Skip to Content

IT nieuczesane.
category

Category: society

Wykorzystanie technologii

Strona CriminalSearches.com wykorzustuje Google Maps do lokalizowania przestepcow w „Twojej” okolicy. Oczywiście narazie w polscie próżno szukać po sąsiadach ale w USA działa. Możesz zobaczyć kto, gdzie, co i za co. Kolejny kamyczek do dyskuscji o przyszlości naszego społeczeństwa.

http://www.criminalsearches.com/neighborhood/default.aspx

Ale przyznam, że wpisywałem Nowy Jork oraz San Francisco i wynik był żaden.

Obrazek poniżej pochodzi z tego miejsca

google_maps_criminals.png

nie tylko kaczory są homofobami

Polecam przeczytanie tej informacji – chciałoby się krzyknąć „O CO C’MON?!”. Na jakiej w ogóle zasadzie firma IT może preferować lub nie preferencje sexualne??

IT Bullshit Bingo

Dziś edycja specjalna. Bez polskich znakow, z maca i na goraco.
Z gory uprzejmie prosze o odpierdolenie sie wszystkich bojownikow makintoszy, mam dostep do maka i chce cos napisac na szybko, a nie przekonfigurowywac caly ten pierdolony system, zeby literki napisal, źśółń – to na wszelki wypadek, zeby mi ktos nie wmawial ze nie umiem wlaczyc polskiego pro.
Mialem dzis niewatpliwa przyjemnosc uczestniczyc w dosc miedzynarodowej konferencji, a w zasadzie warsztatach, gdzie ludzie naprawde z calej europy cos tam sobie opowiadaja. Wystepuje tu w roli czarnucha do polaczania kabli i dzieki temu mam dosc dogodna pozycje do komentarzy.
Sprawa pierwsza: co nie dziala. Chronologicznie
Mialem 4 laptopy, jednego macbooka, jeden rzutnik i nieograniczona ilosc telefonow wykrytych po blutucie, o ktorym za moment.
Pierwsze niezadzialalo wyjscie audio z laptopa prezentacyjnego, powodujac u mnie lekka nerwowke i ektremalne wkruwienie jakiegos CEO, ktory akurat prezentowal film. Na szczescie poradzilismy sobie z tym filmem z maca, na ktorego przelaczalem sie za pomoca prywatnego spiltera VGA, ktory przynioslem z domu, bo na miejscu akurat takiego nie mieli (Mariott).
Potem nie dzialal superwazny film wcisniety mi na 5 minut przed prezentacja. Superwazny film byl nagrany na nieopisanej plycie, jeden laptop mial zepsute audio out, na macu, po przegraniu (250 MB w 6 minut – moze to Rumunska plyty cd byla??) film nie zostal rozpoznany jako film (pewnie nie mialem dodatku lasica, ktory rozpoznaje rumunskie filmy). Udalo sie go odpalic na 3 z kolei laptopie. Wkurwienie bylo mniejsze.
Podczas dwukrotnie sprawdzanej videokonferencji za pomoca iChata z Chicago z jakas wazna szycha, po puszczeniu kolesia na pelen ekran, mac z nieznanych przyczyn ucial 1/3 ekranu, na szczescie koles siedzial krzywo i nikt sie nie zorientowal. Biorac po uwage ile kosztuja rozwiazania do telekonferencji firm takich jak Polycom i porownujac to z kosztem lacza z hotelu, uwazam ze poszlo zajebiscie.
Podczas przerwy podeszlo do mnie zagubione dziewcze, podejrzewam z Rosji, sadzac po cyrlicy w telefonie, proszac mnie o przegraie zdjec z telefonu, za pomoca blututa oczywiscie. PC wykryl telefon, posrod 9 innych, wymusil podanie czterocyfrowego kodu, podlaczyl go do PC i na tym sie skonczylo. Podejrzewam, ze nie umiem obslugiwac tej technologii, bo nie wiedzialem jak przegrac te zdjecia. Mac tez wykryl ten telefon (15 innych tez), przydzielil mu 8 cyfrowy kod. Moglem go uzyc w macu jako modem do polaczen gprs albo dial-in, oraz jako zdalnego kontrolera prezentacji. Opcji przegrania zdjec nie bylo. Na szczescie juz nikt z telefonem nie przychodzil.
Sprawa druga: logistyka i organizacja.
Dostawalem prezentacje i filmy we wszystkich mozliwych formatach: mpg na cd, dvd video, pamieci USB. Nie wiem na czym polega fenomen, ze niektorzy potrafia miec przygotowany film na plycie opisanej informacjami (data, temat, format), ktora odpala sie wszedzie, a inni przekazuja nieopisana plyte (wspomiany rumunski CD), z 250 – megowym MPEG’iem, ktory ma zalosna jakosc i odpala sie tylko na co drugim sprzecie. Nieduzym pocieszeniem jest fakt, ze nie tylko u nas nie dziala.
Chwala Bogu, ze wszystkie prezentacje byly w PPT, tu kolejny wielki uklon dla Billa i jego chorej, zaborczej monopolistycznej i jedenoczesnie zbawiennej dla swiata wizji. Gdyby nie ten pieprzony, obecny wszedzie, drogi i znienawidzony Ms Office takie miedzynarodowe wydarzenia nie mialy by technicznej mozliwosci zaistnienia. Gdyby pojawil sie jakis wyzwolony Szwed z prezentacja w Open officie, chyba posikalbym sie ze smiechu.
Kolejne spostrzerzenie: wszechobecny pierdolnik na pulpicie, ktory jest glownym miejscem przechowywania danych jest standardem. To wiecej niz standard, to zelazny, miedzynardowy wzorzec organizacji danych.

ABSOLUTNY BONUS na koniec. Niestety niezwiazany z prezentacja.
Obiekty: nowka sztuka BlackBerry 8800 (orange) i nowka sztuka Dell Lattitude D430 w wersji full wypas (6500 netto).
Zadanie: podlaczyc blackberry do lapa i zsynchronizowac. Stawianie lapa, konfiguracja i klon trwaly 3 dni. Po podlaczeniu blackberry po USB, system wywala bluescreen, natychmiast. Zjebalem autora instalacji i kazalem zrobic to jeszcze raz – instalka, konfiguracja, klon – kolejne 3 dni.
Tym razem sam wzialem obiekty, blackberry zabralem dyrektorowi, wstawilem do niego inna karte sim i przez bite 2 godziny konfigurowalem synchronizacje. Sprawdzilem to w kazda strone.
Final operacji: ide do dyrekcji, klade lapa na stol, wkladam karte SIM dyrektora do jego blackberry, podlaczam po USB i… system wywala bluescreen, natychmiast. SYSTEM WYPIEPRZA sie DO BLUESCREENA, Z POWODU KARTY SIM W TELEFONIE. sam nie wierze w to co pisze ale takie sa fakty. Chyba warstwowy model budowy aplikacji nie zadzialal. Oczywiscie obejdziemy to jakos, ale powoli dostaje paranoi.
To tyle z pola walki z technologia. Na wnioski nie mam sily.

Zielone mi c.d.

Ja dokładnie trzy tygodnie temu niezależnie od Daro robiłem podobny test.

U mnie były dwa tryby testowane: tryb czuwania (czyli wlaczony do pradu tak jak zostaje jak wychodze z domu) i wlaczony,

kreska oznacza ze nie bylo trybu stand by i pobierał zero WAT.

Lampka ikea    –   20W

Linksys WRT54GL  –  5,3W

drukarka canon mp510 5,1W  nie sprawdziłem wczasie drukowania

dysk250GB w obudowie Welland 747 0,6W 20W

PS3  1W  120-140W

dekoder N 13,2W  13,5W

monitor benq 0W 100W

glosniki logitech5500  8,3W  21,6W

zasilacz laptopa podlaczony do pradu 8,3W

laptop podlaczony do pradu naladowany 25-50W zalezy co robilem na kompie

niszczarka dokumentow 0W 50-75W

czajnik 0W 200W (dziwne ale tylko 200W)

jak wychodzilem z domu to w tym czasie zassysalo sie ok 40W nonstop

wieczorami potrzebuje jakies 300W jak siedze w pokoju

wnioski:

rozdzielilem urzadzenia na listwy tak aby wylaczac te ktora generuje 40W

dlaczego:

lepsze samopoczucie, tak samo lepiej mi smakuja zakupy ktore przynosze w siatce z materialu a nie foliowej(o ile ja wezme na zakupy ;)

Zielono mi

Zgodnie z tendencją proekologiczną, oraz zmartwieni faktem, że w roku 2030 zabraknie energii do zasilania tego całego naszego elektrycznego pierdolnika zawiązaliśmy projekt „pro-eko” mający na celu zbadanie ile energii marnujemy korzystając / nie korzystając z całego naszego sprzętu elektronicznego w domu. Wiadomo – komputer nawet wyłączony jest w trybie gotowości, nie mówiąc o reszcie sprzętu, typu telewizory, głośniki i drukarki.

W warunkach laboratoryjnych, zespół specjalistów zebrał informacje, nt. „co ile zżera prądu”. Ustaliliśmy trzy stany urządzeń:
– wyłączone albo tryb gotowości (OFF)
– w trybie gotowości do pracy (ON)
– w trybie mocnego wykorzystania (FULL POWER)
Zmierzyliśmy większość domowych urządzeń, których mierzenie gwarantowało niespalenie miernika. (wyłączyliśmy z testów pralki, grzejniki oraz drukarki havy-duty).

Oto uśrednione wyniki tajnego raportu:

(przepraszamy za dramatyczny format, może ktoś umie to ładniej przekonwertować…)

OFF [W] ON [W] FULL POWER [W]

PC domowy do grania 18 115 200
Drukarka domowa laser 9 9 do 560
LCD domowe 19″ 6 46
Głośniki wypasy 2.0 20 20
Lodówka 0 0 500
Czajniczek 0 0 2000
Lampka IKEA na halogenik 9 40 70
PC biurowy HP PIV 27 90
PC biurowy DELL CORE 2 21 50
LCD biurowe 17″ 6 36
Mac mini 6 35
Power Mac G5 38 150
LCD WYPAS 21″ 9 46

Wnioski:
Wnioski są przytłaczające. Zakładając, że nie używam sprzętu (PC, drukarka, głośniki, monitor, jakiś wzmaczniacz, TV) przez 18 godzin w ciągu dnia i dzięki mojemu proekologicznemu nastawieniu, będę wyłączał ten sprzęt na czas nieskorzystania z niego, zamiast zostawiać go w trybie gotowości, to przez rok zaoszczędzę ok 80 zł brutto. Generalnie ledwo starczy to na pokrycie kosztów zakupu wyłączanych listew, nie mówiąc o tym, że nie zwróci się miernik (kosztował 100 zł).
To tyle z projektu, dzięki któremu mieliśmy zarobić krocie.
Osobną kwestią jest proekologiczne podejście do sprawy i wyłączanie sprzętu, zamiast zostawianie go w trybie gotowości, nie mówiąc o wymianie żarówek na energooszczędne – bo to dopiero generuje oszczędność, no i koszty, ale po kilku latach się zwróci
Jeszcze bardziej osobną kwestią, jest anty-ekologiczna lampka z ikei, która posiadając wyłącznik nie odcinający napięcia do transformatora i która nie świecąc zżera 9W. Oznacza to, że nie używając lampki, zużywamy tyle samo prądu, co używając jej przez 4 godziny dziennie. Taki paradoks poznawczy. Ciekawe ile tych lampek na świecie sprzedali…. Dla uspokojenia skołatanych nerwów, dodam, ze to dość specyficzny model lampki i inne modele nabiurkowe nie miały tego problemu.
Ponadto zdecydowanie widać ewolucje zasilaczy – maszyna z PIV (4-5 letnia), zużywa praktycznie 2 razy więcej niż najnowszy PC tej samej klasy. Mac mini przoduje – 35W podczas pracy to bardzo dobry wynik. Tym samym nie wierze w plotki, które głoszą, że można już złożyć PC na wypasie do grania (2 karty graficzne potwory i inne bajery) który będzie ciągnął 1kW. Wygląda to na spisek producentów zasilaczy. Teraz zresztą wchodzą nowe przepisy UE i sprzęt będzie musiał spełniać normy Energy Star 4.0, które jeszcze nie zostały zaakceptowane….
Oczywiście pozostają sprawy takie jak grzejniki, pralki i czajniki. Z wyliczeń wynika, że zamiast wyłączać komputery w domu lepiej pójść na herbatę do sąsiada.
Tak czy owak, oszczędzać trzeba, a w skali krajów i setek centrów danych technologie takie jak wirtualizacja czy ekologiczne zasilacze mają sens. Ale warto zacząć od własnego podwórka, o ile nie zaoszczędzimy majątku, to podłączając kilka wyłączanych listew i nie zostawiając sprzętów w trybie gotowości, można zaoszczędzić kilkanaście procent zużywanej energii. A to bardzo dobry wynik.

vista copy protection scracowany

Już nie news -bo mam ponad dwu-tygodniowe zaległości do nadrobienia, ale informacja ciekawa – scracowano zabezpieczenia visty pozwalając jej przedstawiać się jako ‚genuine vista’.
To co jednak jest najciekawsze to sposób w jaki crack działa – emulując zatwierdzony przez Microsoft BIOS pewnych platform ASUS, HP, Lenovo i Acer. No i co z tego? ano to, że producenci sprzętu są świadomi, iż cała aktywacja to jeden wielki shit, którego jedynym efektem jest niezadowolenie klientów, którym całe zamieszanie z aktywacją się po porstu nie podoba. Zgłosili się więc do emesa z prośbą o certyfikat, nie wymagający aktywacji wersji OEM. Certyfikat taki dostali.
Łącząc wszystko razem po raz eNty dochodzi się do tych samych wniosków i powtarz się te same pytania:

  • każde zabezpieczenie zostanie złamane – im bardziej popularny produkt, tym szybciej
  • im bardziej złożone zabezpieczenie tym bardziej upierdliwe dla końcowego odbiorcy
  • w tym momecie można z całą pewnością stwierdzić, iż fakt o niedogodnościach jest znany również dużym firmom i wszyscy są tego ogólnie świadomi – w tym przypadku zarówno producenci sprzętu jak i Microsoft
  • jak długo więc będzie toczył się ten bezsensowny wyścig? czy robienie coraz dziwniejszych i bardziej skomplikowanych zabezpieczeń czasem graniczących z kontrowersją (jak np. DRM) ma sens? czy nie jest tak, że ten kto ma kupić – kupi, ten kogo nie stać/jest złodziejem – i tak będzie korzystał ze spiraconej wersji?

…z cyklu neverending story…

ciekawe spojrzenie na wojnę o Yahoo

o tym, że toczy się wojna o Yahoo – słyszał pewnie każdy. świat giełdowych machlojek jest mi obcy i kiedy słyszę, że emes ma zapłacić $3o-4o mln dolarów za manipulacje wśród akcjonariuszy nie rozumiem jak to możliwe – tak oficjalnie. jest nawet nazwa firmy specjalizującej się w takich akcjach. huh. ale najciekawsze to spostrzeżenie/pytanie, na jakie trafiłem: Yahoo to 3cia firma na świecie po Google i NSA oparta na opensource… jak mają zamiar poradzić sobie z tym problemem?
nie qmam zamiarów polityki emesa.. sami są ociężałym gigantem teraz chcą łączyć się niemal za wszelką cenę z kolejnym – wyjdzie z tego ociężały Cerber, czekający na urżnięcie jednego z łbów. nie wydaje mi się, żeby ta fuzja spowodowała konqrencyjność dla google… zmiana zarządu Yahoo ma być w maju więc wkrótce się przekonamy q:

Być anonimowym w gąszczu miejskich kamer

Systemy rozpoznawania twarzy działają w monitoringu miejskim i pewnie w wielu firmach będą lub są wdrożone. Niby nic ale człowiek lub być anonimowy, a przynajmniej mieć poczucie prywatności.

Rozwiązanie, które napewno ułatwi zachowanie anonimowości, ale jednocześnie może wzbudzić podejrzenia i może powodować dodatkową kontrolę ;)

Sami oceńcie rozwiązanie o nazwie I-R.A.S.C.

filo-61.jpg

filo41.jpg

filo31.jpg

linus to neandertalczyk

na computerworldzie pojawil sie wywiad z linusem torvaldsem. niesamowite jakim zacofaniem wykazuje sie ten koles.
„I don’t even have a mobile phone! […] I hate phones because they just disturb you, and mobile phones are even worse because you have them with you all the time, so I don’t do mobile phones at all.
nie uzywa komorki – jego wybor. raczej kwestia pracy, sposobu zycia i checi kontaktu z innymi. raczej oznaka izolacji niz powod do dumy. rowniez nie lubie, kiedy w momencie wymaganego sqpienia ktos mi przeszkadza – np. tel, ale urzadzenia maja to do siebie, ze da sie je wylaczyc, odlozyc w inne miejsce, lub [ale to chyba dla niego zbyt zaawansowana funkcja] ustawic aby wydawala sygnal tylko jesli dzwoni wybrana grupa osob. dzieki temu w razie ‚czegos’ mam kontakt z najwazniejszymi osobami… z reszta…

mozna przycztac dalej:
„What do you think of the various Linux distributions?

People talk about how different they are but they actually all end up using pretty much the same kernel, so I suppose as far as I’m concerned there is very little difference between them.”

ignorancja godna developera z klapkami na oczach. caly swiat, caly biznes – i cala podstawa sukcesu microsftu – dobry, intuicyjny interfejs. zreszta to samo bylo w arcie o operze z poprzedniego wpisu. a ten koles stwierdza, ze dystrybucje sie nie roznia, bo maja taki sam kernel. mam wrazenie, ze ten czlowiek jest z kosmosu i nie za bardzo wie czemu jedna dystrybucja sie przyjmuje a inna umiera – ubuntu wygralo wysoka pozycje dzieki latemu instalatorowi, intuicyjnej obsludze i dobrze skonstruowanemu interfejsowi a nie dzieki temu co jest w kernelu, co interesuje pewnie 2%… no moze w przypadq linuxa – nieche bedzie 2o% userow.

i wkoncu wirtualizacja:

„I think it has been over hyped a bit, it’s one of those hot buzz word type of things.”

..po czym nastepuje tlumaczenie czemu jej nie uzywa co w skrocie mozna okreslic ‚bo jest mi niepotrzebna’. wydaje mi sie, ze w przypadq wirtualizacji, zordmuchanie tego slowa nie jest przypadkowe i nie jest chwytem marketingowym a wynikiem szerokich potrzeb calego rynq. mozna samemu nie uzywac [choc nie wyobrazam sobie na dzis dziedziny it gdzie wirtualiki sie nie przydaja – chocby do glupich testow] ale pomniejszac jej znaczenie jest imho duza krotkowzrocznoscia.

wpis jest tendencyjny ale cala reszta dotyczny sfery technicznej i nie ma sie co czepiac. zawsze uwazalem linusa za osobe bardziej otwarta, i ze zdzwieniem przeczytalem takie stwierdzenia.
lekture polecam

steal this film II

wpis na pograniczu z 212 ale ze wzgledu na tematyke lepiej chyba pasuje tutaj. steal this film II to produkcja ukazujaca mechnizm piractwa, probuje pokazac czym realnie jest piracenie i jaki to ma/bedzie mialo wplyw na qlture.
ludzie kopuja. kopiowali i beda kopiowac. dawne „cogigo ergo sum” zostalo zmienione na „kopiuje poki zyje, nasze zycie to kopiowanie i jesli sie czegos nie reproduqje – to znaczy, ze sie nie zyje” i jak kolwiek kretynsko moze to nie brzemiec wyrwane z kontextu, jest w tym sporo racji. szkoda tylko, ze produkcja jest toalnie subiektywna – pojedyncze zdania wypowiedziane przez szefa MPAA sa mixowane i przedstawiane wywkowo, raczej w formie zartu. totalnie zbagatelizowana zostala dysqsja czy poprzez totalne, masowe kopiowanie nie niszczy sie biznesu. obecna sytuacja porownywana jest do pojawiania sie druq, i wyrwania slowa pisanego od nielicznej elity, oddania go ludziom, co bylo jednym z katalizatorow rewolucji francuskiej. czy obecny latwy sposob kopiowania rowniez doprowadzi do rewolucji?
o ile z wiekszoscia przedstawionego materialu zgadzam sie, i szczerze polecam obejrzec bo calosc daje do myslenia, o tyle pewne rzeczy sa niepokojaco skarykaturyzowane – np. pojawia sie mala animacja – przychodzi mama z dziewczynka do kolesia, ktory sprzedaje kroliki po $1o. za drogo. przychodza za tydzien a kroliki sie juz rozmnozyly
„soro jest ich tyle, moze opusci pan cene”
„nie. to moje kroliki i beda mialy cene jaka zechce”
kroliki rozmnazaly sie dlej i byly nie do ochronienia. przychodzi mama z dzieckiem, patrzy na zatrzesienie krolikow i stwierdza
„skoro jest ich tyle, chyba nic sie nie stanie jak jednego wezmiemy”
i zabieraja krolika. a wiec ilosc jest usprawiedliwiem kradziezy? skoro ktos ma duzo to mozna go okrasc bo stosunkowo niewiele straci? co to za wytlumaczenie??! owszem – wspaniale, ideologiczne wypowidzi zwiazanych z dystrybucja i artystow, komunistyczne banialuki twierdzace, ze tworczosci nikt nie zatrzyma, ze kopiowanie daje mozliwosc tworzenia i publikacji wszystkim a nie wybrancom – ok. nie zaprzeczam. ale co z ludzmi, ktorzy z tego zyja? jest *twierdzenie*, ze nie da sie powstrzymac kopiowania, wrecz pokazanie, ze jest to naturlane jak oddychania, ale gdzie dysqsja w jaki zatem sposob dac zyc z tego osobom, ktore chcialyby tym wlasnie sie w zyciu zajmowac i miec z tego profity – wlasnie zeby zyc przyzwoicie? czy przyszlosc to skomunalizowana „sztuka” aka portale z radosna tworczoscia muzyczna na publicznych portalach? czy przyszle „gwiazdy” to osoby, ktorych utwory dostana najwiecej gwiazdek – jak obrazki na pizdausie, czy filmiki na youtube? ale jak sie z tego utrzymac?

w sumie… moze i te pytania sa retoryczne – bo fala jest nieunikniona. sam ogladam divixy i slucham mp3, i wiem ze w zyciu nie bylbym w stanie zaplacic za wszystkie utwory, ktorych wysluchalem. ale radio jakos funkcjonuje – placi sie nie za muzyje, tylko za selektora, ktory ja dobiera, a ten placi za muzyke ktora puszcza. filmy z kablowki ogala sie za free – placi sie za usluge tv kablowej a oni rozliczaja sie za filmy. hurt i detal. a jaka bedzie przyszlosc filmow i muzy w postaci cyfrowej? wczesniej czy pozniej ktos nauczy sie, ze wazna jest usluga. zeby byc piratem trzeba troche poczytac, pouczyc sie, poinstalowac – a ludzie sa leniwi. i nie potrafia wybierac. trzeba ludziom dac gotowca i latwy dostep – a beda placic. za selekcje, za prostote. wygral na tym np. itunes i jemu podobni ale nadal jest to ‚lokalne’, caly czas braqje.. czegos. uniwersalizmu, abonamentu? huh. trzeba zaczac sprzedawac abonament na legalne piractwo…

…ja chetnie wyqpie (: