Skip to Content

IT nieuczesane.
category

Category: tips’n’tricks

weak event living on wrong object

brzmi jak słowa piosenki. develperskiej piosenki (;

foerr

problemem jest jak się okazuje KB2750149 zainstalowany na Hyper-V na Failover Cluster. błąd generauje konsola clustra. więcej informacji można znaleźć np. tu.

poprawkę trzeba póki co odinstalować, zrestartować i zablokować na WSUS.

eN.

znikająca drukarka

drukarka sieciowa HP, podłączona w biurze w oddziale. lokalnie działa normalnie, ale z różnych względów ma być na printserverze w centrali. i zaczynają się dziwne objawy: drukarka działa przez ok 1min po czym zwykły timeout. drukarka znika z sieci. wystarczy wejść w opcje konfiguracji i dokonać jakiejkolwiek zmiany i drukarka znów pojawia się na chwilę. po czym znika.

zgłoszenie do wsparcia HP – można było przewidzieć odpowiedź. standardowy bełkot bez żadnej wskazówki.

próbowałem skanować ruch sieciowy, ale bez możliwości zdefiniowania portu monitorowania na switchu nie da rady. router zbyt prymitywny i nie miał tcpdump czy czegoś w podobie. ogólnie wszystko wyglądało prawidłowo.

problem rozwiązał qmpel… okazało się, że na switchu był ustawiony nieprawidłowy gateway. po ustawieniu prawidłowego, drukarka zaczęła działać jak trzeba.

to rozwiązanie pozostawia jednak więcej pytań niż odpowiedzi. pewnie nie będzie czasu już nad tym posiedzieć:

  • konfiguracja TCP/IP na switchu nie jest obligatoryjna – jest to [a w każdym razie AFAIK powinno] być wyłącznie jako interfejs zarządzania. poza tym switch powinien być przeźroczysty
  • nawet jeśli ten GW był do czegoś wykorzystywany – skąd to dziwne zachowanie, że przez jakiś czas [1-2 minuty] działało ok i przestawało?
  • drukarka miała prawidłowo ustawiony GW, a skoro komunikacja była zrywana oznacza to, że switch ingeruje w ramki albo ma buga na poziomie obsługi IP! /:

jedynym sposobem byłoby przywrócenie konfiguracji, ustawienie portu monitorującego i wysniffowanie ruchu. dodam tylko, że to switch Dell. pozostaje w kategorii w-files.

eN.

SkyDrive Pro

wbrew temu co pisałem, SkyDrive Pro działa z SP w wersji 2o1o.
q przypomnieniu – SkyDrive Pro to nowa nazwa SharePoint Workspaces. SPW z Office 2o1o zainstalowane na w8 nie integruje się explorerem – praca na plikach jest upierdliwa. SD Pro pojawia się w office 2o13. z opisu wynikało że wykorzystuje inny protokół i że nie jest kompatybilny wstecz, ze starymi SP. Jednak bez problemu można dodać bibliotekę do synchronizacji i wpisać adres SP. w katalogu użytkownika pojawia się katalog synchronizowany ‚skydrive pro’ – dokładnie tak, jak w przypadku skydrive czy dropbox jeśli ktoś używa takich appsów.

eN.

Szyfrowanie poczty certyfikatem x5o9

*UPDATED…again*

pamiętam, że na uczelni – czyli ponad dekadę temu – każdy gówniarz, włączając mnie, wiedział co to PGP, miał certyfikat i się tym bawił. oczywiście ponieważ nasze dane były bardziej super fajne niż super tajne, po dwóch-trzech miesiącach każdy się nudził zabawą i certyfikaty poszły w zapomnienie… a było tak:

Projekt PGP został zapoczątkowany w 1991 przez Philipa Zimmermanna i rozwijany z pomocą społeczności programistów z całego świata[1].

Wydarzenie to stało się pewnym przełomem – po raz pierwszy zwykły obywatel dostał do ręki narzędzie chroniące prywatność, wobec którego pozostawały bezradne nawet najlepiej wyposażone służby specjalne.

Wikipedia

Ponad 2o lat temu powstała idea, aby przeciętny obywatel mógł zabezpieczyć swoją pocztę.wtedy chodziło o zabezpieczenie się przed rządem – to było jeszcze echo po zimnej wojnie. po tylu latach bezpieczeństwo jest niemal wbudowane w każdy produkt i dostępne wszem i wobec, więc można przyjąć, że bułka z masłem coś takiego skonfigurować…

podstawowym problemem PGP jest zaufanie do certyfikatu, które opiera się na wymianie kluczy – nawzajem lub przez jakieś ‘zaufane miejsca’. mało wygodne przy użyciu ‘publicznym’ – lepiej skorzystać z zaufanych serwerów Root CA, które poświadczają tożsamość. w sumie na oddzielną dywagację, bo standardowy certyfikat można wystawić na “reksia kosmonautę” – i tak nikt nie wyryfiqje tożsamości przy najniższej klasie bezpieczeństwa… ale o nie o taki cel wpisu. chodzi o ideę szyfrowania wiadomości jako-takiego, oraz o weryfikację na ile to jest zadanie proste po 2o latach od rozgłosu, jaki osiągnęło PGP…

testy dotyczyć będą certów x5o9.

 

Ceryfikat

po pierwsze okazuje się, że zniknęły z rynq praktycznie wszystkie portale wydające darmowe certyfikaty do poczty z firm, które są globalnie w Trusted Root CAs. zostało comodo i masa ‘odsprzedawaczy’ którzy kierują na stronę comodo. jak dłużej się poszuka, znajdzie się “coś tam”:

  • CAcert – ale jak można ufać komuś, kto nawet nie potrafi ustawić kodowania znaków na stronie? poza tym RootCA jest dystrybuowany społecznie, a więc trzeba go ręcznie importować
  • startssl – początkowo go nie znalazłem, wymaga podania sporej ilości danych, rejestracja nie jest automatyczna.

no więc niech będzie comodo – w sumie co za różnica…. potem przetestowałem na certyfikacie startssl – i nawet się udało… ale to za chwilę.

Klient

po drugie żadna poczta publiczna webmail nie obsługuje certyfikatów – gmail, live/hotmail czy inne wynalazki. a więc pozostaje to poza zasięgiem większości userów. warto byłoby zerknąć na klienty na urządzenia mobilne, ale to zostawiam innym [będę wdzięczny za informacje – może korzystacie z jakiegoś klienta wspierającego szyfrowanie?]. więc przetestujmy na najpopularniejszych stacjonarnych klientach poczty.

dla testu stworzyłem dwa konta na jakieś tam skrzynki i wygenerowałem certyfikaty comodo i startssl. dwa konta w windows, oczywiście zaimportowane na krzyż po certyfikacie prywatnym jednego i publicznym drugiego. bułka z masłem…

[po trzecie] no może nie do końca – nie dla common-usera. ponieważ windows nie pozwala ani przesłać pliku .cer, ani kiedy się go zzipuje, rozpakować. trzeba wejść we właściwości i go odblokować – kolejne utrudnienie, które dla kogoś z IT może być śmieszne, ale dla przeciętnej osoby wymaga sporo wysiłku. pozostaje jeszcze jedna sprawa – skąd taki cer wziąć. i znów – dla mnie oczywiste jak wyeksportować część publiczną – ale nie jest to metoda ‘użytkownikowa’. raczej zaliczyłbym to do ‘zadań administracyjnych’.

idziemy dalej. odpalam Windows Live Mail 2o12 – bez trudu konfiguruje się własny certyfikat. drugi – publiczny, już zaimportowany i sprawdzony – siedzi w other users i wszystko się zgadza, cały łańcuch weryfikowalny, email ok. szyfruję wiadomość, wysyłam… i dupa “Digital ID is missing”. godzina ślęczenia, sprawdzania, bez szans. po prostu się nie da. wszędzie opisy jak wyłączyć szyfrowanie, nigdzie jak je skonfigurować – owszem, gdzieniegdzie opisy jak skonfigurować swój, ale nigdzie jak prawidłowo zaimportować czyjś. brak instrukcji. mam wrażenie, że robię coś źle – więc weryfiqję dalej.

testuje outlooka 2o1o. qrva – to samo! nie do wiary. nie mówiąc o tym, że sama konfiguracja czy szyfrowanie wymaga trochę umiejętności, ze względu na to przez ile okien trzeba się przeklikać w outlooku żeby to skonfigurować – przeciętny user się obsra a tego nie znajdzie. no ale to raczej korpo-aplikacja.
może głupi jestem – nie wykluczam, poza tym jest późno, a ja pracuje 17tą godzinę [ale update piszę następnego dnia i nadal nie jestem pewien – co robię źle?]… jeszcze jeden test:

‘by the book’, czyli tak, jak w zamyśle powinna wyglądać wymiana kluczy… najpierw z certami comodo.
wysyłam z jednego konta podpisaną wiadomość. dochodzi do nadawcy i .. jest prawidłowo zweryfikowana. dodaję kontakt do książki adresowej przez opcje tegoż zweryfikowanego kontaktu… – już trochę mniej oczywiste i trzeba się nieźle przeklikiwać ale w końcu działa! nic dodać nic ująć – super intuicyjny system, security w każdym domu! no to teraz to samo w drugą stronę – dla Live Mail… podpisuje wiadomość, wysyłam, przychodzi, zweryfikowana, przekilqje się przez info o certach i znajduję opcję “dodaj do książki”… i dupa. kontakt jest ale certu nie ma. następnego dnia zrobiłem ten sam test ale z certami startssl: ZADZIAŁAŁO! i to z Live Maile po obu stronach. nie będę już testował czy wczoraj coś namodziłem, czy certy comodo są do d. ale jest jedna rzecz, która mnie bardzo zastanawia: czemu zaimportowany cer nie jest rozpoznawany??

postanowiłem wyciągnąć ciężką artylerię. stawiam własny CA i tworzę template dla szyfrowania poczty. generuję cert z tym samym mailem, exportuję część publiczną instaluję… nie ma żadnych problemów z importem – zarówno outlook jak live mail łykają taki cert bez mrugnięcia ekranem. porównuję certy żeby zobaczyć różnicę:

  • key usage: dla comodo digital signature i key encipherment; dla mojego – tylko key encipherment.
  • enhanced key usage: w obu Secure Email. comodo ma jeszcze własny OID do logowania na swoich stronach. nieważne.
  • CN – ten sam, czyli E=email
  • Application policies: brak w certach z zewnętrznych CA. MCA dodaje ‘Secure Email’

o co c’mon? certutil weryfikuje bez zajęknięcia. jedyna różnica jaką znalazłem to to, że w wygenerowanym przez MCA jest Application Policy, którego nie ma w certach zewnętrznych – ale to nie powinno mieć znaczenia. tej części nie udało mi się rozwiązać.

na koniec biorę pod młotek thunderbirda…

nie lubię tego produktu – jest toporny, brzydki i nie korzysta z systemowego cert stora. o ile kojarzę to dodatkowo TB i FF mają oddzielne cert story! ale pal to licho – nie o to chodzi. próbuję dodać publiczny email cert – dupa. niezaufany. okazuje się, że brakuje ostatniego ogniwa zaufania – dla COMODO email. exportuję ze stora systemowego, dodaję do TB. działa.

Konkluzja

na jakim poziomie trzeba być userem, żeby zacząć korzystać z szyfrowania poczty? można x5o9 zastąpić openpgp czy GNUPG i szyfrowanie wiadomości z linii poleceń. tak, wiem, jest jakiś dodatek do systraya, który jakoś to automatyzuje – ale co z tego? target użycia pozostaje ten sam. zresztą opinię czy jest łatwiejsze czy trudniejsze pozostawię – może będę miał siłę to przetestować?

pomimo dwóch dekad – szyfrowanie poczty pozostaje instytucjom i zdesperowanym. zwykłym, ani nawet trochę mniej zwykłym userom, po prostu się to nie uda. być może drążyłbym jakąś teorię spisq – ale raczej projektu opensource typu mozilla nie podejrzewałbym o przyłączenie się do niego. żaden klient nie ułatwia wymiany kluczy, o ile w ogóle je obsługuje… a może nie ma się co dziwić? ostatnio częściej się słyszy o uzależnieniu od porali społecznościach – ludzi, którzy mają na bieżąco publikowane swoje położenie odczytane z GPS, każda myśl przelana od razu pro publico… ale czy bono to już wątpię. ‘jestem na wakacjach’, ‘właśnie wylało mi się mleko, cholera ale się pobrudziłem’, ‘ale walnąłem kloca! [+zdjęcie]’ … minęło 2o lat i ze skrajnej paranoi i strachu przez rządem, ludzie przenieśli się w epokę totalnej publikacji siebie.

tego nie rozumiałem wczoraj, będąc zmęczony, a dziś wydaje mi się oczywiste – nie ma popytu – nie ma podaży. kto potrzebuje – kupi, albo się nauczy.

eN.

DFS initial replication usuwa katalogi

zachowanie jest na tyle nieintuicyjne, że po raz drugi się na to naciąłem – tym razem z dodatkową adrenaliną. dwa serwery, które miały być replikowane na trzeci. dwa, bo jeden jest nowy – większy, lepszy i tak dalej. już wcześniej nauczony, zrobiłem preseeding. celem replikacji na ten trzeci – hub, z którego będzie robiony backcup.

włączam replikację jakoś tak w czwartek… dziś dzwoni przerażona laska ‘nie ma moich plików! :/ ‘ … a to było tak…
laska miała mieć migrowany komputer. okazało się, że ma niewiarygodną ilość danych. na starym serwerze nie ma miejsca, ale nowy już jest – “wrzuć swoje dane na serwer. na serwerze jest bezpieczniej”…

okazuje się, że DFS w fazie wstępnej replikacji wybiera mastera – czyli jeśli jest katalog “user” na obu serwerach, pliki nie zostaną zsumowane – wynikiem będzie katalog mastera. w sumie nie wiem i na razie nie chcę sprawdzać co, jeśli jej katalogu by w ogóle nie było, ale wydaje mi się, że to się tyczy całej struktury drzewa nawet, a nie pojedynczych katalogów.

no i tak – backupów jeszcze nie ma, bo przecież po to była robiona replikacja, żeby go zrobić, previous versions nie ma.. bo świeży serwer i jeszcze nie dokonfigurowany… program do odzyskiwania danych nie pokazuje żadnych usuniętych plików – to dziwne. generalnie pupa blada i sprawdzanie cennika w ontracku…

okazało się, że nie pokazuje usuniętych, ponieważ nie zostały usunięte. DFS potraktował katalog jako konflikt i przeniósł go do dfsPrivatepreExisting. katalogi co prawda w sieczce – pododawane jakieś suffixy do nazw, ale DFS jest na tyle miły, że pełne info trzyma w xml’lach – ”preExistingManifest.xml”

$pe=new-object XML
$pe.load(“x:DFSfolderdfsrprivatepreExisitngManifest.xml”)
$pe.PreExistingManifest.Resource |%{ if ($($_.path).indexof("USERNAME") -gt 2) { move $_.newname $(($_.path).substring(4)) } }

..a co stanie się teraz jak włączę replikację? znów to wytnie?

eN.

anytime upgrade

podczas instalacji w7 na VMWare standardowo wybrana jest wersja home. w razie pomyłki, zamiast robić ponowną instalację, można zrobić anytime upgrade do professional… tyle, że wymagany jest klucz.

w takim wypadku można użyć klucza KMS (:

eN.

SSTP czy L2TP?

od wersji w2k8 jest nowy, ‘wbudowany’ typ VPN – Secure Socket Tunneling Protocol, czyli Microsoftowa implementacja SSL VPN dla Windows. ogólnie świetny pomysł – świat sieci generalnie zmierza w kierunku ‘all-over-443’, pojedynczy otwarty port, nie ma konieczności obsługi GRE na brzegu czy innych protokołów wspierających, czyli łatwość działania w fajerłolowanych środowiskach (;

no więc przestawiać się w pełni na SSTP czy pozostać przy starym dobrym L2TP? pomimo, iż od wprowadzenia SSTP minęło już kilka lat, ma niestety zbyt wiele wad beniaminka:

  • natywnie wspierany tylko przez systemy Vista SP1+
    • szczęśliwie są aplikacje firm 3cich, obsługujące SSTP dla Linux i Windows XP.
  • wymaga certyfikatu serwera – nie jest to problem w środowisku domenowym, gdzie cert CA jest dystrybuowany via GPO jednak robiąc VPN dla osób ‘z zewnątrz’ trzeba pamiętać aby przesłać im cały cert chain do zaimportowania, ew. mieć wykupiony cert podpisany przez komercyjny CA
  • dodatkowym warunkiem są dostępne listy CRL. zazwyczaj wewnętrzne CA mają skonfigurowane AIA i CRL wyłącznie z wewnętrznymi adresami. ciężko powiedzieć czy to błąd czy nie – zależnie od założeń, ale dla VPN to krytyczne. VPN zestawia się zazwyczaj z Internetu, a to oznacza, że nie będzie dostępu do CRL i AIA. standardowo SSTP VPN weryfikuje CRL i nie mogąc ich sprawdzić odrzuci połączenie. są opcje:
    • albo poprawi się certyfikaty, umieszczając CRL dostępny z Internetu – co może być dość pracochłonne w ‘żywym’ PKI
    • albo wyłączy się weryfikację CRL dla SSTP VPN. to również może być dość upierdliwe – zarówno dla własnych klientów jak zewnętrznych
    • to, czego nie testowałem, to czy całość zadziała z jakimś certyfikatem self-signed z pustym CRL. to by ułatwiło, ale nie wiem czy jest wykonalne.
  • brak klientów dla urządzeń mobilnych – nawet na Windows Phone. być może będzie klient dla Android – ale to tryb przypuszczający w czasie przyszłym /:

w efekcie: standardowo – jeśli nie wiadomo która opcja, najlepiej użyć obu na raz i włączyć zarówno L2TP jak SSTP. dzięki temu, przy prawidłowej konfiguracji [zwłaszcza w kwestii certyfikatów] klienci firmowi z w7 będą mieli dostęp do sieci LAN nawet będąc gdzieś gdzie są puszczone tylko 80/443, a pracownicy zewnętrzni oraz userzy z XP będą mieli protezę w postaci standardowego L2TP.

eN.

disk2vhd na wersji core

przy uruchomieniu disk2vhd na w2k8 R2 od razu pojawia się ‘missing vssapi.dll’. kwestią jest wersja x64 a standardowo próbuje dostępu do 32bit biblioteki. proste rozwiązanie:

set path=c:windowssyswow64;%path%

a potem już disk2vhd śmiga jak trzeba.

ps. próbowałem stworzyć ‘livecd’ z disk2vhd – tak, aby można było zfałhadekować offlineowy serwer. niestety na żadnym WinPE – nawet w DaRTS – nie jest uruchamiany podsystem obsługi vhd ): póki co nie mam pojęcia czy da się [i jak] stworzyć WinPE z obsługą VHD.

eN.

Zmiany w grupach mailowych

przy zmianach w grupach mailowych na Exchange robi się niezłe zamieszanie. podstawowe powody to:

  • klienty outlook przechowują sobie ‘często używane’ adresy w plikach NK2
  • opcja automatycznego dokańczania Exchange korzysta z adresów X5oo

przykładowy scenariusz

  • porządki w grupach. aby usunąć duplikujące się grupy security i distribution chcemy przepisać adresy mailowe do grup security.

w takim przypadku trzeba usunąć stare grupy dystrybucyjne [usunięcie grupy security to szaleństwo], przerobić grupy security na uniwersalne [komentarz za chwilę] i przypisać im stary email. potem wykonać ‘update address book’. i teraz zaczyna się masakra. po pierwsze outlooki *teoretycznie* powinny odświeżyć książkę adresową w ciągu 24h – moja obserwacja tego nie potwierdza. ale dużo gorsza sprawa jest z ‘auto-complete’, który usilnie będzie próbował wysyłać maile na nieistniejący adres X5oo.

jedną z opcji byłoby dodanie skryptu logowania, który usuwa pliki NK2… ale nie jestem przekonany do takiej operacji. drugą, bardziej przeźroczystą opcją, jest po prostu dodanie starego adresu X5oo do nowej grupy. link do artu, który to w pełni opisuje jest tutaj.

grupy uniwersalne

wymuszenie korzystania z grup uniwersalnych jest imho głupie. rozumiem, że “czasy się zmieniają i nic nie jest takie jak przedtem” ale:

  • z każdym kolejnym wydaniem Server znikała jakakolwiek techniczna konieczność tworzenia poddomen. ostatnią były polityki haseł, które zostały zniesione w 2k8 R2 z fine-grained passwords. pozostają kwestie raczej polityczne.
  • rozbija to standardowy model grup AGDLP. wszelkie modyfikacje – choćby jak w przedstawionym scenariuszu, wiążą się z dużo większymi zmianami niż początkowo planowane. w złożonych strukturach, przy sporym zagnieżdżeniu, okazuje się, że sporo trzeba dodatkowo przemyśleć
  • jeśli korzystamy z grup globalnych mail-enabled, po przerobieniu na uniwersalne, zwiększa się ruch replikacyjny na GC.

oczywiście nadal można korzystać z globalnych, ale nie jest to wpierane [głównie przez interfejs] co jest dość upierdliwe. dziwna decyzja /:

eN.

Migration attempt failed

problemy z live migration są ohydne do debugowania. poza krótkim opisem ‘migration attempt failed’ i enigmatycznym wpisie w eventvwr, który w najlepszym przypadq podpowie ‘error on source/destionation’ nie wiadomo nic więcej. pozostaje zbadanie całej konfiguracji krok-po-kroq. BUEEE.

najczęstszą przyczyną są błędy w nazewnictwie – np. sieci wirtualnych. literówki, brak jakiejś spacji etc. dość łatwo to przetestować po prostu podłączając do innej sieci i sprawdzić czy działa.

doczytałem o problemie z przesyceniem łącza dla LiveMigration – dlatego MS zaleca aż dwa dedykowane połączenia bezpośrednie między węzłami – oddzielne na LM i oddzielne na CSV i Hearbeat.

trafiłem na bardziej wredny problem ale trywialny w rozwiązaniu:
wszystko hula jak trzeba, maszyny używane od jakiegoś czasu, więc żadne literówki nie wchodzą w grę. na wszelki wypadek porobiłem testy migracji – maszyny, które mają pojedyncze dyski migrują się bez problemu… kłopot z migracją był tylko z maszynami, które miały podłączone dodatkowe dyski na drugim CSV. już chciałem się wściekać, że “to głupie LM nie obsługuje dwóch CSV”… ale zauważyłem, że w interfejsie brakuje informacji o powiązaniu z drugim CSV:

image

a rozwiązanie jest tak proste:

  • po każdej zmianie wykonanej z poziomu Hyper-V Manager – bez względu czy dotyczy dysków, sieciówek czy czegokolwiek – należy odświeżyć konfigurację na klastrze.

 

w widoq maszyny wirtualnej RMB –> more actions –> refresh virtual machine configuration.

image

**UPDATE

i jeszcze jeden LoL http://blogs.msdn.com/b/robertvi/archive/2011/06/07/problems-with-live-migration.aspx

eN.