Skip to Content

IT nieuczesane.
archive

> Daily Archives: 20 listopada 2008

Wii kazdy lubi grac, a nawet popatrzec :-)


Całą kolekcja jest tutaj.

Microsoft Voice Ignite Prague

od poniedziałq siedzę w pradze na Voice Ignite, doszkalając się z Ooffice Communication Server i Unnified Communication. 5 dni labów i prezentacji. OCSa miałem okazję już w kilq miejscach instalować, ale nie w tak złożonych konfiguracjach jak prezentowane są w labach, i niestety – póki co bez integracji z PBX .. no poza softwarowymi PBX VoIPowymi… Microsoft bardzo mocno wbija się w rynek rozwiązań Voice a możliwości jakie daje Exchange 2k7 i OCS 2k7 są na prawdę imponujące. podstawowym elementem, dla którego warto się nimi zainteresować jest cena – w porównaniu do rozwiązań sprzętowych Cisco, Siemens czy innych producentów – są to koszty o rząd wielkości mniejsze. być może OCS nie dorósł na tą chwilę do oparcia o niego call center .. ale i ze sprzętowych rozwiązań niewiele jest takich.. to dość specyficzna podgrupa docelowa.
tak czy inaczej, u większości klientów, u których wykonane zostało wdrożenie, podstawowymi elementami jakie sobie chwalą to prostota administracji i deploymentu, niskie obciążenie i ogólnie – dobry ‚enduser experience’. jest to produkt, którym warto się zainteresować.
osobiście uważam, że live meeting dla przeciętnego usera jest zbyt skomplikowany i przydałby się panel administratora – możliwość stworzenia roli pełnego moderatora, który by wszystkim zarządzał. póki co, jest to jednak stworzone w idei ‚peer-to-peer’ i o ile są różne uprawnienia, role [m.in. moderator] to już w rozmowie z klientami [czyt. decydentami] wychodzi, że pomysł fajny tylko ‚to się powinno samo robić bo ja się tego nie nauczę’ – a taka funkcjonalność oznacza dokładnie możliwość tworzenia meeting roomów z pełną administracją zewnętrzną – moderatorem/opiekunem.

jednym z ciekawszych fragmentów całego spotkania jak do tej pory, było pozaplanowe wystąpienie, prezentujące kilka zmian w wersji OCS 2k7 R2, która ma się pojawić w lutym. niestety całość jest pod przykrywką NDA więc szczegółów nie będę opisywał – ale obecnie oczekiwana jest wersja RC, która powinna pojawić się wkrótce i być dostępna dla partnerów TAP – czyli za niedługo można spodziewać się zalewu informacji na temat nowej wersji. niestety prezentacja miała tylko 3o-4o min i pokazane były zmiany głównie od strony klienckiej, w tym nowa aplikacja zamiast tradycyjnego MOC dla sekretarki. informacji najciekawszych, od strony samego serwera – np. że wersja R2 ma mieć pełną funkcjonalność PBX – niestety nie poruszano. a szkoda, bo ze względu na deployment to są kwestie, które mogą decydować o tym czy się wstrzymać kilka miesięcy, czy kupować jakiś produkt etc.

Praga

do tej pory w Pradze byłem tylko przejazdem, więc po raz pierwszy miałem okazję zobaczyć i ‚poczuć’ to miasto. mówiąc najkrócej – jest mocno przereklamowane. zwłaszcza zderzenie z tutejszą rzeczywistością nie było miłe. pierwsze spostrzeżenie to fakt, że czechy qlturowo są jakieś 1o-15 lat do tyłu. na każdym kroq – czy to w knajpie czy w taxówce trzeba dokładnie patrzeć i liczyć bo kantują totalnie po hamsq – nie o kilka koron, tylko liczą 2-3 razy więcej niż powinni, i to bez mrugnięcia powieką. znajomym, za przejazd taryfą z centrum do hotelu koleś zażyczył sobie 7o€ [normalnie powinno być kolo 25€] – po krótkiej kłótni i postraszeniem policją przejazd zakończył się gratisem q: . w knajpie zamiast zapłacić 4ooKC koleś nabił 65oKC… i tak co chwila. w zasadzie każdego dnia przytrafia się tego rodzaju sytuacja. trafiliśmy do ciekawej tradycyjnej knajpy czeskiej, gdzie zamówiliśmy syrowe kotlety z tatarską omaćką i mieso z knedlikami, a do obiadu, w tej obskurnej pubo-restauracji przygrywał jakiś pan w spodniach z kanckiem i w oqlarkach, na klawiszach, gdzie 9o% melodyjki leciało z jakiegoś loopa – a on tylko akompaniował dodając kilka dźwięków. takich skansenów jest tu sporo – i to aqrat jako ciekawostka turystyczna jest całkiem śmieszne. prawie nigdzie nie ma zakazów palenia więc w każdym miejscu gdzie się je śmierdzi i ledwie widać drugi koniec sali – zacząłem doceniać zakazy palenia w miejscach publicznych i wydzielone strefy dla niepalących w polsce. ciekawie też zostaliśmy przywitani w hotelu – rejestracja trwała koło 3o min, a biorąc pod uwagę, że dotarliśmy w środq nocy po kilq godzinach jazdy – fajnie byłoby dostać klucz jakoś szybciej. pokój płatny z góry, a ponieważ coś było nie w pożądq z kartami kredytowymi – nie chcieli wydać kart [kluczy] póki nie zostawimy depozytu, a sama rejestracja może w takim przypadq być tylko na jedną noc – normalnie jak by powiedzieć ‚na pewno jesteście złodziejami i uciekniecie z rana nie płacąc’. no ale nie dziwota – skoro najwyraźniej w tym kraju takie właśnie panują obyczaje…
starówka jest zaiste wielka i bardzo ładna – i czuje się bardziej ‚europejsko’, zupełnie inna skala niż warszawska popierdółka – jak porównanie kawalerki z kilq poziomowym mieszkaniem (; . poza samą starówką natomiast – pełna komuna ‚8o. blokowiska gorsze niż ursynów, prawie nigdzie nie poodnawiane, szare tysiące okienek smutno rozglądających się po klockowych osiedlach. ponieważ najpierw przejeżdżaliśmy przez takie osiedla a dopiero potem trafiliśmy na stare miasto, wjazd do pragi od razu sprowokował mocny flashback a pierwsze słowa jakie przyszły mi do głowy to piosenka tiltu:
„Szare domy w szarym mieście
W szarych domach szarzy ludzie
Szare komórki toną w szarej uładzie
Szare myśli, szare twarze, szara rasa, szara masa
Monotonne, szare życie, beznadziejna szara prasa”
najfajniejsze miejsce, do którego trafiliśmy był klub-pub o prowokacyjnie brzmiącej nazwie „red hat” czyli chapeau rouge. ucieszyłbym się z takiego miejsca w wie – poczułem się jak w amsterdamie – zarówno z powodu wszechobecnego zapachu kadzidełek (; jak i wieloqlturowej mieszanki ludzi z całego świata. z pozoru mała knajpka okazała się mieć niższe piętro, gdzie toczyła się impreza z trochę niższą średnią wieq i mniej wybredną muzą. po jakimś czasie zorientowałem się, że jest jeszcze niższe piętro, jaskinia, gdzie obywają się koncerty live z bardziej alternatywną muzą. i tak trafiliśmy na koncert… polskiej, poznańskiej kapeli napszykłat grającej alternatywny hip hop, mieszający pojechaną elektronikę gdzieś na pograniczu industrialu i noisu, punka i psychedelic rap. dawno nie słyszałem tak fajnej muzy – wszyscy zaopatrzyliśmy się w płytki więc będzie co słuchać w drodze powrotnej.

reasumując – podobnie jak w polsze, może być bardzo fajnie, tylko trzeba trochę dłużej poszukać – oazy cywilizacji pośród ohydy postkomunistycznego społeczeństwa.

jutro czeka nas kilq godzinna do podobnie szarej rzeczywistości – pogoda ponoć niezbyt optymistycznie nastrajająca.

**UPDATE
kolejny dzień i kolejny dowód, że czechy to kraj upadq. po wrzuceniu do flippera 7oKC dowiedziałem się od barmana, że jestem kretynem i trzeba było nie wrzucać, a automat do gry nie należy do klubu tylko do kogoś więc ma mnie w dupie. słowa nie są bynajmniej przesadzone – mniej-więcej po translacji tak właśnie brzmiały. oto cywilizowany kraj, w którym szacuje się klienta. poza frenchaisingiem [fastfoodem] gdzie płaci się kartą, nie przypominam sobie miejsca, gdzie nie próbowano by wyrolować na kasę.
HWDC – po wizytach w górach [snowboard] gdzie zwalałem chamstwo na specyfikę regionu, uzupełniłem obraz tego kraju o zachowanie w stolicy, i skreślam go ze swoich map turystycznych.