skrocona relacja z wyjazdu na teched2k7 w orlando, florida. konferencja trwa od pon, 4.vi do piatq, 8.vi. a wiec wpis troche inny od pozostalych, opisujacy wrazenia z za oceanu [i nie tylko].
relacja poki co bez fotek, poniewaz zapomnialem kabla USB, mam nadzieje zamiescic czesc obrazkowa po powrocie.

kto z polski?

cala podroz odbywam wraz z noisem, znanym z wss. na lotnisq spotkalismy trzech ludkow z ery… jeden z nich musial wrocic, poniewaz umarl mu tesc ): wiec na miejscu jest calych czterech polakow. jesli jest tu ktos jeszcze to poki co sie nie odnalezlismy, co zreszta nie jest dziwne przy tej ilosci ludzi.

wyjazd

nie obylo sie bez nerwow. wize wyrabialem w ostatniej chwili, wiec mialem lekki stres, ze nie zdaze. wylot w sobote, w piatek zadzwonil qrier, i odebralem ja na miescie. gorzej bylo z biletami lotniczymi. dla bezpieczenstwa qpilem w biurze podrozy travele [taka ich mac] – dwa tygodnie przed wylotem, zeby bylo z odpowiednim zapasem. biuro bileciki wyslalo dopiero po tygodniu, w poniedzialek po poludniu. problem polega na tym, ze idioci skorzystali z uslug wspanialej firmy jaka jest poczta polska [taka ich mac]. rownie dobrze mozna ubezpieczac sie w ZUSie czy brac kredyt w pkobp… bilety jak nie trudno sie domyslec – nie dotarly. za glupie 35 pln [co przy cenie biletu nie jest kwota zauwazalna] mozna bylo wyslac firma qrierska… przyznac trzeba, ze szef biura wykazal sie chociaz na tyle, zeby w sobote rano dzwonic do polameru, ktory bilety druqje [jak sie dowiedzialem], ci z kolei wyslali fax na lotnisko, i na niecala h przed odlotem, za dodatkowa oplata 33oPLN uzyskalem duplikaty. bylo troche niepewnosci, huh. z calej historii wniosek jest taki – bilety lotnicze qpuje sie przez internet i wtedy nie ma problemu q: dodatkowo polamer, to biuro w warszawie, a wiec wyslali bilety do wrocka, zeby ci odeslali je do wawy…
no ale bylo minelo – po 15h dotarlem na miejsce. w miedzyczasie trafilismy na bombe na lotnisq w NY. alarm szczesliwie falszywy, ale spowodowalo to spory korek. pierwszy raz widzialem zakorkowane lotnisko – ok 3o samolotow stojacych w rzadq i czekajacych na swoja kolej na odlot. zanim wszystkie po kolei wystartowaly, przez ok 1,5h smazylismy sie w zaduszonym samolocie…

TechEd

musze przyznac, ze troche mnie zszokowalo – spodziewalem sie czegos wiekszego niz dotychczas widzialem, ale nie spodziewalem sie czegos takiego. teched obywa sie w orange county convention center, czyli komplexie konferencyjnym w orlando na florydzie. kw calej polsce na pewno nie ma obiektu o takiej wielkosci. ciekaw jestem czy jest cos takiego gdzies w europie. obiekt sklada sie z dwoch czesci – jedna jest wielka, druga gigantyczna. w pierwszej jest olbrzymia sala konferencyjna [kilkanascie tysiecy krzesel] i kilka sal konferencyjnych. juz czegos takiego dlugo by szukac w naszym malutkim kraiq. tak odbywalo sie rozpoczecie w poniedzialek rano.
zanim jednak nadszedl poniedzialek trafilismy do wlasciwej czesci calego obiektu, gdzie w juz w niedziele byla rejestracja i mozna bylo sie rozejrzec gdzie co jest. glowny obiekt to dwa duze budynki po kilkanascie sal konferencyjnych na 2oo-3oo osob, polaczone gigantyczna hala. co znaczy gigantyczna? gdyby polaczyc boisko legii, polonii i stadion dziesieciolecia to [pomijajac fakt, ze zaczely by sie niezle zamieszki (;] byc moze powstala by plyta o takiej wielkosci. caly obiekt ma 64o.ooo metrow kwadratowych (sic!). podobno na konferencji jest 15.ooo uczestnikow – ale ta informacje jeszcze zweryfiqje. te liczby widac, i ile by to nie bylo – robi KOLOSALNE wrazenie. przy tak olbrzymim przedsiewzieciu jestem pod ciezkim wrazeniem logistyki i organizacji calosci. nie braqje niczego – jedzenia, picia, dostepu do kompow, miejsca w salach, przestrzeni podczas przechodzenia z miejsca na miejsce [przejscie z sali konferencyjnej w poludniowej czesci, do polnocnej – to 15 min podrozy], wszedzie mila obsluga, duzy punkt informacyjny, odpowiednia ilosc toalet, nie ma nawet problemow przy wydawaniu posilkow – a zaznaczyc trzeba, ze zjesc mozna po ludzq, siedzac przy stoliq, a nie tak jak na poslkich konferencjach – z talezykiem, na stojaka, gdzies na schodach, gdzie braqje co najmniej jednej reki, zeby wziac cos do ust, z trzymanego w rekach talezyka.
ze wzgledu na wielkosci czesc obslugi porusza sie takimi pojazdami dwukolowymi, zapomnialem jak sie nazywaja – kilka lat temu bylo o nich bardzo glosno, ponoc miala to byc rewolucja. zamieszcze fotke, mam nadzieje, ze ktos sobie przypomni [prosze o info, bo nie umiem tego wygooglac q: ]. wyglada kosmicznie.

sesje

poki co bylem na kilq sesjach – i byly niezle. przedewsztkim prowadzone sa przez ludzi, ktorzy sie tym zajmuja bardzo blisko – lub wrecz to tworza. niewatpliwie informacje takie sa duzo bardziej aqratne. w kwestii zdobywania informacji mialem okazje sie przekonac, ze nie jest to proste – nawet majac niezly kontakt z polskim emesem, wyciagniecie pozadnych informacji jest raczej trudne, a same informacje zdawkowe. sejsa o powershellu powalila mnie – koles zdobywa u mnie pierwsze miejsce na liscie prezenterow. swietne polaczenie humoru, technikaliow, tempa, zaangazowania – po prostu 1o/1o.
jesli ktos nie ma ochoty uczestniczyc w sesjach ma do dyspozycji ogrom innych techni-atrakcji – nie chce mi sie opisywac szczegolow, bo pisalbym do jutra, ale w skrocie: przy licznych kioskach stoja specjalisci od danej dziedziny, czesto osoby, ktore dany mechanizm/produkt tworza, i mozna sie od nich dowiedziec ciekawych rzeczy [np. czemu nie ma routing compartments czy czemu nie wszytie uslugi radza sobie z IPv6 (; ]. poza tym dostne sa dwa laby, w kazdym ok. 2oo maszyn, z HOL [hands-on-labs] na wirtualkach. w kazdej chwili mozna sobie ‚zapchac’ czas, przychodzac do labu i po prsotu przerabiajac sobie jakis krotki scenariusz, prowadzacy przed wybrane cechy produktu.
sesje sa od 9-18, laby sa do 21, od 18-21 sa rozne dodatkowe sesje, pokazy itp – w zasadzie jesli ktos jest swirem, moze przyjsc o 7’3o na sniadanie, i z przerwami na lunch wyjsc z konferencji po 21… ale chyba nawet NUMBER 5 mialby problem z przyjeciem takiej dawki.

examin w2k8 beta

dodatkowym bonusem jest mozliwosc zdawania examinow na certy emesowe w obnizonych cenach. w przypadq examinu beta 71-649. poniewaz examin mozna bylo zdwac za free, nie omieszkalismy sprobowac sil. dzisiejszy poranek, to 3h ciezkiej walki z pytaniami – nie bylo lekko. wyniki examinu beda dopiero jak beta przejdzie w status ‚realeased’ czyli za 8-12 tygodni i do tej pory nie bedziemy wiedziec jak nam poszlo – chociaz rewelacyjnych wynikow sie nie spodziewam q: totalnie nie wiedzac czego sie spodziewac, spodziewalem sie najgorszego – i nie pomylilem sie. a oto czego mniej-wiecej mozna sie spodziewac:
– troche pytan dotyczacych konfiguracji virtual servera [od strony administracyjnej ma sie rozumiec – jak konfigurowac skrypty i uprawnienia]
– KMS [key management services]
– oczywiscie wszelkie nowe technologie jakie sie pojawily, w tym m.in. konfiguracja AD FS i AD RMS
– procedury odzyskiwania AD [AD restartable services]
– procedury backupu
– ze dwa pytania o NAP
– ha! trafilo sie i o IPv6 – trzeba znac podstawy [dzieki peki za ostatnia sesje!]
– nowe mechanizmy w terminal services – i to pytania na prawde zaawansowane – nie jakies tam pitu-pitu, tylko konkrety konfiguracji TSGW
– trafilo sie i
o certyfikatach [OCSP]
– no i chyba z 1/4 pytan dotyczyla IISa!!! po prostu zgroza – appcmd trzeba miec w jednym palcu, poziomy zabezpieczen .NET, worker processes i inne takie. normalnie myslalem, ze rzuce monitorem [niech ja dorwe tego, kto ukladal te pytania!!]. pytania imho zupelnie nie przystajace do sciezki amdinistratorskiej – tego rodzaju szczegoly powinni znac developerzy… no w kazdym razie jesli nie zdalem, to jest to czesc wiedzy, ktora ktora musze mooooocno uzupelnic w pierwszej kolejnosci.

o dziwo bardzo niesmialo pojawil sie powershell [oczywiscie w pytaniach do IISa] i wogole – biorac pod uwage ilosc zmian, po egzaminie mam wrazenie, ze najwazniejszy na calym swiecie jest IIS7.o [taka jego mac (; ].

United States of America

o stanach opinie budowalem glownie na bogatej filmografii z tego kraju, w szczegolnosci zapadly mi w pamieci takie tytuly jak np. bowling for columbine czy super size me, chociaz tytulow mozna byloby wymieniac duuuuzo. naladowny w ten sposob, z ciekawoscia czekalem na konfrontacje. w skrocie – jest jak mowia (;
mania wielkosci: wielkie samochody, wielkie drogi, jesli samochod sredni to przynajmniej wielkie kola, wielkie porcje w fastfoodach, giiiiiigantyczni ludzie [w polsce widzialem pare razy w zyciu prawdziwe grubasy – takie chore. tutaj dosc czestym widokiem jest plynaca masa tluszczu, gigantyczna meduza, to wrecz niewiarygodne, ze jeszcze moga sie samodzielnie poruszac], olbrzymia ilosc swiatelek, i reklam [w koncu jestesmy w disneyworld’dzie – esencja konsumpcjonizmu] – jesli w tym kraju znaja slowo ‚niuans’ to napewno wylacznie w kontexcie do jakichs odleglych, europejskich zjawisk.

samochody

nie jestem znawca ani fanem, ale nietore wygladaja porazajaca. zwlasza te, za kierownica ktorych siedza czarni kierowcy, ktorzy brak kasy nadrabiaja wielkoscia kol. kilka fotek nieomieszkam zamiescic.
przewazaja rzecz jasna pontiaci i chevrolety [to z tych, ktore rozpoznaje (;], cala masa olbrzymich 4WD i pickupow, generalnie wiekoszc wyglada jak mala ciezarowka albo wielka limuzyna.
zadziwiajacy jest natomiast sam ruch uliczny – pomimo szerokich i dorbych drog, nowych, szybkich samochodow wysokiej klasy, ruch odbywa sie powolutq, spokojnie, bez trabienia. nie widzialem, zeby ktos przekraczal predkosc – nagminnym widokiem jest ktos na scigaczu [1ooo czy 12oo], jadacy bez kasq [he?] z predkoscia ok. 5okm/h [SIC!]. niewiarygodne.
w polsce na takich drogach srednia przejazdowa to byla by jak na krakowskiej – 15o-2ookm/h. dziwne jest rowniez to, ze jak na ten klimat, nie ma wogole sqterow. lenistwo i luxusy, szerokie drogi i ogolnie brak potrzeby na oszczednosc miejsca i paliwa powoduje, ze kazdy woli jezdzic czolgiem, niz ekonomicznym sqterkiem.

orlando

jestesmy poza ‚glownym miastem’ w miejscu, ktore wyglada jakby zdrzyly sie dwie autostrady, i w wyniq tego zderzenia powstalo wesole misteczko. albo z drugiej strony – jakby ktos zrobil wesole miasteczko, i zamist chodnikow poprzecinal je autostradami. pasqdztwo. same hotele, badziewsklepy, outlety i autostrady – esensja konsumpcjonizmu [to juz bylo ale tak najlatwiej to okreslic].

klimatyzacja

powinno sie wydac jakies ogolnoswiatowe normy ‚jak uzywac klimatyzacji’. kazdy, dowolnej narodowosci, powie, ze klima jest szkodliwa i ze wszedzie jest za zimno. skoro kazdy to wie, to czemu wszedzie jest tak debilnie ustawiana? zeby oziebic powietrze do juz i tak chorych 18 stopni, trzeba puscic nawiew ok 14. podroz autokarem, samochodem czy czymkolwiek niewielkiem
to jak usiasc przy otwartej lodowce z nawiewem. roznice temperatur to ok 2o stopni, wiec wchodzac do pomieszczec zakladam bluze po to, zeby po wyjscu na zewnatrz zostac w 2 sec usmarzonym przez zwrotnikowe slonce.

w koncu-koniec

to najdluzszy wpis w historii tego bloga bo pierwszy ktorzy nie jest do konca OT (; USA jak kraj – opinii nie zmienilem. mam mazenie zobaczyc wielki kanion, route 66 i jazz kluby w NY ale niestety nie tym razem. natomiast ogolnie – FUJ. najbrzydszy ze wszytkich w jakich bylem. milym zaskoczeniem jest to, jacy mili i pomocni sa tu ludzie – co nie zmienia faktu, ze tajlandia, turystycznie i kulturowo, jest nieporownywalnie ciekawsza i piekniejsza [polecam wakacje!]

nastepny wpis o konferencji zamierzam zrobic bardziej na temat – podumowujac tendy, technologie i kierunki, ktore wyraznie sa widoczne w calym programie konferencji.