Skip to Content

IT nieuczesane.
category

Category: windows

Na wesoło

Dysk sieciowy

Przeważnie mówiąc o ‘dysku sieciowym’ myśli się o lokalnych zasobach. Coraz częściej jednak zasoby trzyma się w ’chmurze’ – jakkolwiek brzmi trochę marketingowo, fakty są takie, że środek ciężkości przesuwa się ku usługom hostowanym, a słowo wchodzi do powszechnego użycia. Opiszę dostęp do danych opublikowanych via FTP oraz SkyDrive – natywnie przez Windows.

FTP

FTP jest protokołem leciwym i mało lubianym przez administratorów, jednak cały czas dla wielu osób/firm jest sposobem publikacji danych – sterowniki, aplikacje etc. , rzadziej do prywatnych danych. Windows 7 [podobnie jak Vista], ma wbudowaną obsługę protokołu FTP. Dostępna jest w standardowym wizardzie ‘Map Network Drive’:

image 

Nie będę wklejał kolejnych okien kreatora – wystarczy klikać ‘next’. W końcu jest możliwość wpisania adresu serwera FTP.

image 

Pomimo, że katalog widać ładnie w widoku ‘mój komputer’, funkcjonalność jest niestety poważnie ograniczona, ponieważ użytkownik jest ‘chrootowany’ w swoim katalogu domowym – nie ma możliwości przeglądania katalogów wyżej. Są rozwiązania firm trzecich pozwalających mapować dyski za pomocą FTP, widoczne jako ‘literki’ w eksploratorze – np. NetDrive.

SkyDrive

Do operacji na dokumentach bardziej przydatnym rozwiązaniem jest SkyDrive – choćby dla tego, że z poziomu przeglądarki można dokumenty przeglądać i edytować. Do dysku SkyDrive można dostać się za pomocą protokołu WebDav – nie ma niestety prostego sposobu zmapowania go tak, żeby był widoczny w eksploratorze. Office 2o1o ma wbudowaną funkcję podłączania się do SkyDrive więc przy operacjach w Office nie będzie problemu – ale zastosowanie tego dysku można by jednak rozszerzyć. Trudno – nie znaczy “niemożliwe”. Podstawowym problemem jest wydobycie faktycznej ścieżki do dysku. W sukurs przychodzi opensource’owa aplikacja na codeplex – SkyDrive Simple Viewer, która potrafi tą ścieżkę ‘wyciągnąć’:

image

Wystarczy przekopiować ten adres, uruchomić wizarda ‘Map Network Drive’ i jako adres serwera wkleić go. Logowanie trwa dłuższą chwilę – pojawia się okno gdzie należy wpisać LiveID oraz hasło i voila!

image

eN.

Gdzie są zgubione literki A i B?

Ot podczas żeglowania po oceanie internetu natrafiłem na takowe pytanie:

http://superuser.com/questions/231273/what-are-the-windows-a-and-b-drives-used-for

Niby bardzo proste, banalne, odpowiedź oczywista ale… ale jakoś wpadłem w chwilę refleksji nad nim.

Otóż zdałem sobie sprawę, że jest już całe nowe pokolenie które na oczy nie widziało czegoś takiego jak „dyskietka”. Sam osobiście od jakiś 7-8 lat nie mam już w budzie FDD i szczerze mówiąc nie znam już nikogo kto by to miał więc…. oddajcie nam litery A i B!

…. bo w sumie ciężko wytłumaczyć komuś kto ma np 20 lat dlaczego nie można używać literek A i B – racjonalnych argumentów dla takiego kogoś raczej nie ma, są tylko argumenty historyczne.

jak usunąć plik z kropką na końcu?

generalnie się nie zdarza, ale czasem coś założy taki złośliwy plik – z kropką na końcu. w moim przypadq takim złośliwcem okazał się nie kto inny jak pan emes word. próbując usunąć taki plik zawsze dostaje się komunikat ‘file not found’. przy poleceniu dir /ah plik widać – teoretycznie ma atrybuty system i hidden. w praktyce wszystko co wiadomo co o tym pliq to ściema, ponieważ API nie potrafi takiego plikq odczytać. do tego stopnia, że nie potrafi też odczytać ACL.

anyway, rozwiązaniem jest połączenie dwóch tricków – użycie pełnych ścieżek dostępu do partycji oraz kasowanie drzewa [które imho działa jak linuxowy unlink ale tylko zgaduję]. zakładam, że plik znajduje się w katalogu WTF:

d:> dir d:infectedFolderWtf /ah
Volume in drive D is xxxxxxx
Volume Serial Number is xxxxxxxx 
Directory of D:infectedFolderWTF
2010-12-28  11:37    <DIR>          .
2010-12-28  11:37    <DIR>          ..
1601-01-01  00:00                 CAW1AJKH.
[…]

rmdir \?d:infectedFolderWTF /q /s

eN.

I/O w process explorerze

spodziewałem się, że po pojawieniu się w PE wskaźnika operacji I/O – wykresy sieci i dysq – w końcu będzie można przekonać się co młóci dyskiem. bardzo często podglądając procesy System Idle ma 9o+% a komputer jest totalnie nieresponsywny. a tutaj takie niemiłe zaskoczenie – już kilka razy sprawdzałem i SystemIdle ponad 9o%, obciążenie dysq i sieci minimalne a jedyne co działa to qrsor myszy. przy okazji dioda od dysq praktycznie nie gaśnie.

io

no i o co cho? czy PE pokazuje błędne odczyty, czy też te operacje dzieją się na tak niskim poziomie, że ich nie jest wstanie odczytać? i jaki to miałby być niby poziom? jedyne co mi przychodzi do głowy to procesy wewnątrz maszyny wirtualnej, ale czy w takim przypadq nie powinien pokazywać obciążenia z procesu vpc? zresztą przy robieniu tego screena [i ledwie dychającym kompie] żadna maszyna uruchomiona nie była.

no i to by było tyle z genialnego zastosowania );

eN.

“chmura” aka “cloud” – czysty marketing?

Od ok. roku bardzo dużo mówi się o cloud computingu czyli o “chmurach”. pojawia się wiele artykułów gdzie co i róż pada “rozwiązanie w chumrze”, “chmury prywatne”, “chmury publiczne”, Windows Azure, Hyper-V i wiele innych pojęć. Kiedy zacząłem szukać po oficjalnych portalach okazuje się, że jak zwykle wszystko jest zamydlone marketingiem – nikt nie raczy w prosty sposób wyjaśnić co tak na prawdę kryje się pod pojęciem “cloud computing”, czym jest “chmura” jak ma się do tego Windows Azure etc. Najlepiej wyjaśnia to na swoim blogu Mariusz Kędziora, dla tego pozwolę sobie zbiorczo zamieścić linki:

Dla tych, którym czytać się nie chce, w bardzo dużym skrócie:

“Cloud computing” to obecnie używana nazwa do usług hostingowych. Ze względu na pojawienie się wielu nowych technologii oraz dojrzałości tego rynku, wytworzył się cały warstwowy model “chmury”. Hosting był do tej pory kojarzony z platformą Web lub jakąś aplikacją, jednak czasy się zmieniają (; na dzień dzisiejszy można sobie wyobrazić scenariusz, gdzie całe środowisko jest “w chmurze” – jedyne czego firma będzie potrzebować to cienki klient do podłączenia się do serwera. Scenariusz rysuje się tak:

Przychodzi nowy pracownik do firmy. Osoba z IT loguje się do System Center Virtual Machine Manager Self-Service Portal, gdzie z gotowego szablonu tworzy nowy komputer. Komputer jest oczywiście maszyną wirtualną działająca na Hyper-V. SCVMM tworzy nową instancję maszyny, z predefiniowaną konfiguracją. Użytkownik przy pomocy cienkiego klienta łączy się do swojego środowiska pracy. Na komputerze jest zainstalowany Microsoft Office. Obecnie jest już kilka firm na rynku, które oferują hostowane wersje Sharepoint, Exchange, Lync (dawny OCS) czyli całe biurowe środowisko pracy użytkownika. MS Office ładnie integruje się ze wszystkimi wymienionymi usługami a więc wszystkie pliki mogą być trzymane “w chmurze” – właśnie na SharePoint. Dzięki temu, że wszystko jest zdalne, po skończeniu pracy, maszyna użytkownika jest usuwana zwalniając zasoby.

To nie jest Science-Fiction – już teraz istnieją rozwiązania pozwalające technologicznie na taki scenariusz. Z punktu widzenia biznesu jest to zwolnienie firmy od odpowiedzialności za licencje, sprzęt, gwarancję itp itd. Pozostaje odpowiedzieć na pytanie zadane w tytule – czy to jest czysty marketing?

Wiadomo, że nie ma “złotego rozwiązania” dla wszystkich. Rozwiązania cloudowe są jednak na tyle dojrzałe, że warto interesować się nimi już dziś – na pewno może przynieść to firmie oszczędności, nawet jeśli wykorzysta się tylko fragment rozwiązania – np. część usług hostowanych u zewnętrznych dostawców. Dzięki temu likwiduje się potrzebę:

  • kupna sprzętu
  • licencji na wsparcie
  • zapewnienie redundancji dla usług krytycznych
  • licencji na systemy operacyjne dla serwerów
  • oprogramowania serwerowego [np. Exchange Server]
  • licencji dla użytkowników
  • powierzchni dyskowej
  • koszty obsługi tych usług – zatrudniania specjalistów, czas potrzebny na dbanie o środowisko, zabezpieczenie środowiska

Dla dużych firm, które jednak wolą mieć własną infrastrukturę jest “prywatna chmura”, czyli dynamiczne centrum danych pozwalających na zbudowanie samemu opisanego scenariusza.

Widać, że “chmura” nawet jeśli jest rozdmuchanym hasłem – nie dzieje się tak bez powodu. To może po prostu przynieść wymierne korzyści.

eN.

ten wpis również na technet

Microsoft Security Essentials dla SMB

Kiedyś dyskutowaliśmy czy Microsoft Security Essentials można używać w małych firmach. Z analizy licencji wynikało, że tylko gdy firma mieści się w domu/mieszkaniu. Nie była to trafna decyzja ze strony Microsoftu, Forefront to jednak za wielka kobyła dla firm typu biuro, parę obrotnych osób i tyleż komputerów. Na szczęście ma się to zmienić, MSE będzie darmowy dla organizacji posiadających do 10 komputerów. Wreszcie:)

XP Mode mini HOWTO

XP Mode w idei bardzo mi się podoba, niemniej jak na porządnego marudę przystało – uważam, że zapomniano o zaawansowanych userach.. czy raczej o bardziej zaawansowanych zadaniach. sqpię się na wadach, przy okazji podając kilka podstawowych rozwiązań.

XP Mode daje możliwość przeźroczystego uruchamiania aplikacji – tak przeźroczystego, że zapomniano napisać jakikolwiek interfejs czy choćby stworzyć doqment opisujący jak sobie radzić z problemami. oto podstawowe pytania [i odpowiedzi], których nigdzie nie znalazłem:

  • Q: czy jak zamykam aplikację, automatycznie wyłącza się maszyna wirtualna?
    A: nie. maszyna wirtualna cały czas działa w tle – przez 5 minut. ponieważ aplikacja może być uruchomiona powtórnie – jest to rodzaj ‘quick startu’ zapewniającego szybkie uruchomienie w przypadq przypadkowego zamknięcia aplikacji.
  • Q: jak sprawdzić, że maszyna działa? przecież ikonki zdalnych aplikacji znikają z traya [zasobnika systemowego].
    A: owszem – jeśli w systemie działa jakaś aplikacja, którą widać w trayu [np. program AV] – jego ikonka zniknie. najprostszym sposobem jest otworzyć widok katalogu $env:USERPROFILE”Virtual Machines” [lub inny – jaki skonfigurowała(e)ś] gdzie opisany jest status maszyny:image 
    innym sposobem jest otwarcie Process Explorera [Task Managera] i sprawdzenie działających procesów. póki działa maszyna wirtualna na liście będą “vmsal.exe” – potomny proces ”explorer.exe” który uruchamia/zarządza aplikacją zdalną oraz “VPC.exe” – potomny jednego z svchost:image
  • Q: jaki sposób wejść do BIOSu skoro nie widać jak się uruchamia system?
    A: tak samo, jakby było widać (; działają klawisze:
    • shift-ESC – pokazanie okna systemu podczas startu
    • F8 lub del – wejście do BIOSu
  • Q: jaki jest status maszyny [running/shut down/sleep]?
    A: niestety nie ma interfejsu, który by to pokazał. podczas wyłączania maszyny wykonywana jest operacja hibernacji. jeśli maszyna działa – będzie widać procesy w systemie.
  • Q: nie mogę uruchomić aplikacji, pokazuje się jakiś błąd – co robić? jak zresetować status maszyny?
    A:  podczas ładowania aplikacji nie da się pokazać ‘czemu jest błąd’. opisane wcześniej klawisze nie działają podczas wykonywania startu aplikacji:image
    jedynym sposobem jest usunięcie pliku pamięci  – hibernacji – co jest równoznaczne z ‘hard restart’ – fizycznym wyłączeniem maszyny. pliki mają rozszerzenie “vsv” i są standardowo w katalogu $env:userprofile”Virtual Machines”

macie więcej pytań – chętnie uzupełnię.

eN.

Puste konsolki mmc

Ostatnio, przy zabawię z ISA 2006 (Windows 2003 R2 SP2) pojawił mi się dziwny problem – zniknęły pola w konsolce mmc. Drzewko było widoczne, ale nie można było zobaczyć jakiegokolwiek ustawienia konfiguracji:

Podobny problem spotkał konsolkę mmc services.msc:

Google radzi w takich wypadkach uruchomić, vbscript.dll, oraz mshtml.dll

regsvr32 jscript.dll & regsvr32 vbscript.dll & regsvr32 mshtml.dll

Niestety nie pomogło.

Moją uwagę jednak zwróciło to, że powinniśmy przerejestrować komponenty odpowiedzialne za wyświetlanie html-a w systemie, razem ze skryptami. Chwilka zastanowienia, szybki rzut oka na logi systemowe – i tak, ostatnio z aktualizacji spłynął IE 8. Po odinstalowaniu, sytuacja wróciła do normy – konsolki zaczęły się wyświetlać normalnie.

BCD i skrypty

Totalny w-file tym razem. Tyle, że rozwiązany :)

Problem – zautomatyzować operację dodawania wpisów w BCD, żeby skryptem dodawać Pingwina do boot menu w Windows 7.

Pierwszy krok prosty: dodajemy wpis dla grub4dos – http://grub4dos.sourceforge.net/wiki/index.php/Grub4dos_tutorial#Booting_GRUB_for_DOS_via_the_Windows_Vista_boot_manager

Teraz wypada by to przenieść na inną maszynę – chwilka przekopywania się przez dokumentację i okazuje się, że BCDEdit umożliwia import i export ustawień. piknie – robić backup i potem go odzyskać na innej maszynie. Niestety nie działa. Z tego prostego powodu, że wpis dla W7 nie ma GUID {current}, tylko jakiś dziwoląg – niestety GUIDy są generowane pseudolosowo. Efekt: pingwin się podnosi, Windows nie ^^

Rozwiązania są dwa:

1. Wykorzystać WMI i BCDProvider (http://msdn.microsoft.com/en-us/library/aa362675(v=VS.85).aspx) i można zrobić tak (wymaga wcześniejszego dodania wpisów):

2. wykręcić pętlę w CMD:

działa pięknie – po prostu pobiera trzecie słowo z outputu BCDEDIT – to ZAWSZE jest GUID :)

teraz można to wrzucić jako cmd /c “%scriptroot%bcd.cmd” do Task Sequence w MDT i mamy zautomatyzowane dodawanie pingwinów na W7 :D

PS. warto pamiętać, ze sysprep kasuje zawartość BCD :)