysłów. ale oto za kilka dni premierę będzie miała druga pozycja fabularna Naameza – Crux, która jest kontynuacją Nexusa.

dostałem ślinotoq i już poluję na eBayu….

eN.

na bezdrożach…

ostatnie 3 tygodnie spędziłem w miejscu o ograniczonym dostępie do osiągnięć obecnej cywilizacji. jak na razie to 'najdziksze’ miejsce w jakim miałem okazję spędzać czas – mongolia. podstawowa infrastruktura, która wydaje się oczywista – drogi, telefon, prąd – wcale nie jest taka oczywista i powszechna. w takich warunkach można przyjąć jedną z dwóch pozycji – cieszyć się, że odizolowało się od cywilizacji albo dobrze przygotować się do wyjazdu. pierwsza opcja jest bardzo wakacyjna i przyjemna jednak dla bezpieczeństwa warto mieć jakieś systemy backupowe.

niniejszym kilka luźnych pomysłów – podejrzanych u wycieczkowych geeków (:

[na fotce - jennix (: ]

kindle

do tej pory byłem silnym przeciwnikiem ebooków. nie ma to jak porządny, pachnący drukiem papier, lekko pomięte i przybrudzone kartki – książka, która żyje wraz ze mną i przeżywamy historię wspólnie. to jest to, co lubię. poważniejszym argumentem jest po prostu brak tytułów dostępnych na ereadery, które lubię. niemniej po tym wyjeździe zacząłem się przekonywać do kindla. jest już dużo szybszy niż dwa-trzy lata temu, kiedy go testowałem poprzednio, jednak przede wszystkim przekonała mnie opcja 3G – bez opłat roamingowych. wraz z kindlem, nabywa się prawo do korzystania z niektórych serwisów – np. prenumeraty egazet czy wikipedia. nie działa to z każdą siecią, ale praktycznie w każdym kraju z jakąś mają umowę. w mongolii rzadko-bo-rzadko ale również czasem udawało się skorzystać. jest to niewątpliwie olbrzymi plus – dostęp do bieżących informacji i encyklopedii bez opłat roamingowych to cenne źródełko.
no i oczywiście to, że książkę przeczytałem w 3 dni, druga mi nie podeszła…. i resztę wyjazdu nie miałem co czytać /:

tablet

tabletu póki co nie mam – za drogi gadżet. testowałem tanie tablety na androidzie i zupełnie mnie nie zadowalały. rolę tabletu pełni mi galaxy S3 – póki co jest świetnym kompromisem pomiędzy samartfonem a tabletem, choć zaczynam zastanawiać się na nexusem 7 (; w każdym razie jeśli zabierać ze sobą jakiekolwiek urządzenie to właśnie tablet lub dobry smartfon. oczywiście należy go wyposażyć w odpowiednie apki, aby był cenną pomocą podczas podróży. należy również pamiętać, że prądu może nie być przez kilka dni… oszczędzanie baterii staje się krytyczne:

  • przewodniki w postaci PDF. nie zajmują miejsca w plecaq, mieszczą się w kieszeni w dowolnej ilości.
  • mapy offline. google ma możliwość ściągnięcia fragmentu mapy w postaci offline, polecam jednak sprawdzenie orux maps. jest o tyle ciekawe, że potrafi zassać mapy z kilq różnych źródeł w różnych skalach. na S3 nie jest zbyt wygodne – mimo wszystko przydaje się większy wyświetlacz, niemniej pozostaje przydatne do weryfikacji położenia.
  • gReader – znów kwestia niedostępności netu. niektóre czytniki powalają na zassanie newsów do cacheu co pozwala zasilić się przy źródełq i mieć lekturę na później. funkcja jest 'beta’ w gReaderze ale ogólnie działa. inne czytniki warte sprawdzenia: appy geek, news republic
  • aplikacje do wardrivingu – wardrive, wifi analyzer, wifi radar czy inne wynalazki – pomagają zlokalizować APka. w krajach gdzie net nie jest popularny security również nie jest zbyt popularne (; jest wiele niezabezpieczonych sieci dzięki czemu można parę minut posterczeć pod jakimś oknem i zassać sobie newsy czy mapy q:

dostęp do poczty

co jak co, ale email to podstawa. ciekawy podpatrzony trick – przekierowanie pierwszej części maila na SMS. dzięki temu za free, nawet w roamingu, dostaje się informacje o przychodzącej poczcie i można zdecydować czy wiadomość jest na tyle krytyczna, że trzeba latać i szukać dostępu do netu, czy nie.

problem na jaki się natknąłem to 'two factor authentication’ dla gmaila. aby się zalogować muszę wpisać hasło, które przychodzi SMS. no świetnie… a jak aqrat nie ma w tym miejscu pokrycia? a o kodach offline nie pomyślałem /: koniecznie trzeba przy sobie nosić gdzieś pliczek z kodami w razie takich problemów.

feedback

warto, aby rodzina/znajomi mieli jakąś informację zwrotną o tym, gdzie jesteśmy. w razie poważnej awarii pozwoli to nas jakoś odnaleźć. można wypożyczyć telefon satelitarny – trochę kosztuje, ale daje gwarancję komunikacji w praktycznie każdym zakątq świata. my zrezygnowaliśmy z tego pomysłu ponieważ miejsce jest bezpieczne, niemniej jadąc w groźniejsze miejsca, warto zainwestować.

tańszą opcją są messengery satelitarne – np. firmy spot. dają możliwość wysyłania znacznika położenia. z interfejsu dostępnego u producenta można zlinkować to np. z FB albo wysyłać mailem, dzięki czemu rescue team ma naszą pozycję z jakąś-tam dokładnością.

coś jeszcze?

na pewno przejściówka z microSD na normalne karty, kabel zasilający pasujący do standardu żeby nie zostać bez ładowania, ładowarka na baterie słoneczne…

fajną opcją jest również 2-SIMowy telefon. na miejscu można doqpić prepaida z netem co mocno uniezależni nas od poszukiwań netu.

jak macie jakieś dodatkowe pomysły – piszcie (: warunek – chodzi o to, żeby zabrać ze sobą minim rzeczy. w końcu bieganie z dodatkowym plecakiem na elektronikę i kabelki mogłoby być nieco upierdliwe q:

eN.

RSS
Follow by Email
LinkedIn
Share
Reddit