Skip to Content

IT nieuczesane.
category

Category: OT

jak interpretować informacje

…długo czekałem na taki materiał. dla dzieci, dla siebie, dla znajomych. cytując twórcę:

‚ważniejsza, niż posiadanie informacji w głowie, staje się dzisiaj umiejętność jej weryfikacji’

eN.

słowo o prywatności

privacytaka anegdotka na chwilę refleksji…

oddałem ostatnio stare kasety VHS i Hi8 do dygitalizacji. przed przekazaniem zapytałem, czy dostanę jakiś certyfikat, zapewniający, że materiał nie zostanie skopiowany ani wykorzystany bez mojej wiedzy. pan się uśmiechną, pokiwał głową i powiedział

‚wie Pan, przez tyle lat przychodziło tu tyle osób, nawet jacyś ambasadorzy, osoby publiczne…. i nikt nigdy nie prosił o takie zaświadczenie…’

eN.

 

OT: Macie dzieciaki? Pewnie mądre nie?

No to co im czytać jak one takie mądre?

Rycerze – NUDA, Księżniczki – NUDA, Przygody samochodzików – NUDA,  StarWars – ile można, czytający wymięka… LEM? – … eee jeszcze nie.

Krótka lista książek dla małych ciekawskich co to po rodzicach mają skłonności do zadawania pytań „DLACZEGO?”.

Aby nawiązać do profilu bloga na początek książki techniczne o super komputerach (kwantowych) i nie tylko.jerzy-i-tajny

  • Jerzy i tajny klucz do Wszechświata
  • Jerzy i poszukiwanie kosmicznego skarbu
  • Jerzy i Wielki Wybuch

Trzy książki napisane przez Lucy Hawking i Stephena Hawkinga  (TAK tego Hawkiga!) super fajne, moim zdaniem dla dzieci [6+]. Fajna historia o kosmosie, czarnych dziurach, zderzaczu hadronów i pewniej świni. Oprócz ciekawej historyjki są „wklejki” teoretyczne dla rodziców lub co bardzkiej kumatych dzieci z najnowszymi teoriami z dziedzin fizyki i kosmologii. Polecam kupować kompletem na allegro.

  • Tato a po co?
  • Tato a dlaczego?

Dwie książki [4+] Wojciecha Mikołuszko z odpowiedziami na naprawdę trudne pytania. Np. dlaczego galaretka się giba, albo dlaczego liście spadają zygzakiem. Autor zebrał odpowiedzi od dziesiątek naukowców i fajnym językiem przekazuje zawiłości. Koniecznie powiedzcie dzieciakom o tych naukowcach, inaczej zaczną porównywać mądrego tatę z książki z wami i możecie na tym źle wypaść ;(

Nietechniczne:

  • Seria Mądra Mysz.  Książki: Mam przyjaciela [tu wiele tytułów np. Kosmonautę]    [3+]
  • Seria Świat w Obrazkach Książki generalnie o wszystkim np. Kosmos  [3+]
  • No i wszystko o StarWars… a polecam – LEGO StarWars – Słownik – IMHO taka bardziej przyjazna twarz SW, a przynajmniej kreatywna, bo sobie coś można pobudować bazując na obrazkach.
  • Seria Martina Widmarka – Tajemnica [i tu jakaś tajemnica] np. „Tajemnica Złota” – jedyna wada to cena, bo książka 18 zeta a jest na dwa wieczory.

Będę wdzięczny za kolejne propozycje w komentarzach.

OT:czemu ludzie wierzą w dziwne rzeczy?

polecam dwie fajne prezentacje TED (:

eN.

OT: abstrakcja goni abstrakcję

Trochę nie związane to z tematyką przewodnią tego miejsca, chociaż można stwierdzić, że to całkiem geekowe, to muszę się podzielić z tym co ostatnio naprawdę mnie urzekło. Japończycy nie przestają mnie zadziwiać a tym razem chodzi o wyścigi o nazwie Japan World Cup:

Jeszcze bardziej abstrakcyjna rzecz, a co za tym idzie i bardziej wciągająca, to skoki narciarskie:)

OT: nexus and crux

nie ma lepszego gatunq literackiego nad HardSF. jeśli do tego wmiesza się trochę cyberpunku to mamy  posthumanistyczną wizję społeczeństwa w tempie na 4/4 – czyi to, co tygrysy lubią najbardziej. niestety twórców tego nurtu nie ma tak znów wiele. gatunek jest mocno wymagający zarówno dla piszącego jak i odbiorcy. aby obraz był pełny całość fabuły musi być umieszczona na wielowymiarowym tle – polityki, korporacji, technologii a czasem również fizyki, ekonomii czy ekologii… pożywka dla mózgu (: dawni futuryści jak Lem, Dick czy Assimov – z całym szacunkiem, ale są dobrzy jako rozgrzewka lub dobranocka. HardSF jest jak dubstep – musi porządnie przeorać synapsy.

ostatnio, zupełnie przypadkiem trafiłem na książkę, która tak właśnie mnie załatwiła – niczego nie spodziewając się, otworzyłem pierwszą stronę i posypały się na mnie przygniatające obrazy, sceny zmieniające się w takim tempie i takiej ilości, że „mission impossible” to przy tym dramat pełny dłużyzn. dzieło, o którym piszę to ‚nexus‚ Rameza Naama. referencje Naama – który zajmuje się nanotechnologią zawodowo [a wcześniej pracował w eMeSie] dodają całej książce dodatkowego posmaczq realności.

po zamknięciu ostatniej strony, pomimo zmęczenia, zostaje niedosyt. ogień się wypalił pozostawiając przestrzeń dla nowych pomysłów. ale oto za kilka dni premierę będzie miała druga pozycja fabularna Naameza – Crux, która jest kontynuacją Nexusa.

dostałem ślinotoq i już poluję na eBayu….

eN.

na bezdrożach…

ostatnie 3 tygodnie spędziłem w miejscu o ograniczonym dostępie do osiągnięć obecnej cywilizacji. jak na razie to ‚najdziksze’ miejsce w jakim miałem okazję spędzać czas – mongolia. podstawowa infrastruktura, która wydaje się oczywista – drogi, telefon, prąd – wcale nie jest taka oczywista i powszechna. w takich warunkach można przyjąć jedną z dwóch pozycji – cieszyć się, że odizolowało się od cywilizacji albo dobrze przygotować się do wyjazdu. pierwsza opcja jest bardzo wakacyjna i przyjemna jednak dla bezpieczeństwa warto mieć jakieś systemy backupowe.

niniejszym kilka luźnych pomysłów – podejrzanych u wycieczkowych geeków (:

[na fotce - jennix (: ]

kindle

do tej pory byłem silnym przeciwnikiem ebooków. nie ma to jak porządny, pachnący drukiem papier, lekko pomięte i przybrudzone kartki – książka, która żyje wraz ze mną i przeżywamy historię wspólnie. to jest to, co lubię. poważniejszym argumentem jest po prostu brak tytułów dostępnych na ereadery, które lubię. niemniej po tym wyjeździe zacząłem się przekonywać do kindla. jest już dużo szybszy niż dwa-trzy lata temu, kiedy go testowałem poprzednio, jednak przede wszystkim przekonała mnie opcja 3G – bez opłat roamingowych. wraz z kindlem, nabywa się prawo do korzystania z niektórych serwisów – np. prenumeraty egazet czy wikipedia. nie działa to z każdą siecią, ale praktycznie w każdym kraju z jakąś mają umowę. w mongolii rzadko-bo-rzadko ale również czasem udawało się skorzystać. jest to niewątpliwie olbrzymi plus – dostęp do bieżących informacji i encyklopedii bez opłat roamingowych to cenne źródełko.
no i oczywiście to, że książkę przeczytałem w 3 dni, druga mi nie podeszła…. i resztę wyjazdu nie miałem co czytać /:

tablet

tabletu póki co nie mam – za drogi gadżet. testowałem tanie tablety na androidzie i zupełnie mnie nie zadowalały. rolę tabletu pełni mi galaxy S3 – póki co jest świetnym kompromisem pomiędzy samartfonem a tabletem, choć zaczynam zastanawiać się na nexusem 7 (; w każdym razie jeśli zabierać ze sobą jakiekolwiek urządzenie to właśnie tablet lub dobry smartfon. oczywiście należy go wyposażyć w odpowiednie apki, aby był cenną pomocą podczas podróży. należy również pamiętać, że prądu może nie być przez kilka dni… oszczędzanie baterii staje się krytyczne:

  • przewodniki w postaci PDF. nie zajmują miejsca w plecaq, mieszczą się w kieszeni w dowolnej ilości.
  • mapy offline. google ma możliwość ściągnięcia fragmentu mapy w postaci offline, polecam jednak sprawdzenie orux maps. jest o tyle ciekawe, że potrafi zassać mapy z kilq różnych źródeł w różnych skalach. na S3 nie jest zbyt wygodne – mimo wszystko przydaje się większy wyświetlacz, niemniej pozostaje przydatne do weryfikacji położenia.
  • gReader – znów kwestia niedostępności netu. niektóre czytniki powalają na zassanie newsów do cacheu co pozwala zasilić się przy źródełq i mieć lekturę na później. funkcja jest ‚beta’ w gReaderze ale ogólnie działa. inne czytniki warte sprawdzenia: appy geek, news republic
  • aplikacje do wardrivingu – wardrive, wifi analyzer, wifi radar czy inne wynalazki – pomagają zlokalizować APka. w krajach gdzie net nie jest popularny security również nie jest zbyt popularne (; jest wiele niezabezpieczonych sieci dzięki czemu można parę minut posterczeć pod jakimś oknem i zassać sobie newsy czy mapy q:

dostęp do poczty

co jak co, ale email to podstawa. ciekawy podpatrzony trick – przekierowanie pierwszej części maila na SMS. dzięki temu za free, nawet w roamingu, dostaje się informacje o przychodzącej poczcie i można zdecydować czy wiadomość jest na tyle krytyczna, że trzeba latać i szukać dostępu do netu, czy nie.

problem na jaki się natknąłem to ‚two factor authentication’ dla gmaila. aby się zalogować muszę wpisać hasło, które przychodzi SMS. no świetnie… a jak aqrat nie ma w tym miejscu pokrycia? a o kodach offline nie pomyślałem /: koniecznie trzeba przy sobie nosić gdzieś pliczek z kodami w razie takich problemów.

feedback

warto, aby rodzina/znajomi mieli jakąś informację zwrotną o tym, gdzie jesteśmy. w razie poważnej awarii pozwoli to nas jakoś odnaleźć. można wypożyczyć telefon satelitarny – trochę kosztuje, ale daje gwarancję komunikacji w praktycznie każdym zakątq świata. my zrezygnowaliśmy z tego pomysłu ponieważ miejsce jest bezpieczne, niemniej jadąc w groźniejsze miejsca, warto zainwestować.

tańszą opcją są messengery satelitarne – np. firmy spot. dają możliwość wysyłania znacznika położenia. z interfejsu dostępnego u producenta można zlinkować to np. z FB albo wysyłać mailem, dzięki czemu rescue team ma naszą pozycję z jakąś-tam dokładnością.

coś jeszcze?

na pewno przejściówka z microSD na normalne karty, kabel zasilający pasujący do standardu żeby nie zostać bez ładowania, ładowarka na baterie słoneczne…

fajną opcją jest również 2-SIMowy telefon. na miejscu można doqpić prepaida z netem co mocno uniezależni nas od poszukiwań netu.

jak macie jakieś dodatkowe pomysły – piszcie (: warunek – chodzi o to, żeby zabrać ze sobą minim rzeczy. w końcu bieganie z dodatkowym plecakiem na elektronikę i kabelki mogłoby być nieco upierdliwe q:

eN.

Kim jesteś? Sysadmin czy netadmin?

Przy postach Nexora mam poczucie lekkiego pajacowania, nie powstrzyma mnie to jednak przed podzieleniem się z wami linkiem.

Fajna analiza dwóch niby różnych a jakże podobnych osobowości. Plecam głównie część Social Live od slajdu 35 w górę

http://www.slideshare.net/SolarWinds/netadmin-and-sysadmin-survey-results

Na naszych oczach

To że się robię nostalgiczny nie jest tajemnicą, dla osób które są obok mnie, a że mój  syn upodobał sobie film Apollo 13 i oglądamy go na okrągło, skłoniło mnie do przemyśleń.
W 1969 roku, więc niemal na naszych oczach wylądował załogowy statek na księżycu, nie chcę się tutaj za dużo rozwodzić o samym fakcie, ale ci co byli centrum NASA (Przylądek Canaveral) lub chociaż oglądali jakiś film o misjach Apollo wiedzą, że obecnie strażak w Żabiej Górce Zdroju ma lesze wyposażenie niż ówcześni kosmonauci. Nie było porządnych materiałów, nie było doświadczenia i praktycznie nie było komputerów. Większość rzeczy było sterowanych elektrycznie lub manualnie.  Do tego nie było praktycznie zupełnie grafiki komputerowej więc telewizja w odcieniach szarości pokazywał plansze  ze strzałkami Adama Słodowego.

Przykład jest tutaj.

Kult metalu, szkła i ogromnej ilości paliwa…

Przez te kilkadziesiąt lat zmieniło się praktycznie wszystko a zmieni się jeszcze więcej. Żeby się za bardzo nie rozpisywać możemy sobie porównać co elektronika dała nam w ostatnich latach na przykładzie lądowania łazików na Marsie. Kolejny raz pomijając całą złożoność tematu (tu nie miejsce na to) dwa lądowania. Pierwsze jeszcze w starym stylu … łubudu

Opportunity wylądował efektownie, skutecznie, ale niedbale. Były problemy po lądowaniu … mamy już obraz 3d i oczywiście pełne elektroniczne, samodzielne sterowanie lądowaniem i raptem kilka lat później … majstersztyk

Jak to pierwszy raz zobaczyłem, byłem przekonany, że oglądam coś co jest tylko wizją pisarza SF. Ale udało się, wylądował w stylu pięknym.

Piękne animacje NASA oraz doskonały sprzęt na łaziku … kamery wielospektralne oraz cuda jak ChemCam (silny laser, który jest w stanie z odległości kilku metrów odparować fragment marsjańskich skał – urządzenie pozwalające wykrywać skład chemiczny i wykonywać mikrofotografie pobranych próbek) powodują że dla mnie osadzonego cały czas w czasach Appolo 13 wydaje się to literacką fikcją.

Bonusik

Nie wiem gdzie nastąpił większy rozwój, w możliwościach animacji, rozwoju materiałów, organizacji wielkich projektów … ale oglądając te rzeczy krew mnie zaczyna zalewać, bo pewno dzisiaj przestanie mi działać jaki przełącznik w laptopie, nie będę mógł zmusić skanera sieciowego do przesłania pliku na dysk a domowy router 4 razy utraci połączenie z LTE i trzeba będzie to gówno restartować! Do tego w tym tygodniu spotkam kilka osób opowiadających o tym jaki to MS jest do dupy, bo on mają XP i już nie ma wsparcia. (nawiązanie tematyczne do bloga ;p )

Wiem że za jakieś 15 lat coś fajnego poleci na Marsa balonem i na miejscu z jednego małego panelu słonecznego rozpierdzieli 10t skał dzidą laserową a ja w tym czasie będę tankował samochód który będzie palił 10l / 100 km wysokooktanówki. Wiem też że zabawka mojego syna przetrwa 20 lat i nawet antenka się nie odłamie a przyciski w pilocie telewizyjnym przestaną reagować za 2 lata …. I mógłbym tak dalej … i mógłbym zadawać pytania …. Ale niestety chyba znam odpowiedzi…

Ja chce do NASA!!!

OT: City Exploring

City Exploring to taka gra. kiedy się jest w nieznanym mieście można zwiedzać ciekawe miejsca … tylko co znaczy ‚ciekawe’? muzea? ruiny? ‚ważne’ budynki? i czy po takim zwiedzaniu odczuwa się prawdziwą atmosferę miasta? tajemnica klimatu kryje się nie tam gdzie są turyści [w takich miejscach atmosfera ma charakter mocno globalny q:] tylko w małych zakątkach, nieznanych uliczkach, wśród zwykłych ludzi – biegnących do pracy, odpoczywających w kawiarniach czy pubach, na obrzeżach miasta i w nieodwiedzanych częściach. w taki sposób można zwiedzać również własne miasto – zboczyć z głównych dróg, odciąć się od ‚szlaków’ i trafić do innego świata.
zasady gry są proste:

  • nie używać map w żadnej postaci [chyba, że do samego zapisu i późniejszego odtworzenia, ale nie podczas ‚rajdu’]
  • nie mieć konkretnego celu za to dysponować czasem
  • po prostu iść wybierając losowe kierunki – te trochę bardziej niepokojące, wąskie uliczki, przypadkowe zakręty. po prostu zobaczyć na horyzoncie coś ciekawego i spróbować tam dotrzeć. jeśli się zgłodnieje – poszukać jakiejś lokalnej speluny zamiast 5* restauracji. spróbować się zgubić – jesteśmy tak obładowani gadżetami [i codziennością], że za pewne większość nie pamięta nawet co znaczy ‚zgubić się’. przemierzamy dobrze znane szlaki, albo ciągniemy się śladem GPSa, nie zastanawiając się nad otoczeniem, nie obserwując ludzi ani budynków. kiedy ostatnio czuła(e)ś dreszczyk emocji – ‚czy wiem gdzie jestem?’. zaczyna się bacznie obserwować otoczenie, wypatrywać znaków szczególnych, obserwować położenie słońca/gwiazd – rzeczy, które nie tak dawno były oczywiste, dziś, w miejskich szczurach, wyeliminowane.
  • pozostaje wrócić do swojego habitatu – pamiętasz kierunek? jeśli potrzebujesz wskazówek – zapytaj kogoś. nie używaj map ani elektroniki. sprawdź reakcję ludzi – czy uda się dogadać? może czasem trzeba na migi, czasem używając bardzo podstawowych słów – ale jak inaczej przekonać jacy są ludzie w danym miejscu?

ryzykowne? być może miałem szczęście – ale nigdy nic mi się nie stało. zwiedzałem tak warszawską pragę w środku nocy, uliczki damaszku [podczas rewolucji q:], spałem na dworcu w wenecji i po jakiś zapyziałych dzielnicach paryża… ludzie okazywali się [prawie zawsze] pomocni [w najgorszym przypadku nieprzydatni (; ], skorzy do pomocy – często zupełnie nie znając języka gdzieś zaprowadzili, coś pokazali – to na prawdę przywraca wiarę ‚w świat’ (:

wolę takie zwiedzanie-błąkanie, niż zaplanowane wycieczki od-pomnika-do-pomnika…

eN.