Skip to Content

IT nieuczesane.

CGK: nekrolog

3/15/07

Branża IT jest jedną z najszybciej rozwijających się branż. Na świecie i chyba w całej historii naszej cywilizacji. Duża większość jej
przedstawicieli uważa się za weteranów, bo zaczynała na 286 a to przecież ledwie kilkanaście lat temu było. Generalnie wiadomo, że szybki rozwój, nowe technologie, czas życia produktu to półtora roku, co 2-3 lata nowe wersje oprogramowania. Rozwój widać wszędzie, niezależnie czy to Redmond, czy Moskwa.
Skoro to jest regułą, to czy znajdzie się od niej wyjątek? Oczywiście, przecież nie mogę pisać cały czas po pozytywnych stronach życia w IT. Dziś tym wyjątkiem jest nasza kochana, stara, dobra?, Centralna Giełda Komputerowa. Tak, tak, łza się w oku kręci… mnie też złapała nostalgia i w jeden z pierwszych ciepłych weekendów, przemieszczając się po Warszawie, postanowiłem wstąpić na giełdę. Tak po prostu, żeby zobaczyć jak tam branża się trzyma po zimie.
Kłopoty z parkowaniem były zawsze, nic nowego.
Co zmieniło się na giełdzie? Nic. Taki sam wehikuł czasu jak mury pałacu kultury czy stare hotele. Przedzierałem się w śród straszących wyglądem parawanów, po kostki w błocie, przepychając się miedzy panami szepczącymi tak samo jak 10 lat temu „gry, programy… „. Tak samo dostałem gustowną ulotkę informacyjną na wejściu od znudzonego studenta.
Ulotka zasługuje na oddzielny akapit. Szablony i layout ulotek na giełdzie zostały chyba ustalona na jakimś tajnym porozumienieniu 15 lat temu i od tego czasu nie uległy zmianie. Kartka A4 złożona w kostkę, zawierająca w nieczytelnej tabelce ceny sprzętu sortowane po producencie. I obowiązkowo promocja.
Na mojej ulotce w promocji figurował zestaw komputerowy marki „składak” za 1199 zł brutto.
Tanio coś pomyślałem i sprawdziłem. Cena markowego, wygrzanego, wytestowanego certyfikowanego sprzętu z 2 letnią gwarancją, który przyjedzie do mnie do domu prosto do handlowca to 1291 zł brutto. Oczywiście parametry porównywalne, a komputery bez oprogramowania. Marna oszczędność, na którą nabiorą się tylko tatusiowe nieletnich pociech i reszta nieszczęśników w których umysłach zakorzeniło się przekonanie, że „na giełdzie taniej”. Potem na tej same zasadzie kupowane są komputery do firm, a potem trzeba zamiatać.. może to i dobrze, bo interes kwitnie, a może nie?. Może czas skończyć i zamknąć ten relikt czasów, gdy na komputerach znali się nieliczni „hakerzy”, sprzęt był deficytowy, a ceny markowych maszyn 3-4 razy wyższe niż składaków. Może czas na koniec ostatniego bastionu piratów? Ach, powiedziałem, że nic się nie zmieniło? Zmieniło się. Kiedyś role tajniaków szepczących kultowe „gry, użytki” pełnili wspomniani „hakerzy” czyli klasowe mózgi – wychudzone chłopaki w okularach, jako jedyni znali się wtedy na tym. Dziś ich miejsce zajęli panowie bez szyi, którzy za panowania na giełdzie „okularników” kradli radia z samochodów, dziś handlują pirackim oprogramowaniem – dość ciekawe zjawisko społeczne.
Wspomnę jeszcze, że chciałem kupić podkładkę pod nadgarstki do klawiatury. Niestety nie znalazłem, towar deficytowy, może była na jednym z tych stoisk, ale nie dopłynąłem do niego. Smutny poszedłem do domu. Do pewnych rzeczy nie powinno się wracać, tak jak do starych gier. Niech żyją w spokoju w wyobraźni i we wspomnieniach, albo w muzeum. Widać, że giełda umiera, coraz mniej stanowisk, coraz mniej ludzi, koniec mam nadzieje już bliski. Chyba jej to dobrze zrobi. Branży też.
Zdecydowanie czas powiedzieć KONIEC. Po tanie akcesoria do sklepów elektronicznych, po domowe komputery do wyspecjalizowanych punktów, po oprogramowanie do internetu.