community games dla XBOX

Obiecany ficzer – darmowe gry tworzone przez społeczność – właśnie został uruchomiony jako beta. Dostępny ma się rozumieć dla klientów ‘premium’, czyli gry są ‘za darmo ale po zapłaceniu’. Niemniej podoba mi się bardzo pomysł i mam nadzieję, że pozwoli wszystkim na dużo darmowej rozrywki i nowych pomysłów.

Przy okazji – zauważyłem, że w stanach dość modnym pojęciem staje się ‘demokratyzacja’. Śmieszne jest to, że tak na prawdę powinno mówić się ‘komunizacja’ – bo słowa tego używa się w kontexcie “upublicznia dla wszystkich”. skoro “dla wszystkich” i “za darmo” (czy też za bardzo niewiele) to jaki to ma związek z demokracją? Jedyne co w przypadq opisywanych wyżej gier, demokracja może polegać na systemie oceniania przez community. Ale “demoratyzacja wirtualizacji” (bo w takim kontexcie to słyszałem – o hyper-v) to jakieś nieporozumienie. Wydaje mi się, że problem leży w naturze amerykanów, którzy mają dwa skrajne zboczenia – gloryfikacja demokracji i demonizacja komunizmu. Dupokracja to pułapka bez wyjścia, a komuna w małych społecznościach sprawdza się idealnie – a przykładów w IT jest nie mało wskazujących i na większe COMMUNITIES [komuny!] – bo i sam Internet powstał na idei dzielenia się informacją, cała społeczność Linuxa itp itd…
I tak do słownika trafiają takie przekłamane krzaki, wymyślane przez skrzywionych paradygmatyków.

vista i wersje językowe

podczas gdy wychodził SP1 dla visty toczyłem dysqsję na temat tego, czy można zainstalować SP1 en dla wersji polskiej. Wtedy jeszcze nie byłem pewien odpowiedzi, ale zamieszczam to jako ciekawostkę:

vista została mocno skomponentyzowana. Jednym z pozytywnych efektów jest oddzielenie części “textu” od “logiki” – co było uprzenio mocno zaniedbywane przez emesa. Kiedy wychodzi np. Service Pack dla systemu – jest on uniwersalny.. prawie. Można zainstalować wersję ang w polskim systemie, i będzie to działało prawidłowo, jednak część komunikatów [np. opisy błędów, któe pojawiły się w nowej wersji biblioteki] wyświetlać się będą w ‘default language’ czyli w wersji ang. Podobnie budowane są wszystkie nowe aplikaje – i tak np. office 2k7 w końcu łatwo sie customizuje pod względem interfejsu języka i słownika [słownik jest płatny niestety] po prostu dogrywając pliki języka do odpowiedniego katalogu.

piszę to, ponieważ są to drobne szczegóły, które jednak bardzo świadczą o tym jak wiele w systemie się zmieniło, i że nawet jeśli vista nie jest jeszcze tym na co świat czekał, to emes jest na dobrej drodze, żeby zrobić produkt łączący zalety win i lin – i oby tym właśnie stało się win7.

trochę przerażających liczb

zastanawialiście się kiedyś ile serwerów ma np. Microsoft? w ksiązce “google story” jest trochę wzmianek o rozbudowie platformy sprzętowej googla ale niestety nie padają żadne liczby. Wiadomo tylko, że są to specjlnie modyfikowane serwerki. W tym newsie pada informacja o tym, że emes będzie w stanie umieścić 3oo.ooo serverów w “container farm” na pierwszym piętrze data center w chicago. Ciekawe ile jest pięter… Następnie można przeczytać, iż ilość serwerów zwiększa się o 1o.ooo miesięcznie (SIC!). braqje troche informacji ale zakładam, że chodzi o “serwery=maszyny fizyczne” a nie systemy (virtual). tutaj można sobie zobaczyć dwa filmiki o narzędziu ‘scry’ które pozwala rozplanować położenie – ale głównymi problemami są oczywiscie kwestie zasilenia i oziębienia takiego czegoś.

tak dygresyjnie: zastanawialiście się że żeby ogrzać coś potrzeba energii.. a żeby oziębić trzeba jeszcze więcej energii? a gdyby tak wymyśleć sposób żeby np takie data center odprowadzały ciepło, które byłoby przerabiane na energia, która służyłaby do ich dalszego oziębienia? (;

Widziałem infrastruktury z kilqsetoma serwerami. Zdarzyło mi się trafić do miejsca gdzie liczby były w okolicy 1ooo serwerów… ale 3oo-qrva-tysięcy jest liczbą z kosmosu (toć to prędkość światła!). Chciałbym sobie czymś takim pozarządzać – ciekawe czy system center skaluje się do takich rozmiarów.

IT Bullshit Bingo

Dziś edycja specjalna. Bez polskich znakow, z maca i na goraco.
Z gory uprzejmie prosze o odpierdolenie sie wszystkich bojownikow makintoszy, mam dostep do maka i chce cos napisac na szybko, a nie przekonfigurowywac caly ten pierdolony system, zeby literki napisal, źśółń – to na wszelki wypadek, zeby mi ktos nie wmawial ze nie umiem wlaczyc polskiego pro.
Mialem dzis niewatpliwa przyjemnosc uczestniczyc w dosc miedzynarodowej konferencji, a w zasadzie warsztatach, gdzie ludzie naprawde z calej europy cos tam sobie opowiadaja. Wystepuje tu w roli czarnucha do polaczania kabli i dzieki temu mam dosc dogodna pozycje do komentarzy.
Sprawa pierwsza: co nie dziala. Chronologicznie
Mialem 4 laptopy, jednego macbooka, jeden rzutnik i nieograniczona ilosc telefonow wykrytych po blutucie, o ktorym za moment.
Pierwsze niezadzialalo wyjscie audio z laptopa prezentacyjnego, powodujac u mnie lekka nerwowke i ektremalne wkruwienie jakiegos CEO, ktory akurat prezentowal film. Na szczescie poradzilismy sobie z tym filmem z maca, na ktorego przelaczalem sie za pomoca prywatnego spiltera VGA, ktory przynioslem z domu, bo na miejscu akurat takiego nie mieli (Mariott).
Potem nie dzialal superwazny film wcisniety mi na 5 minut przed prezentacja. Superwazny film byl nagrany na nieopisanej plycie, jeden laptop mial zepsute audio out, na macu, po przegraniu (250 MB w 6 minut – moze to Rumunska plyty cd byla??) film nie zostal rozpoznany jako film (pewnie nie mialem dodatku lasica, ktory rozpoznaje rumunskie filmy). Udalo sie go odpalic na 3 z kolei laptopie. Wkurwienie bylo mniejsze.
Podczas dwukrotnie sprawdzanej videokonferencji za pomoca iChata z Chicago z jakas wazna szycha, po puszczeniu kolesia na pelen ekran, mac z nieznanych przyczyn ucial 1/3 ekranu, na szczescie koles siedzial krzywo i nikt sie nie zorientowal. Biorac po uwage ile kosztuja rozwiazania do telekonferencji firm takich jak Polycom i porownujac to z kosztem lacza z hotelu, uwazam ze poszlo zajebiscie.
Podczas przerwy podeszlo do mnie zagubione dziewcze, podejrzewam z Rosji, sadzac po cyrlicy w telefonie, proszac mnie o przegraie zdjec z telefonu, za pomoca blututa oczywiscie. PC wykryl telefon, posrod 9 innych, wymusil podanie czterocyfrowego kodu, podlaczyl go do PC i na tym sie skonczylo. Podejrzewam, ze nie umiem obslugiwac tej technologii, bo nie wiedzialem jak przegrac te zdjecia. Mac tez wykryl ten telefon (15 innych tez), przydzielil mu 8 cyfrowy kod. Moglem go uzyc w macu jako modem do polaczen gprs albo dial-in, oraz jako zdalnego kontrolera prezentacji. Opcji przegrania zdjec nie bylo. Na szczescie juz nikt z telefonem nie przychodzil.
Sprawa druga: logistyka i organizacja.
Dostawalem prezentacje i filmy we wszystkich mozliwych formatach: mpg na cd, dvd video, pamieci USB. Nie wiem na czym polega fenomen, ze niektorzy potrafia miec przygotowany film na plycie opisanej informacjami (data, temat, format), ktora odpala sie wszedzie, a inni przekazuja nieopisana plyte (wspomiany rumunski CD), z 250 – megowym MPEG’iem, ktory ma zalosna jakosc i odpala sie tylko na co drugim sprzecie. Nieduzym pocieszeniem jest fakt, ze nie tylko u nas nie dziala.
Chwala Bogu, ze wszystkie prezentacje byly w PPT, tu kolejny wielki uklon dla Billa i jego chorej, zaborczej monopolistycznej i jedenoczesnie zbawiennej dla swiata wizji. Gdyby nie ten pieprzony, obecny wszedzie, drogi i znienawidzony Ms Office takie miedzynarodowe wydarzenia nie mialy by technicznej mozliwosci zaistnienia. Gdyby pojawil sie jakis wyzwolony Szwed z prezentacja w Open officie, chyba posikalbym sie ze smiechu.
Kolejne spostrzerzenie: wszechobecny pierdolnik na pulpicie, ktory jest glownym miejscem przechowywania danych jest standardem. To wiecej niz standard, to zelazny, miedzynardowy wzorzec organizacji danych.

ABSOLUTNY BONUS na koniec. Niestety niezwiazany z prezentacja.
Obiekty: nowka sztuka BlackBerry 8800 (orange) i nowka sztuka Dell Lattitude D430 w wersji full wypas (6500 netto).
Zadanie: podlaczyc blackberry do lapa i zsynchronizowac. Stawianie lapa, konfiguracja i klon trwaly 3 dni. Po podlaczeniu blackberry po USB, system wywala bluescreen, natychmiast. Zjebalem autora instalacji i kazalem zrobic to jeszcze raz – instalka, konfiguracja, klon – kolejne 3 dni.
Tym razem sam wzialem obiekty, blackberry zabralem dyrektorowi, wstawilem do niego inna karte sim i przez bite 2 godziny konfigurowalem synchronizacje. Sprawdzilem to w kazda strone.
Final operacji: ide do dyrekcji, klade lapa na stol, wkladam karte SIM dyrektora do jego blackberry, podlaczam po USB i… system wywala bluescreen, natychmiast. SYSTEM WYPIEPRZA sie DO BLUESCREENA, Z POWODU KARTY SIM W TELEFONIE. sam nie wierze w to co pisze ale takie sa fakty. Chyba warstwowy model budowy aplikacji nie zadzialal. Oczywiscie obejdziemy to jakos, ale powoli dostaje paranoi.
To tyle z pola walki z technologia. Na wnioski nie mam sily.