Skip to Content

IT nieuczesane.
category

Category: article

Takie tam o płatnościach.

  Po co nam bank?

                  Pytanie wydaje się trywialne. Są po to by trzymać tam kasę! Ale czy na pewno? Ja jej tam nie trzymam, przynajmniej nie dużą kasę i nie na długo. Praktycznie po kilku dniach od uznania, rozpływa się ona po wierzycielach. Pozostała kwota jest niemal symboliczna i fatycznie bank pomaga mi w pośrednictwie płatności. Jak kupuje kawę, to bank płaci za nią moimi pieniędzmi … ale czy na pewno?

  Akceptowalne formy płatności w punkcie z kawą są wszelkie. Mogę zapłacić gotówką, więc reszkę posiadanych pieniędzy mogę trzymać w spodniach i odliczając odpowiednie kwoty płacić za usługi, czerpiąc radość z drobnego tipowania obsługi. Mogę też korzystać z kart wydanych przez bank. Ściśle powiązane z moją kupką pieniędzy w banku zobowiązują bank do zapłaty za kawę z moich środków. Pośrednik tej transakcji pobiera swoje prowizje które ja spłacam w bardziej lub mniej świadomy sposób usługodawcy lub/i bankowi. Mogę użyć któreś z modnych technologii płatności zbliżeniowych, zbliżając kartę bez podawania PINu czy nawet telefon, brelok lub praktycznie (dzięki poręcznym naklejkom), każdy przedmiot który chcemy bezwstydnie przyłożyć do terminala. Niemniej jednak proces płatności pozostaje bez zmiany. Sklep dostaje swoje, płaci dodatkowo pośrednikowi, pośrednik obciąża moje konto w banku.
Nie muszę jednak trzymać swoich pieniędzy w banku. Są już liczne firmy, które chętnie przechowają dla nas nasze pieniądze i dadzą możliwość zakupu pewnych usług. I to praktycznie bez pośredników! Globalny PayPal czy popmoney, lokalny PayU, Mpay, SkyCash i inni.  Wrzucamy tam kasę (praktycznie udzielamy im pożyczki) a firmy te oddają nam część tych pieniędzy w postaci możliwości płatności za usługi. Kupić możemy już niemal wszystko, bo PayPal jest globalny i możemy płacić za towary na świecie a lokalną lukę zaczynają wypełniać firmy takie jak SkyCash.  Dodatkowo otrzymujemy usługi z którymi banki wchodzą na rynek mocno opóźnione, czyli płatności p2p (kolega do kolegi) oraz zarządzanie „finansami” przez aplikacje mobilne. Więc czy nadal potrzebujemy banku? Jeśli bank wdroży podobne narzędzia, to czemu nie, ale jeśli nie będzie tego oferował stanie się tylko routerem naszych pieniędzy, pracującym jedynie w dniu wypłaty.
Trend może wyglądać tak. Mam pewne stałe punkty w których wydaję pieniądze (Point Of Sale). Sklep przy domu, ulubiona kawiarnia, bilety autobusowe lub przydrożna stacja benzynowa. Jedna z firm (nie bank) umawia się z nimi, że jak przyjdę Ja, i podam kod z mojego telefonu, i on się będzie zgadzał z kodem który się wyświetli na tablecie podłączonym do kasy, to firma zobowiązuje się pokryć kwotę za moje zakupy. W wygodnej aplikacji na telefonie widzę dokładnie co i komy właśnie zapłaciłem i ile mam jeszcze kasy do dyspozycji.  Kolejne POSy w drodze do pracy powodują topnienie mojej góry pieniędzy. Czym to się różni od płatności kartami bankowymi? Praktycznie niczym szczególnym.  Jednak nie jestem już przywiązany mikro płatnościami ze swoim bankiem, mogę swoje pieniądze trzymać wszędzie. U operatora GSM, w elektrowni czy w sklepie spożywczym jeśli firmy te tylko udostępnią odpowiednie aplikacje (np. Biedronka już ma!). Liczy się tylko to by było wygodnie. Wygodnie dla mnie. Być może gazownia nie będzie wymagała formy pre-paid, bo mi ufa* i będę mógł spłacić zobowiązania razem z kwartalną fakturą wraz opłatą za gaz i dystrybucję, a jak będę trzymał u nich sporą nadpłatę, to może i zniżkę dostanę na w/w usługi…
 Krótko mówiąc robi się ciekawie na rynku mikro płatności i to w czasach kiedy wydawałoby się że wszystko dąży do konsolidacji a nie rozdrobnienia.  Że z setek banków zostaną cztery rozdające karty. Technologia po raz kolejny pokazała że potrafi namieszać nawet w tak skostniałym układzie.
 Obserwuję ten rozwój z wypiekami na twarzy i smartphonem w ręku.

  *ufa – bo jak nie zapłacę to mi odetną gaz co w zimę może być dodatkowo mobilizujące do spłaty…

Na naszych oczach

To że się robię nostalgiczny nie jest tajemnicą, dla osób które są obok mnie, a że mój  syn upodobał sobie film Apollo 13 i oglądamy go na okrągło, skłoniło mnie do przemyśleń.
W 1969 roku, więc niemal na naszych oczach wylądował załogowy statek na księżycu, nie chcę się tutaj za dużo rozwodzić o samym fakcie, ale ci co byli centrum NASA (Przylądek Canaveral) lub chociaż oglądali jakiś film o misjach Apollo wiedzą, że obecnie strażak w Żabiej Górce Zdroju ma lesze wyposażenie niż ówcześni kosmonauci. Nie było porządnych materiałów, nie było doświadczenia i praktycznie nie było komputerów. Większość rzeczy było sterowanych elektrycznie lub manualnie.  Do tego nie było praktycznie zupełnie grafiki komputerowej więc telewizja w odcieniach szarości pokazywał plansze  ze strzałkami Adama Słodowego.

Przykład jest tutaj.

Kult metalu, szkła i ogromnej ilości paliwa…

Przez te kilkadziesiąt lat zmieniło się praktycznie wszystko a zmieni się jeszcze więcej. Żeby się za bardzo nie rozpisywać możemy sobie porównać co elektronika dała nam w ostatnich latach na przykładzie lądowania łazików na Marsie. Kolejny raz pomijając całą złożoność tematu (tu nie miejsce na to) dwa lądowania. Pierwsze jeszcze w starym stylu … łubudu

Opportunity wylądował efektownie, skutecznie, ale niedbale. Były problemy po lądowaniu … mamy już obraz 3d i oczywiście pełne elektroniczne, samodzielne sterowanie lądowaniem i raptem kilka lat później … majstersztyk

Jak to pierwszy raz zobaczyłem, byłem przekonany, że oglądam coś co jest tylko wizją pisarza SF. Ale udało się, wylądował w stylu pięknym.

Piękne animacje NASA oraz doskonały sprzęt na łaziku … kamery wielospektralne oraz cuda jak ChemCam (silny laser, który jest w stanie z odległości kilku metrów odparować fragment marsjańskich skał – urządzenie pozwalające wykrywać skład chemiczny i wykonywać mikrofotografie pobranych próbek) powodują że dla mnie osadzonego cały czas w czasach Appolo 13 wydaje się to literacką fikcją.

Bonusik

Nie wiem gdzie nastąpił większy rozwój, w możliwościach animacji, rozwoju materiałów, organizacji wielkich projektów … ale oglądając te rzeczy krew mnie zaczyna zalewać, bo pewno dzisiaj przestanie mi działać jaki przełącznik w laptopie, nie będę mógł zmusić skanera sieciowego do przesłania pliku na dysk a domowy router 4 razy utraci połączenie z LTE i trzeba będzie to gówno restartować! Do tego w tym tygodniu spotkam kilka osób opowiadających o tym jaki to MS jest do dupy, bo on mają XP i już nie ma wsparcia. (nawiązanie tematyczne do bloga ;p )

Wiem że za jakieś 15 lat coś fajnego poleci na Marsa balonem i na miejscu z jednego małego panelu słonecznego rozpierdzieli 10t skał dzidą laserową a ja w tym czasie będę tankował samochód który będzie palił 10l / 100 km wysokooktanówki. Wiem też że zabawka mojego syna przetrwa 20 lat i nawet antenka się nie odłamie a przyciski w pilocie telewizyjnym przestaną reagować za 2 lata …. I mógłbym tak dalej … i mógłbym zadawać pytania …. Ale niestety chyba znam odpowiedzi…

Ja chce do NASA!!!

SCCM – rozszerzamy Hardware Inventory

Zbierałem się do napisania artykułu, a wyszło jak zwykle Puszczam oczko

Więc szybka notka na blogu:

SCCM za pomocą Hardware Inventory potrafi zbierać informacje nie tylko o sprzęcie, ale o wszystkim co mamy zapisane w WMI. Szczegółowo jest to opisane na MyITForum – http://www.myitforum.com/myitwiki/SCCMINV.ashx 

Ostatnio trafił mi się przypadek – zbierz info o wszystkich profilach użytkowników i ich ścieżkach.

Najpierw trzeba wyciągnąć info z kluczy rejestru HKEY_LOCAL_MACHINESOFTWAREMicrosoftWindows NTCurrentVersionProfileList

Więc do pliku configuration.mof dodajemy na końcu sekcję:


Dzięki temu na każdym komputerze z zainstalowanym agentem SCCM-a w rootcimv2 stworzy się klasa Local_SID_List, która automatycznie będzie się wypełniać kluczami rejestru. Dzięki temu mamy parę: SID <-> profil

Teraz trzeba połączyć SID <-> User. Żeby to osiągnąć dodajemy do tego samego pliku następną sekcję:


Na każdym kompie wyciągnie info o użytkownikach lokalnych. Jeśli chcemy mieć info o SIDach kont domenowych, to musimy po prostu mieć agenta SCCM na jednym z kontrolerów domeny (konta domenowe mają swoje instancje w klasie Win32_Account)

Teraz trzeba zmusić agentów SCCM, żeby raportowali info z lokalnego WMI (instancje klas Local_SID_List i User_Account) do serwera. W tym celu modyfikujemy plik sms_def.mof


Teraz SMS Provider na serwerze sam stworzy dane w bazie SQL (w formie tabel i perspektyw), które możemy wykorzystywać do tworzenia raportów. Jeśli nie chce nam się bawić w SQLki, to można na maszynie uruchmić SCCMowy Resource Explorer i obejrzeć wyniki Hardware Inventory.

Co do dokładnego procesu tworzenia raportów – to już temat na inny wpis Uśmiech

Przyszłośc sieci

Ciekawy art na temat tego, co google planuje zrobić z siecią. Dużo tekstu jak na computerworld. Warto zajrzeć.
http://www.computerworld.pl/artykuly/374127/Czy.Google.znalazl.metode.na.zdominowanie.globalnego.ruchu.sieciowego.html

Nowi w publicystyce – Dell backup i Office 365.

Jeden z chłopaków (Bartek S.) przygotowywał nam ostatnio krótkie przedstawienie usług, o które wypytywali się klienci. Naprodukował się, jest to poziom podstawowy i przygotowany „dla usera”, ale może komuś sie przyda.

DELL BACKUP

Firma Dell oferuje backup naszych danych na swoich serwerach dzięki usłudze Dell
Backup.
jak to wygląda: otóż przede wszystkim NIE trzeba mieć komputera ich marki by moc
z tego korzystać. wystarczy wejść na stosowna stronę i się zarejestrować. Mamy
kilka oferowanych możliwości zależnych od udostępnionej nam przestrzeni
dyskowej. na początek można wybrać pojemność 2GB za free ale jest haczyk. Każda
ofertę wybiera się na 12 miesięcy a usługa darmowa nie jest przedłużana chyba ze
Dell wyrazi indywidualna zgodę (nie liczyłbym na to). oferowane przestrzenie i
ich ceny są poniżej:

2 GB € 0,00
10 GB € 25,00
30 GB € 35,00
50 GB € 45,00
100 GB € 50,00

Jak wygląda korzystanie z usługi.
w procesie rejestracji podajemy swoje dane i wybieramy interesujący nas rozmiar
(i cenę) przestrzeni dyskowej podajemy preferowana nazwę usera (o ile już taka
nie istnieje) oraz hasło. oczywiście trzeba zgodzić się z warunkami Dell’a które
głównie mówią że nie będziemy trzymać nie legalnych, obraźliwych, nie zgodnych z
prawej materiałów i tym bardziej takich nie będziemy udostępniać. po rejestracji
ściągamy małą aplikacje która instaluje się jako serwis wykonywany
automatycznie. Zarządza ona terminem cyklicznych backup-ów, pozwala na wykonanie
go manualnie bez potrzeby logowania oraz przekierowuje nas na stronkę. mimo ze
zaciągamy aplikacje to i tak cala obsługa naszego konta odbywa się przez www.
stronka jest dość intuicyjna i oferuje kilka bardzo przydatnych opcji takich jak:
– stan zajętego i wolnego miejsca na dysku
– określanie konkretnych plików, folderów oraz typów plików jakie mają się
backupowac i to z rożnych komputerów (możemy backupowac z więcej niż jednej
maszyny)
– harmonogram backupu (co ile np co tydz. w jaki dzień tygodnia, w jakim
przedziale czasu i to jakiej strefy czasowej)
– prędkość backupu (czy ma zapchać całe łącze czy tylko cześć)

przy przywracaniu plików możemy wyznaczyć:
– miejsce gdzie ma być zgrane wszystko lub część plików.
– czy pliki maja wrócić do oryginalnych lokalizacji i czy maja nadpisać już
istniejące i na jakiej zasadzie (czy nadpisać tylko starsze czy jak leci)

nasze dane przechowywane są na serwerze w naszym (lub sąsiadującym) kraju jednak
zastrzega sobie że kopia będzie też na serwerach w USA ale to w trosce o nas.
gdy primary serwer padnie to dane będą przywracane z tych w USA.

https://www.delldatasafe.com/

Office 365

Usługa oferowana przez firmę Microsoft jaka jest office 365 ma być alternatywa dla „lokalnego” pakietu MS office.

Opcja ta zakłada ze zamiast wykupywać licencje na oprogramowanie oraz by ominąć koszty związane z ulokowaniem i utrzymaniem serwerów poczty Exchange w firmie można za abonamentem korzystać z tych samych usług ulokowanych „w chmurze”. Firma płacąc miesięczny abonament za użytkownika i rodzaj wykupionych pakietów może korzystać z większości programów pakietu office poprzez logowanie się przeglądarką internetowa do firmowej domeny offica 365.

Co oferuje nam office 365:

użytkownik logując się na stronę ma dostęp do takich programów:
– Word
– Excel
– Onenote
– power point
– Sharepoint
– Lync (komunikator, coś jak gg z opcjami konferencji video itp bajerami do kontaktu biznesowego w czasie rzeczywistym)
– Outlook.

Wszystkie programy (po za lync) nie wymagają żadnej instalacji na komputerze. Wszystko odbywa się przez przeglądarkę (tworzenie, edytowanie dokumentów) interfejs jest prawie identyczny jak w wersjach lokalnych co ułatwia użytkownikowi nawigacje po nim. Programy te maja opcje współpracy z zainstalowanymi już pakietami na lokalnych stacjach co umożliwia tworzenie dokumentów w chmurze poprzez programy na stacji roboczej.

Co do programów typu Access i Visio to póki co nie ma opcji ich tworzenia na stronie ale jest możliwość doboru licencji pakietu office proffessional (licencja okresowa na takiej samej zasadzie)

Istnieją dwa typy użytkowników: administratorzy i userzy.

Administratorzy (domyślnie pierwszy stworzony użytkownik będzie miał jego prawa) maja naturalnie więcej możliwości. Mogą tworzyć nowych userow, nadawać im prawa do konkretnych pakietów, programów, mogą nadawać uprawnienia admina innym userom, zarządzać licencjami, uprawnieniami do stron, plików i zasobów. Mogą odzyskiwać część danych usuniętych przez usera (user po usunięciu dokumentu ze swojego kosza tak naprawdę przenosi go do kosza ogólnego gdzie wgląd maja admini i mogą go jeszcze przywrócić. Żywotność dokumentu w koszach jest minimum 30 dni).

Serwer pocztowy. Każdy user otrzymuje swój adres mailowy i skrzynkę o pojemności do 25 GB na usera. Interfejs jest zbliżony do outlookowego i zapewnia większość jego funkcji takich jak obsługa kilku rożnych kont email, tworzenie reguł, folderów, automatycznych odpowiedzi itd. Umożliwia też szybka komunikacje i wymianę danych dzięki czemuś w rodzaju chatu.

Bezpieczeństwo danych firmy. Microsoft zapewnia nas ze nasze dane trzymane są na wysokiej klasy atestowanych serwerach, na kilku naraz (backupowe serwery) oraz serwery awaryjne. Czyli w przypadku utraty danych trzeba kontaktować się z obsługą Microsoftu czynną oczywiście 24/7. Na chwile obecna użytkownik nie ma żadnej opcji swojego własnego backupu. Ma to swoje wady i zalety. Zaleta na pewno jest to ze w przypadku awarii firma nie musi sobie zawracać głowy procesem ratowania się gdyż robi to za nas Microsoft. Wadą jest jednak to ze w przypadku np awarii połączenia internetowego nie mamy swojego lokalnego zapasu plików więc zostajemy bez materiałów do pracy (chyba ze użytkownicy będą pamiętać by każdy nowo stworzony czy edytowany plik w chmurze ściągać od razu na dysk bo taka opcja w programach jest).

Najważniejsza kwestia która świadczy w ogóle o racji bytu offica 365 jest oczywiście cena. Na chwile obecna Microsoft prognozuje ofertę dwóch rodzajów pakietów: small business i enterprise.

Small business – przewiduje maksymalnie do 25 licencji ze standardowym pakietem programów. Obecnie Microsoft zapowiada cenę 5,25€ od usera miesięcznie. Czyli wraz z dodawaniem nowych userow płacimy więcej. Do tego pakietu można dokupić sobie office pro poszerzający nieco programy na stronie o bardziej zaawansowane funkcje oraz upoważnia do instalacji offica proffesional na maszynie. Oczywiście można kupić ich mniej niż jest userow i przydzielić je tym którym chcemy.

Enterprise – przewidziana jest dla większych firm o zróżnicowanych potrzebach. Oferuje 4 gotowe pakiety ale też daje możliwość wykupywania określonych ilości każdej usługi osobno i przydzielanie ich w dowolnej konfiguracji swoim userom. W związku z tym cena też nie jest sztywna wiec Microsoft podaje na chwile obecna ze koszt będzie w zakresie od około 2€ do 25€ per user zależnie od rodzaju i ilości pakietów.

Krótkie podsumowanie

Zalety:
– nie trzeba nic instalować na kompach. Wystarczy internet explorer, user dostaje link, nazwę usera, hasło i może od razu pracować.
– oszczędność w skali lat szczególnie w przypadku poczty (kwestie własnego serwera poczty i rzeczy z tym związane to około 30-50 tys na starcie co w zestawieniu z opcja 5 euro na miesiąc za usera może być bardzo atrakcyjne dla malej firmy)
– duże ułatwienie w komunikacji zespołu, wymianę dokumentami, możliwość pracy wszędzie tam gdzie jest internet bez kombinacji typu VPN itp.
– możliwość pracy na większości obecnych urządzeń mobilnych (smart fonach) np. z systemem Windows, Android itp.

Wady:
– niestety zaleta offica 365 jest tez jego dużą wadą. brak internetu = brak offica = brak dokumentów = brak możliwości pracy.
– aplikacje webowe nie obsługują makr. Przy pakiecie office pro webowe appsy obsługują Excel Services ale do makr niezbędna jest wersja stacjonarna offica.
– opłaty za office 365 można dokonać tylko karta kredytowa lub przelewem tyle ze przelew dopiero powyżej 200€.

Linki z oficjalnymi informacjami i możliwością zakupu:

http://www.microsoft.com/pl-pl/office365/online-software.aspx -strona dla małych firm

http://www.microsoft.com/pl-pl/office365/hosted-solutions.aspx -strona dla średnich i dużych przedsiębiorstw.

Kontakt do autora: pisać komcie do mnie to podam :-)

Nokia, Microsoft i co dalej?

/Cały poniższy tekst jest dedykowany szeroko rozumianemu rynkowi elektroniki konsumenckiej – nie tyczy się rozwiązań specjalistycznych czy dla dedykowanych grup fachowców/

Przymierzałem się do napisania tego tekstu od dłuższego już czasu – jednak wraz z jego biegiem perspektywa z jaką patrzyłem na mezalians z tytułu zaczęła się zmieniać i zacząłem dochodzić do odmiennych wniosków. W skrócie pytanie jest następujące i bardzo proste: co wyjdzie z tak bliskiej współpracy pomiędzy Nokią i MS? Chociaż teraz bardziej wydaje mi się adekwatnym pytanie czy coś wyjdzie.

Na początku byłem bardzo pozytywnie nastawiony – w końcu na pierwszy rzut oka nie można sobie nic lepszego wyobrazić  – druga największa na świecie firma informatyczna łączy siły z jednym z największych producentów w kategorii mobile.
Ale spójrzmy na szczegóły. Obie firmy wcale nie są na fali – Nokia jest opóźniona wobec konkurencji na dwóch frontach – Symbian to system z innej epoki kiedy dotyk nie był w modzie i użyciu a hardware… no cóż od kilku lat Nokia nie wyznacza już trendów.

Wszystkie topowe obecnie telefony Noki są topowymi tylko w kategorii swojej ceny – w kategorii tego co w środku siedzi to średniaki w porównaniu do konkurencji – ot taki przykład – najszybszy obecnie procesor w telefonach Noki to jednordzeniowy 680 Mhz gdzie konkurencja oferuje dwurdzeniowe 1,2 Ghz. Apple ma dwurdzeniowy, LG , Samsung, Motorola również mają a Nokia nie. Innymi słowy – Nokia używa procesorów w swoich topowych modelach które były u konkurencji topowymi dwa lata temu czyli w świecie mobilnym dwie generacje do tyłu.To samo z wyświetlaczami, to samo z bateriami – topowy model N8 ma AMOLED gdzie w np w najwyższym modelu Samsunga obowiązuje już 3 generacja tego wyświetlacza Super AMOLED+ (AMOLED->SAMOLED->SAMOLED+) – już nawet nie wspomnę o Applowskiej Retinie (czyli w zasadzie LG) czy o Nova Display od LG bądź wyświetlaczach 3D.
No ale przejdźmy teraz do Microsoftu – jak się spojrzy w szczególe sytuacja jest tutaj prawie analogiczna jak z Nokią – Microsoft nie jest na fali w świecie mobilnym – i to od wielu już lat.
System WP7 ukazał się 3 lata po iOS i 2 lata po Androidzie  – aż dziwne jest, że Microsoft przespał całą mobilną rewolucję i nie miał niczego na miarę dotyku w swoim czasie.
Głośno jest teraz obecnie nad pierwszym (w zasadzie drugim ale nie bądźmy drobiazgowi) update do WP7 – wszystkie wortale tematyczne rozpisują się, że MS wprowadzi funkcjonalność copy+paste w swoim pierwszym update. Już nawet nie skupiając się na wydźwięku marketingowo-wizerunkowym takiej informacji (przypomnijmy sobie jak Sieć się śmiała z użytkowników Apple’a jak parę lat temu oczywiste funkcjonalności dorzucał do iOS) to użytkownicy iOS, Android, Blacberry czy nawet webOS mogą się tylko uśmiechnąć czytając takie zapowiedzi. Pytanie dla kogo jest obecnie WP7 bo na pewno nie dla powyższej grupy użytkowników.

Teraz jest analogiczna sytuacja z tabletami – kolejny raz wielki ospały i ociężały niedźwiedź śpi nie mając kompletnie niczego na ten rynek. Mówi się, że dopiero Windows 8 będzie (również) systemem tabletowym a to ma się wydarzyć pod koniec przyszłego roku. Nie jestem w stanie tego pojąć jak można tak olewać rynek i potencjalnych konsumentów jednocześnie dobrowolnie oddając przestrzeń konkurencji. Dla mnie z punktu widzenia biznesowego to rynkowe samobójstwo. Dlaczego MS tak łatwo oddaje rynek Apple i innym? No dlaczego?
Poza tym wyobraźmy sobie rynek za półtora roku kiedy wychodzi na tablety Windows 8 – abstrahując już od tego gdzie w tym czasie będzie konkurencja to pytaniem jest kto to kupi? Który z młodych użytkowników dla których liczy się styl, marka, jakość i tzw „przyjemność z użytkowania” kupi dobrowolnie coś co ma w nazwie „windows”? Chyba nie przesadzę twierdząc, że nazwa „Windows” jest synonimem siermiężnych komputerów z pracowni komputerowej, wolnych komputerów z pracy dla krawaciarzy i pani Basi z księgowości  z wyglądem czegoś co na desktopie odstrasza. Wystarczy spojrzeć na Google – Android nazywa się Android a nie Linux (którym de facto jest) – dlaczego MS nie może wyrzucić tej paskudnej nazwy Windows która jest z nami już od  grubo ponad 2 dekad i tak źle się kojarzy – litości… to nie wino które wraz z upływem czasu nabiera na wartości. W mojej ocenie obecnie Microsoft popełnia dwa główne błędy:
– Windows Phone 7 powinno być Phone 7
– System na tablety powinien być rozwinięciem WP7 a nie przeniesieniem desktopowej wersji na tablet.

A teraz pytanie z tytułu co z Nokią i Microsoftem? Oczywistym jest, że na tym powinien najbardziej skorzystać MS – jednakże… czy firma która od strony hardware jest 2-3 generacje do tyłu w stosunku do konkurencji i firma która od strony OS tyleż podobnie może stworzyć coś, co jak w dodawaniu 1+1 da 2? Mam wielkie obawy, że może to być cały czas 1.
Wielkie wyzwanie przed nimi i życzę im jak najlepiej bo konkurencja jest czymś zdrowym i najbardziej wskazanym – ale jak obie firmy nie postawią na realną innowacyjność a nie gonienie konkurencji bądź popełnianiem ciągle tych samych błędów z przeszłości to obawiam się, że w kontekście kilku najbliższych lat Noki może przypaść rola dawnego Siemensa (sprzed 10-12 lat) a MS rola IBM z ich dawnym OS/2 który jak wiemy skończył w bankomatach.

Pokolenie z inaczej rozwiniętymi mózgami.

To tytuł artykułu z GW,
Polecam lekturę, szczególnie bieżącym, bądź przyszłym rodzicom. Tutaj znajdziecie jeszcze nieco bardziej rozbudowany orginał, z którego GW robiła przedruk.
Najciekawsza myśl:”Mózgi młodych ludzi korzystających z komputera czy komórki inaczej się rozwijają, bo są nagradzane nie za skupienie na jakimś zadaniu, tylko za przerzucenie się z jednego na drugie…”
Mam cichą nadzieje, że dzięki takiej zmianie ewolucyjnej nowe pokolenie będzie po prostu lepiej przystosowane do nadchodzącej rzeczywistości, a nie upośledzone – w końcu ktoś musi ten kontent w necie generować, i nie chodzi tylko o kolejne wrzuty na YT z coca-colą i 2girls 1 cup….

kiedy MS uśmierci Zune?

Tytuł przewrotny jest specjalnie. W ostatnim wątku dotyczącym MS pojawił się w komentarzach temat Zune – podążając tym tropem  zacząłem sprawdzać jakie udziały w rynku w Stanach ma Zune – osobiście myślałem, że pewnie ok 10% tak jak miał podczas swojej premiery. Jakże się zdziwiłem gdy okazało się, że udział Zune w rynku playerów w stanach w 2009 roku wyniósł 2% a w pierwszej połowie 2010 roku wyniósł całe 1%. Dla porównania udział Apple ze swoim Ipodem w tym rynku to ok 76%

Więc pytanie z tytułu jest od strony biznesowej jak najbardziej zasadne – kiedy MS uśmierci Zune tak jak uśmiercił telefon Kin?

http://www.dailyfinance.com/story/company-news/microsofts-zune-misstep-marks-the-gadget-road-not-taken/19424133/

http://www.businessinsider.com/through-may-apples-ipod-had-76-of-the-us-mp3-player-market-while-microsofts-zune-had-1-according-to-npd-gro-2010-7

Konkluzja: naprawdę nie mogę się doczekać aż MS zrobi coś co będzie w stanie konkurować z Apple bądź Google – to wstyd, że firma z takim potencjałem gotówki nie może wymyślić/kupić/stworzyć nic ciekawego i innowacyjnego dla MassMarketu. Jakżeby piękne czasy nastały dla analityków i konsumentów gdyby do konkurencji pomiędzy Apple i Google dołączył w końcu Microsoft.

Microsoft – umierająca marka konsumencka

 Na biznes.onet pojawił się przedruk z CNN dotyczący Microsoftu. W sumie nie ma nic odkrywczego w tym artykule czego większość z interesujących się tematem by nie wiedziała

http://biznes.onet.pl/microsoft-to-umierajaca-marka-konsumencka,18568,3754456,1,news-detal

Sabotaż, bozia i plamy na słońcu.

Piątek 24 września nie był najlepszy. Rano klient z płaczem dzwoni o interwencje, nic nie działa, siedziba na lotnisku, dostać się bez przepustki może tylko jedna osoba, która rano ma lekarza… Marcin stanął na wysokości zadania i choć obstawiałem totalny pad za starego serwera (DC i file serwer), którego klient jakoś nie kwapi się zmienić, skończyło się na „zgubieniu ustawień IP po restarcie”.
Nie zdążyłem ogarnąć się po telefonach, gdy okazuje się że nie działają dwa z pięciu serwerów, hostujących maszyny wirtualne. To dość dziwne, bo oba siedzą w serwerowni , oba markowe, wygrzane, i nigdy przez ostatnie pięć lat żaden się nie wyłączył. Uwierzyłbym w awarie jednego, ale nie dwóch naraz, w odstępach 20 minutowych jak donosił nagios. Cały dowcip polega na tym, że nasz super wypasiony, redundantny system mail relayów dla klientów z exchangami opiera się o dwie różne maszyny wirtualne, na różnych wersjach Vmware, w oddzielnych adresacjach, jedna na pierwszym serwerze, który padł, druga na drugim…. To urocza sytuacja, określana jako pożar w burdelu, gdzie cała poczta zewnętrzna klientów stoi, a konkretnie nie wychodzi, a przychodzące maile idą w kosmos, odbijane do klientów klientów… To, że nie działał jakiś dedykowany ftp i system finansowy kolejnego klienta było pomijalne.

Wizyta w serwerowni, choć nie łatwa pokazała na szczęście że wystarczyło wzmiankowane serwery podnieść. Niestety, cztery „U” pod nimi, główny serwer poczty i WWW dla kolejnych kilkudziesięciu klientów radośnie mrugał czerwonymi lampkami na dwóch z ośmiu dysków. Szczęśliwie jeden z nich należał do RAIDa pierwszego partycji systemowej, a drugi do RAIDa szóstego partycji danych, teoretycznie mógł popsuć się jeszcze jeden… Oczywiście w zapasie czekał jeden dysk do wymiany, no nic, dawno już nie kupowało się sprzętu na WGE… daliśmy im zarobić na 3 terowych dyskach – teraz będziemy cwani i w zapasie będą leżały dwa, a następnym razem kupując serwer, kupimy 8 różnych dysków od różnych dostawców, w różnych odstępach czasu.
Niestety odbudowywanie macierzy odbyło się bez problemów…

Śledztwo trwa, na razie wiadomo co lub kto wykonało na dwóch wyłączonych serwerach sygnał „halt”, dlaczego nie działał skrypt monitorujący dyski w serwerze poczty, oraz w jakich odstępach czasu poleciały, choć musiał to być ostatni tydzień.
Wnioski są takie same jak zwykle:
• nie znasz dnia ani godziny
• backup backupu to niezły pomysł, choć prawie nikt go nie realizuje
• nowy sprzęt jest gówno wart, a dyski w szczególności
Pytanie natomiast jest zaskakujące: Czy to sabotaż wrogiej korporacji, czy dar od bozi? Gdyby nie te wyłączone serwery, to o uszkodzonych dyskach w głównym serwerze dowiedzielibyśmy się, gdyby poleciał trzeci z RAIDa szóstego… Backup danych jest, ale komórki spaliłyby się od nieodebranych połączeń….

%d bloggers like this: