Skip to Content

IT nieuczesane.
category

Category: article

Logowanie do domeny – Vista/w7

Komu podoba się nowy ekran logowania w Vista? imho idea stojąca za ekranem aż do wersji XP/2k3 jest bardziej przejrzysta i wprowadza mniej zamieszania… ale być może jestem dinozaurem IT, który żyje przyzwyczajeniami*

De gustibus non est disputandum a fakty są faktami i trzeba sobie z nimi radzić. A przecież są dostępne polisy GPO, które proces logowania pozwalają ładnie dostosować [dla przyzwyczajonych do slangu – scustomizować (; ]. Niektóre opcje dostępne są od czasów w2k – a przecież sporo się zmieniło. Oto krótki przewodnik [guide], sugerujący które opcje warte są ustawienia, a których lepiej nie używać:

image

Warte uwagi:

Assign a default domain for logon: pozwala uniknąć wpisywania użytkownika w postaci domena/user czy user@domena.com upewniając się, że użytkownik nie będzie miał dylematów czemu raz na jakiś czas nie może się zalogować [bo próbuje to zrobić do stacji lokalnej]

Do not process the run once list: opcja jest tak na prawdę od jakiegoś czasu, ale od pojawienia się Vista, totalnie zmienia się idea zarządzania uruchamianymi podczas startu procesami. w jaki sposób? nowy scheduler jest mechanizmem na tyle potężnym i rozbudowanym, że klucze run i runonce mogłyby [imho – powinny, i to ASAP] zostać usunięte. ponieważ sporo malware’u i spyware’u i innych ‘miłych dodatków systemowych’ używa ich jako opcji autostartu – jest wbrew pozorom całkiem ważna opcja ze względu na bezpieczeństwo.

Pomimo, że problem jaki stanowi duża liczba miejsc, w których programy mogą dodać się do uruchamianych podczas startu/logowania, jest znany od dawna – nikt nie stara się tego zmienić [co mnie trochę dziwi]. oczywiście narzędzie ‘autoruns’ z sysinternals pomaga problem okiełznać – ale czy nie lepiej problemowi przeciwdziałać, zmiast go potem eliminować? jeśli zabroni się edycji katalogu ‘startup’ oraz kluczy run i runonce – znacząco zredukuje to platformę potencjalnego podszycia się jakiejś niechcianej aplikacji ale również znacząco uprości administrację – bo w końcu wszystko będzie w jednym miejscu. Miejscem tym imho powinien być właśnie scheduler.

Nie używać:

Always Use Classic Logon: w sumie informacja jest raczej jako ciekawostka niż wskazówka – konfiguracja tej opcji jest po prostu bezsensowna, ponieważ:
służy tylko dla windows XP-
tylko przy stacji poza domeną… a kto konfiguruje stacje lokalne via GPO? [przyznam się, że mój domowy staruszek jest mocno skonfigurowany via GPO… ale to zboczenie zawodowe (; ]

Run these programs at user logon: można tak. Ale jak mawia stare powiedzenie “y use windows since there is door?” (; lepiej używać mechanizmów specjalnie po to pomyślanych – czyli np. skryptów logowania. A więc jeśli Twoim celem nie jest ‘skamuflowanie’ jakiejś aplikacji – co może w przyszłości zostać zapomniane i powodować jakieś problemy – warto przyjąć, że opcja ta ma status ‘obsolete’ – czyli jest tu przez zasiedzenie od czasów dinozaurów – a przecież “trzeba iść z czasem, z postępem, z osiągnięciami” q:

 

reasumując: używajcie schedulera!

ps. na blogu masakry pojawił się właśnie bardzo fajny link do strony oficjalnych tłumaczeń z angielskiego na ‘nasze’. a więc pomimo, że doedukowałem się i teraz już wiem, że scheduler to “harmonogram zdań”, pozwolę sobie w texcie zostawić angielski odpowiednik – żeby trochę podrażnić purystów językowych (;

*takim strasznym dinozaurem nie jestem. moim marzeniem jest świat bez haseł – wszystko oparte o certyfikaty. o ileż wszystkie procesy byłyby łatwiejsze i bezpieczniejsze…

n.

Windows Mobile 6.1

Stałem się ostatnio szcześliwym posiadaczem telefonu z systemem WM. Wcześniej na swoim PDA używałem już WM jednak nigdy na telefonie.

Pierwsze wrażenie: dramat

Żeby coś szybko zrobić w trybie telefonu na WM trzeba się przeklikać przez tyle opcji, ustawień itp rzeczy, że zapomina się co chciało się zrobić. Co rzuca się w oczy to niekonsekwentny interfejs – brakuje tak jak w systemach komórkowych opcji umieszczonych w jednym miejscu – na WM by coś ustawić np w opcji telefonu trzeba latać po całym systemie.

Poza tym, żeby dojść przykładowo jak ustawić „potwierdzanie dostarczenia wiadomości sms dla wszystkich wiadomości” to trzeba być niezłym geekiem – gdyby nie internet to długo by mi zajęło dojście do tego jak to ustawić.

I teraz na boga jak zwykły user (looser) który nie zna WM ma używać takiego telefonu kiedy wszystko jest takie nieintuicyjne?

Mnóstwo rzeczy już ustawiłem (dzięki internetowi) jednakże z kilkoma nie mogę sobie dać rady, mianowicie:

jak ustawić na WM by podczas rozmowy przychodzącej sygnał był narastający i wibrował? Nie ma takiej opcji:) może albo wibrować albo dzwonić i wibrować. Narastająco już nie;)

Poza tym budzik – nie ma budzika:) Co to za telefon bez budzika? Są alarmy ale budzika niet. Co więcej w alarmach nie mogę ustawić (albo nie wiem gdzie to się ustawia) jaką melodyjką ma dzwonić. Prozaiczna rzecz a nie można tego zrobić albo ja nie wiem jak.

Następna sprawa: galerie aparatu – zapomnijcie o tagach do zdjęć;) na moim zwykłym Sony Ericssonie można było zdjęcia przeglądać z poziomu tych które ostatnio zostały zrobione, z podziałem na datę itp. W WM nie ma takiej opcji:) Są wszystkie zdjęcia jak leci i znajdz sobie teraz człowieku te zdjęcie które przykładowo zrobiłeś w lipcu 2008:)

Minutnik – nie ma minutnika oczywiście równiez:) np gotuję ryż chce sobie ustawić minutnik kiedy go mam wyłaczyć – od 12 lat jak używam telefonu ustawiałem sobie to w telefonie – w 2009 roku na WM 6.1 nie ma jeszcze tej opcji;)

Można by długo opisywać i podawać przykłady – polecam każdemu by pobawił się przez chwilę WM na telefonie – wrażenie jest niezapomniane – jak bardzo można zamotać cały system by z intuicją nie miał nic wspólnego:)

Oczywiście są zewnętrzne aplikacje (płatne i bezpłatne) które można zainstalować – ale na boga – człowiek kupuje telefon to chce żeby był telefonem ze wszystkimi standardowymi opcjami do których jest przyzwyczajony od lat i które są standardem.

Ahhh jeszcze jedna rzecz mi się przypomniała – wydawało by się, że WM to system biznesowy więc logi powinny być super i piękne tak żeby było sobie można wszystko sprawdzić. Otóż chce sobie sprawdzić ile trwały moje ostatnie połaczenia z poszczególnymi osobami – i co? I nic – nie ma:) Jest tylko czas ostatniego połączenia i czas sumaryczny i to wszystko. Tak było  pod koniec lat 90;) O liczniku SMSów oczywiście należy zapomnieć:)

Jeszcze słowo o kontaktach – generalnie cały system kontaktów opiera się na tym znanym z Outlooka. Trochę naiwnie myślałem, że jak np wejdę w jakiś kontakt to będę miał dostęp do historii np połączeń telefonicznych z daną osobą bądź z poziomu kontaktu przejdę do smsów wysłanych przez daną osobę. Byłem naiwny tak myśląc:) Nie jest to w ogóle połączone ze sobą;) Dramat…

Reasumując: ktoś kto chce przesiąść się ze zwykłej komórki na telefon z WM przeżyje dramat. Ja go przeżywam mimo, że znam dość dobrze WM -wole nie myśleć o zwykłych userach którzy nigdy z tym systemem nie mieli do czynienia;)

w7 – biblioteki doqmentów

postanowiłem zaryzykować i zainstalować w7 na maszynie produkcyjnej. żeby nie tracić czasu, po zrobieniu obrazu dysq, zrobiłem normalny upgrade. obraz szczęśliwie okazał się niepotrzebny, wszystkie aplikacje działają tak jak działały – po 3 dniach testów wydaje się, że to najlepsza beta 1 w historii emesa. system nie pozostaje bez zmian i kilka bugów natrafiłem ale…

a teraz do meritum:
w w7 pojawiło się kilka ciekawych usprawnień – jednym z takich usprawnień jest mechanizm biblioteki doqmentów. idea jest prosta, fajna i użyteczna: grupowanie katalogów pod wspólną nazwą biblioteki. Lista bibliotek jest później dostępna w podręcznym menu w oknach dialogowych. Konfiguracja jest trywialna – mała rzecz, a cieszy:

  • ikonka „libraries” znajduje się na pulpicie. w okienkach dialogowych widać spis bibliotek – zamiast do pojedynczych katalogów – wygodne
    konfiguracja bibliotek 1
  • bibliotek nie trzeba kasować – można je wyłączyć z widoq – dzięki czemu nie będą pojawiać się w oknach dialogowych. można dodać wiele katalogów – każdy z nich można dla przejrzystości zwijać podczas przeglądania
    konfiguracja bibliotek 2
  • dużo wygodniejsze zarówno od skrótu ‚moje doqmenty’ czy vistowego ‚username’ wskazującego na katalog profilu – wszystko co trzeba pod ręką, odpowiednio poukładane
    konfiguracja bibliotek - wynik

dlaczego OSX nie stanie się standardem i inne..

nadrobiłem potworne zaległości w newsach ze świata. okazuje się, że wcale tak dużo się nie dzieje, kiedy spojrzeć na to z większej perspektywy – ponad miesiąc nie miałem czasu na regularność. to trochę tak, jak gibon pisał na blogu – kiedy maila odbiera się co kilka minut wydają się super ważne.kiedy czyta się je raz dziennie okazuje się, że zabierają dużo mniej czasu i nie traci się dnia. imho trzeba dodać do tego pewien ‚chłód’ – bo na zimno, informacje wydają się być bardziej strawne.
z ciekawszych artów trafiłem na art w NYTime – dla czego laski nie chcą zajmować się komputerami. pada stwierdzenie, że autorka napisała pracę na 124 strony na ten temat. śmieszne – bo sumie nie znalazłem odpowiedzi na zadane pytanie w atcie.. chyba go nie zrozumiałem – przykładowo autorka twierdzi, że kobiety boją się skojarzenia ze słowem ‚geek’ czy ‚nerd’. imho po prostu boją się sprzętu i nie potrafią myśleć analitycznie. kobiety posługują się abstrakcjami, które rzadko kiedy są w stanie wyjaśnić – coś jest, albo nie jest… nie ważne dla czego i jak. a na tym właśnie opiera się całe IT. no oczywiście spłycam, ale nie zamierzam pisać 124 stron opracowania na ten temat. niemniej ciekawą informacją jest trend odwrotny do tego co zauważa się w innych, oqpowanych przez facetów zawodach – wszędzie raczej zauważa się coraz więcej płci pięknej podczas, gdy na studia tzw. computer science jest ich z roq na rok coraz mniej…

no i drugi w miarę ciekawy art jest odpowiedzią na pytanie z tematu. sześć powodów dla których OSX nie będzie standardem. w sumie nic odkrywczego i przy niewielkiej modyfikacji można by napisać sześć powodów dla czego Windows dominuje i będzie dominował na rynq systemów operacyjnych. tak w skrócie:

  • obecnie jest windows. utrzymanie i ew. upgrade infrastruktury jest nieporównywalnie tańszy niż wymiana na nowy system – imho jakikolwiek system by to nie był.
  • ilość dostępnego softu na PC jest nieporównywalnie większa
  • wedle autora kolejnym ważnym czynnikiem jest źle ztargetowana reklama – zbyt wyluzowana, nie trafiająca do poważnego bussinessu
  • OSX jest platformą zamkniętą – i działa tylko na niewielkiej ilości sprzętu – nie da się zrobić własnego builda….
  • …sprzętu sprzedawanego tylko przez Apple i dużo droższego niż przeciętny pecet
  • no i na koniec steve jobs. raz już odszedł z firmy i ta mało nie-zbankrutowała. co się stanie jak go zabraknie? apple nie ma przyszłości.

imho dcydujące są przede wszystkim dwa pierwsze czynniki – będąc zarazem najbardziej uniwersalne. jeśli cokolwiek stanie się zagrożeniem dla windowsa to będzie to pewniej linux niż którykolwiek inny system.

czemu winda zjada tyle miejsca na dysq?

bardzo często w argumentacji przeciw windowsom pada oskarżenie o to, że windows jest potwornie zasobożerny co do RAM i HDD. o pamięci było już jakiś czas temu – a więc czas na obalenie kolejnego mitu – pochłanianie miejsca na dysq.
na blogu ekipy windows 7 pojawił się świetny art poświęcony w całości tematowi miejsca na dysq: disk space – i zaliczam go do serii „lektura obowiązkowa”. zastanawiam się czy go przetłumaczyć na polski – co o tym sądzicie?

w skrócie co tam można znaleźć:
najczęstszym wytłumaczeniem ilości miejsca zajmowanego przez windę jest text w stylu ‚przecież jest nowa era i dobie 1T dysków nie trzeba się martwić’. takie sformułowanie nie pada w tym arcie – co od razu daje wielkiego plusa i wytrąca broń z ręki zaciętych geeków, którzy będą walczyć do ostatniego niepotrzebnie zajętego bajta na dysq. osobiście o ile zgadzam się z takim stwierdzeniem, o tyle również uważam, że jako argument trąci lamerstwem.
w zamian znajdzie się tam tabelka pokazująca który komponent ile na dysq zajmuje:

jest też ciekawy opis funkcji katalogu WinSxS, który raportowany jest przez system jako wielo-gigabajtowy folder [u mnie np. ~6GB]. w rzeczywistości jest on pełen hardlinków, a więc de facto zajmuje koło 4ooMB. na temat samego offline patchingu trzeba by kiedyś skrobnąć – tym bardziej, że jak widzę nie łatwo to wygooglać.
bardzo fajny tips, o którym nie wiedziałem: zainstalowałeś SP1? nie będziesz odinstalowywał? uruchom vsp1cln.exe – który czyści backup z przed SP. mi zaoszczędził prawie 9ooMB.
na koniec można znaleźć informacje na temat tego, czego można spodziewać się w w7 – i tak inżynierowie obiecują zmianę modelu instalacji sterowników [prawie 1GB to sterowniki drukarek!] – sugeruje się aby większość była tylko on-line co imho jest dobrym posunięciem… o ile będzie opcja instalacji w stylu ‚add all drivers offline’ – czy to na samej płycie, czy możliwość zassania takiej paczki i instalacji. mimo wszystko nie wszyscy mają pełny dostęp do netu. pojawiają się informacje o zmianie sposobu przechowywania hiberfil.sys oraz lepszy interfejs do zarządzania zajętością miejsca przez restore pointy.

brzmi smacznie.

btw: o ile sprawdzałem, standardowe instalacje najpopularniejszych dystrybucji linuxowych – ubuntum, fedora czy openSUSE – zajmują na dzień-dobry więcej miejsca niż vista. podstawową różnicą jest fakt, że linux pozwala na bardzo granularny wybór instalowanych ficzerów. odinstalowanie z visty niemal wszystkiego w ‚programs and features’ nie spowoduje, że system stanie się malutki i leciutki. ale jeśli ktoś uważa się za geeka i prawdziwego twardziela – może skorzystać z aplikacji odchudzających, które przede-wszystkim wycinają sterowniki, i wyłączyć restore pointy – to powinno zmniejszyć footprint o jakieś 5o%.
btw2: w jednym z projektów dla klienta zostałem poproszony o odchudzenie obrazu. pierwszym miejscem w jakie sięgnąłem był vLite. problem polega na tym że przy instalacji pojawia się info „non for commercial use”. napisałem do twórcy i napisał, że emes nie wspiera tego rozwiązania i w zasadzie jego stosowanie łamie licencję. upewniłem się w emesach – i faktycznie przy zastosowaniu produkcyjnym, jak to się ładnie określa „nie jest wspierany” – co przy takich projektach oznacza po prostu „nie używać”. ręczne wyrzucenie sterowników – a więc de facto zrobienie tego, co m.in. robi vLite – nie jest takie trywialne. imho – emes mógłby qpić vLite i dołączyć go oficjalnie do pakietu MDOP.

w2k8 R2 a VDI

dwie konferencje: PDC, która się niedawno zakończyła oraz WinHEC, która jeszcze trwa – to dwie największe konferencje które zawsze przynoszą wiele informacji nie tylko o tym co jest – ale [może nawet zwłaszcza] o tym co będzie. Jednymi z głównych tematów jest w7 i w2k8 R2. Jest to drastyczna zmiana w strategii emesa – aby tak wcześnie o betach mówić tak dokładnie [o ile na WinHEC zawsze było dużo takich newsów, PDC sqpiał się raczej na teraźniejszości] – a newet je rozdawać!(SIC!) – na WinHEX ma być rozdawany w7 M3.
można było się spodziewać lawiny newsów dotyczących produktów – i tak też się dzieje – na temat w2k8 r2 pojawił się zalew informacji, i są one bardzo, bardzo interesujące – funkcjonalności, które się pojawią to kolejny poważny krok. chyba emes wziął sobie do serca szybkie wypuszczanie nowych wersji, bo 2 lata [w2k8 r2 wedle roadmap ma być w q1 2k1o] na taki upgrade to nie tak dużo:
feature overview na binq
strona domowa w2k8 r2

No i chwilę później pojawia się ciekawa informacja na binq dot. RDP. Zmienia się nazwa z Terminal Services na Remote Desktop Services a zmienia się, ze względu na przemodelowanie idei, i podejścia do zdalnego pulpitu jako-takiego. Już od jakiegoś czasu na slajdach emesowych Remote Desktop pokazywany był jako fragment infrastruktury wirtualnej. trochę dziwne… ale w sumie jest to jakiś poziom abstrakcji – a w końcu taka jest rola wirtualizacji: stworzyć dodatkową, abstrakcyjną warstwę, uwalniający od ścisłego związq z innymi warstwami – sprzętowymi, lokalizacyjnymi etc.
zapowiedzi nowych funkcjonalności pokazują, iż zrobiony będzie jeszcze jeden krok dalej:

„Extending Remote Desktop Services to provide tools to enable a Virtual Desktop Infrastructure (VDI). The in-box Remote Desktop Services capability is targeted at low-complexity deployments and as a platform for partner solutions, which can extend scalability and manageability to address the needs of more demanding enterprise deployments. Combined with Microsoft Hyper-V Server, System Center Virtual Machine Manager, App-V within MDOP, and VECD licensing, Microsoft provides a complete end to end VDI solution.”

muszę poszukać jakichś technicznych materiałów, bo ten bełkot nie do końca pokazuje ideę jaka za tym stoi – zalew marketingowego shitu jak widać dopadł również binka – najpierw zamydlić oczy kolorkami a potem pokazać o co tak na prawdę chodzi. trochę więcej pojawia się w następnym akapicie:

„A connection broker infrastructure, which extends the Session Broker capabilities already found in Windows Server 2008, and creates a unified admin experience for traditional session-based remote desktops and (new) virtual machine-based remote desktops. The two key deployment scenarios supported by the Remote Desktop Connection Broker are persistent (permanent) VMs and pooled VMs. In the case of a persistent VM, there is a one-to-one mapping of VMs to users; each user is assigned a dedicated VM which can be personalized and customized, and which preserves any changes made by the user. Today, most early adopters of VDI deploy persistent VMs as they provide the greatest flexibility to the end user. In the case of a pooled VM, a single image is replicated as needed for users; user state can be stored via profiles and folder redirection, but will not persist on the VM once the user logs off. In either case, the in-box solution supports storage of the image(s) on the Hyper-V host.”

tylko jak rozumieć „virtual machine-based RD”? z opisu wynika, że chodzi o przygotowanie każdemu użytkownikowi środowiska w postaci ‚wirtualnej stacji roboczej’. cienki klient, odpala się maszynka wirtualna, klient się łączy i pracuje na swoich ustawieniach. WOA… jak z obciążeniem środowiska? idea cienkich klientów była modna ok. 1o lat temu – przetrwały niszowo rozwiązania typu cytrix… huh. no może z tą niszą to trochę przesadzam – nie mam danych ile osób w taki sposób pracuje, ale z drugiej strony trochę w różnych firmach bywam i cytrix nawet jeśli jest – występuje jako dodatek do istniejącej infrastruktury AE [actually existent (; – na razie używa się ‚VM’ bo bardziej naturalna jest ta fizyczna część, ale jak dalej tendencja się utrzyma, to może być odwrotnie q: ]. jeśli dobrze rozumiem pomysł emesa, to zastanawiam się, czy nie jest to zwrot q wymarłym ideom, będący bardziej chwytem marketingowym – „mamy pełne rozwiązanie VDI” – niż realnie przydatną w codziennym życiu technologią. ale z opinią powstrzymam się póki przynajmniej nie poczytam dokumentacji technicznej.

..a najbardziej cały czas zastanawia mnie kidaro…. jakiś pojedynczy przeciek jakiś czas temu i cisza… informacje o tym będą pojawiać się w ramach MDOP/DDPS a o tym dużo ciszej się mówi, ale tam również póki co cisza. a szkoda – bo imho to byłoby z punktu widzenia klientów realną wartością i wielce pożądaną funkcjonalnością…

Cloud Computing

z cyklu „trudne słowo na dziś”:
coraz częściej pojawia się na różnych site’ach sformułowanie: Cloud Computing, po polskiemu czasem określane „systemami klałdowymi” lub bardziej po polsku „systemy chmurowe”. Idea wyrosła z jednej strony z idei „cienkiego klienta” i środowiska terminalowego, z drugiej z nowoczesnego medium jakim jest Internet. I tak „cloud” pochodzi od obrazka chmury jaką oznacza się Internet na rysunkach, Computing – to oczywiście przetwarzanie danych. Chodzi więc o usługi udostępniane online – przy czym nie chodzi o usługi w sensie np. portali społecznościowych, a usługi bussinessowe takie jak właśnie szeroko rozumiane przetwarzanie danych uwzględniając aplikacje office’owe i obliczeniowe aż po zwykłe magazyny. Od jakiegoś czasu mówi się, iż google pracuje nad „systemem internetowym” – poprawna obecnie nazwa to „system chmurowy” – czyli cienki klient z przeglądarką internetową, a cała reszta dostępna online (cloud applications) – kalendarz, klient poczty, aplikacje officeowe i co tam klient sobie jeszcze zażyczy.

To tak w dużym skrócie. Rzeczywistość jest dużo bardziej złożona i tak np. cloud computing postrzegany jest jako forma wirtualizacji – w końcu daje to niezależną od sprzętu i systemu warstwę aplikacyjną. Podobnie również jak i inne kwestie wirtualizacji – ma już swój model warstwowy, składający się z kilq komponentów:

  • Aplikacja
  • Klient
  • Infrastruktura
  • Platforma
  • Usługi
  • Magazyn danych

Wymienione pojęcia wyglądają mętnie w tak okrojonym przedstawieniu dla tego odsyłam bardziej zainteresowanych do artu na wikipedii. Tych mniej zainteresowanych uświadomię tylko, iż chodzi o pokazanie jak bardzo zaawansowane (świadomościowo) są technologie, definiując potrzeby w różnych warstwach i dostarczając różne rozwiązania zależnie od poziomu wymaganego przez klienta. Jest więc to niewątpliwie pojęcie które warto dołączyć do swojego słownika gdzieś pod słowem kluczowym „wirtualizacja”.
Zaletami takich rozwiązań są głównie: uniezależnienie się od platformy systemowej, pozbycie się sprzętu „z domu” przenosząc ciężar utrzymania na dostawcę – co wprowadza inne postrzeganie outsourcingu, zmiana sposobu płatności (per wykorzystanie) i nowe możliwości licencjonowania (np. za wykorzystane godziny etc). Możliwości – poprzez wprowadzenie kolejnej warstwy abstrakcji – wydają się nieograniczone, dostarczając możliwość zbudowania bardzo elastycznej infrastruktury.

Dodatkową ciekawostką jest fakt podgrzania atmosfery przez eMeSa – Steve Ballmer oficjalnie poinformował iż pracują nad „Windows Cloud”:

We’ll need a new operating system. Just as we have an operating system for the PC, for the phone, and for the server, we need a new operating system that runs in the Internet. I bet we’ll call it Windows something. We’re going to announce it in four weeks. We might even have a trademark by then. So, for today I’ll call it Windows Cloud. And Windows Cloud will be a place where you can run arbitrary applications up in the Internet that runs .NET.

zarzadzanie virtual server

art staje się co nieco spóźniony, ale mimo wszystko polecam – zarządzanie Virtual Server.
Art napisałem po doświadczeniach w pracy z VS na swoim sprzęcie – a korzystać z niego muszę bardzo często. Większość osób wykorzystuje do takich celów VPC, ponieważ VS jest mało wygodny. ten art pokazuje jak skonfigurować sobie środowisko tak, aby wykorzystać zaawansowane możliwości VS mogąc nim zarządzać jak VPC.

SuperFetch

ostatnio kilq znajomych postanowiło zanurzyć nogi w nowej rzece – czyli zainstalować vista. oczywiście byłem na ‚pierwszy ogień’ – czyli jak coś nie działa albo się nie podoba, to niewiedzieć czemu mi się za to oberwało q: jednym z podstawowych zarzutów było ‚ale gówniany system – zajmuje mi całą pamięć’. dla tych wszystkich osób polecam lekturę z bloga technetowego GT dotyczącą mechanizmu SuperFetch – która pokazuje zalety nowego mechanizmu, tłumaczy czemu tej pamięci nie ma, i czy to na pewno dobry mechanizm i dla czego tak.

dodam jeszcze, że uzupełniającym mechanizmem cacheującym jest readyboost.

Ja i Mac czyli mój pierwszy raz ;)

Na początek małe oświadczonko: Cały tekst ma charakter edukacyjny i instalacja została przeprowadzona do celów testowych. Nie można legalnie zainstalować Mac OS na systemach PC i każdy kto to robi, robi to na własną odpowiedzialność.

Tytułem wstępu:

Przychodzą takie dni, że chce się spróbować czegoś nowego bądź powrócić do pionierskich i szczenięcych czasów kiedy nowy system operacyjny instalowało się z wypiekami na twarzy często po kilka razy sprawdzając różne opcje czegoś nowego i nieznanego. W moim przypadku nastąpiło można by rzec podobnie – otóż chciałem zobaczyć i przetestować Logic Pro – program dla którego muzycy kupują Maca i który jest obiektem westchnień wszystkich pecetowych muzyków. Z drugiej strony chciałem sprawdzić czy faktycznie można bez większych problemów zainstalować Mac OS’a na zwykłym PC.
Niniejszy artykuł na to mam nadzieję odpowie.
Na początek konfiguracja testowa:
MoBo: EVGA 650i Ultra
Procesor: C2D6550 (podkręcony ze standardowego 2,33 na 3,00 GHz)
Pamięć 2x1Gb (800Mhz)
Grafika: Gforce 8600GT
HD: 2x 320GB (1x SATA, 1x ATA)
Dzwięk: Delta Audiophile 2496
E-MU 0202

 1. Przygotowania

Na „rynku” obecnie jest odstępnych kilka dystrybucji systemu. Ja po przeczytaniu kilku porad i artykułów wybrałem do testów dystrybucję Kalyway Leopard 10.5.2 DVD Intel Amd (sse2/sse3) EFI V8 – jak numer mówi jest to Leopard w wersji 10.5.2
Zanim przystąpilem to instalacji zrobiłem pełny backup partycji systemowej oraz przygotowałem czystą partycję formatując ją w FAT32 i ustawiając jakio primary.

2. Instalacja
Coż – z pewną dozą niesmiałości włożyłem wypalony obraz ISO do czytnika i odpaliłem – instalator po chwili wystartował bez problemu witając mnie logiem powitalnym i podstawowymi narzędziami przed instalacją każdego systemu. Tutaj miła niespodzianka – jest do wyboru język polski:)

Z menu wybrałem Disk Utility w celu przygotowania partycji – instalator pokazał prawidłowo wszystkie partycje – przygotowaną uprzednio partycję pod nowy system sformatowałem w HFS+ Journaled. Po formatowaniu czas przejść do wyboru składników instalowanego systemu – jako, że nie miałem kompletnie pojęcia co jest od czego i co powinienem wybrać zostawiłem tak jak jest wybierając tylko jaką kartę graficzną posiadam.
Proces instalacji przebiegł całkiem szybko – około pół godziny i to wszystko. Pora na restart.

2. Pierwsze uruchomienie

Z jeszcze większymi wypiekami na twarzy przystąpiłem do restartu – po bootowaniu zostałem powitany boot managerem podstawionym przez apple – dodam, że podstawowo został podstawiony Leopard jako system główny;) No ale idźmy dalej. Po bootowaniu pojawia się logo apple – znak, że system się odpala (tutaj głęboko odetchnąłem bo tyle się naczytałem o problemach ze startem…) po chwili ukazała się piękna animacja w 3D witająca w różnych językach mająca na celu pewnie żebym poczuł się dumny że mam maca;) Ahh ten marketing.
Po chwili ekran konfiguracji podstawowych rzeczy – konfiguracja klawiatury – i tutaj pierwszy zgrzyt – komunikat „nacisnij klawisz który znajduje się po lewej stronie shifta” – jezu jaki to klawisz?? Na mojej klawiaturze nie ma niczego po lewej stronie lewego shifta;) wcisnąłem dosłownie byle co – następny komunikat „klawiatura nierozpoznana” – no ładnie myślę – nie będę miał czym pisać;)
No ale idzmy dalej następne okno, okno wyboru klawiatury – wybrałem Polish Pro. Po paru następnych ekranach (m. in wybór strefy czasowej, czy przetransferować ustawienia z innego maca bądź iDiska) przyszedł ekran rejestracji. I tutaj coś co mi się bardzo nie spodobało – trzeba podać pełne dane łącznie z adresem domowym telefonem itp. I nie można zostawić pól niewypełnionych! Nie wiem po co im to może kwiaty przysyłają użytkownikom nowo zakupionych maców? Nie spodobało mi się.
Ok. wszystko ustrawiłem przeklikałem się i…
3. Działa!

No tak działa – żadnego restartu wszystko działa – polska klawiatura, mysz śmiga wszystko  (no prawie wszystko wykryte) Chodzę jak dziecko we mgle co tu kliknąć i w co. Sprawdzam w About i okazuje się ze mam MacPro 3.1 – nie wiem co to znaczy może posiadacze maca mnie oświecą ale napis „pro” mi się spodobał ;)
Co do działania jeszcze – napisałem, że prawie wszystko działa gdyż nie działały 2 rzeczy – karta dzwiękowa Audiophile 2496 oraz sieć. W zasadzie na pierwszą z rzeczy byłem przygotowany bo karty dzwiękowe na PCI nie działają- to wyczytałem – integry nie sprawdzałem ale widziałem, że wykrył poprawnie – natomiast karta dzwiękowa na USB działa bez problemu. Co do sieci to z tym większy problem – moja sieć na płycie głównej jest z tych nielubianych przez Apple – czipset nforce w wersji 6 dla intela jest tym chyba najbardziej problematycznym. Generalnie trzeba sprawdzać na HCL jakie podzespoły współpracują z jakimi dystrybucjami bo generalnie jest problem ze sterownikami. Ja znalazłem częściowe rozwiązanie problemu sieci omijając po prostu kartę sieciową dzięki podłączeniu modemu kablowego za pomocą kabla USB. Co prawda nie rozwiązało to definitywnie problemu sieci gdyż zdarzają się rozłączenia netu i trzeba resetować poprzez wyciągniecie wtyczki usb. No ale nie do tych celów stawiałem maca.

4. Pierwsze wrażenie

Coż – pozytywne, ba… bardzo pozytywne interfejs bezbłędny i co ważne szybki – mam wrażenie, że system plików HFS jest szybszym systemem od NTFS – wnioskuje to po szybkości skanowania katalogów – ale to subiektywne wrażenie nie potwierdzone testami.
Dla porównania – po wejściu do systemu zajętość pamięci kształtuje się na poziomie 702 Mb czyli porównywalnie do WinXP którego jestem posiadaczem. Co mi się od razu spodobało i jest idealne to zoom systemowy – jest to coś co w Win przy mojej natywnej rozdzielczośći 1650×1050 bardzo mi brakowało – zoom jest realizowany sprzętowo i jest to funkcja systemowa! REWELACJA.

Ok. to tyle – to część pierwsza – wrażenia z użytkowania oraz generalnie z systemu Mac OS X z punktu widzenia osoby pracującej na Windowsie będą później – jak dobrze poznam system i popracuję w nim parę tygodni.

Aha i jeszcze jedna rzecz – Mac widzi wszystkie dyski i partycje poprawnie z tym, że te w NTFS są tylko Read-only, za to Windows nic nie widzi – w sensie jakby żadnej partycji macowej nie było.

Jeżeli ktoś chce się czegoś więcej dowiedzieć na powyższy temat to:

http://wiki.osx86project.org/wiki/index.php/Main_Page

http://forum.insanelymac.com/

%d bloggers like this: